Ekonomia Fiasko neoliberalizmu Paul Newbery, Czy polskiej gospodarce grozi katastrofa?
Paul Newbery, Czy polskiej gospodarce grozi katastrofa? PDF Drukuj Email
Ocena użytkowników: / 4
SłabyŚwietny 
Ekonomia - Fiasko neoliberalizmu
Wpisany przez piotrek   
niedziela, 07 września 2008 21:50

Poniższy tekst ukazał się w nowym numerze Jedności Pracowniczej, który już jest w sprzedaży.

Przez kilka lat politycy i media przedstawiali optymistyczny obraz rozwijającego się kraju. Rzeczywiście, Polska od kilku lat przeżywa dynamiczny wzrost gospodarczy, ale korzyści tego wzrostu nie są równo dzielone. Ze wzrostu skorzystali przede wszystkim bogaci i klasa średnia, tymczasem realne zarobki ludzi pracy w ciągu wielu lat spadały. Miliony ludzi ciężko płacą za wzrost gospodarczy, harując na jego rzecz. A będą płacić coraz więcej, kiedy gospodarka zwolni.

Intensyfikacja wyzysku

Jednym z czynników wzrostu gospodarczego jest intensyfikacja wyzysku polskiej klasy robotniczej, zwłaszcza w specjalnych strefach ekonomicznych (SSE), gdzie nie ma związków zawodowych a prawa pracownicze, które powinny być gwarantowane przez kodeks pracy, są nagminnie łamane. Te strefy w ciągu ostatnich kilku lat przyciągnęły do Polski wiele międzynarodowych firm, skuszonych zasobami wykwalifikowanej taniej siły roboczej na podwórku Unii Europejskiej, atrakcyjnymi warunkami podatkowymi (przedsiębiorstwa często nie płacą podatków w strefach, a mogą nawet otrzymać pomoc publiczną) i brakiem związków zawodowych. To wyjaśnia, dlaczego bezpośrednie inwestycje zagraniczne, jeden z motorów polskiej gospodarki, były w ostatnich latach tak zmasowane (np. w roku 2006 wynosiły one $10 miliardów).

Praca w SSE jest koszmarem dla setek tysięcy pracowników. Często muszą oni pracować ponad 60 godzin tygodniowo, oczywiście bez dodatkowych pieniędzy. Zarobki są tu najniższe w całym przemyśle, a przypadki groźnych i śmiertelnych wypadków najczęstsze. W wielu fabrykach panuje brutalny reżim – zwłaszcza, gdy załoga podejmuje próbę założenia związku zawodowego, tak jak to miało miejsce w firmie FagorMastercook.

Obecnie dochodzi do coraz większej ilości starć wśród tej – najbardziej uciskanej – warstwy klasy robotniczej, która nie jest już w stanie tolerować kolejnych ataków i represji. Coraz więcej pracowników walczy o podwyżki, po wielu latach zamrożenia płac. Według The Economist, w zeszłym roku pensje w Polsce wzrosły o 10,5%. Tymczasem, jeśli pensje będą rosnąć, Polska przestanie być atrakcyjnym krajem dla bezpośrednich inwestycji zagranicznych, chyba, że nastąpi dewaluacja złotówki.

Rząd PO-PSL i jego sponsorzy ze środowiska biznesu są świadomi, że zaostrzające się walki pracownicze mogą zagrażać zyskom rodzimych i zagranicznych przedsiębiorstw, dlatego przygotują pakiet ataków na prawa pracownicze. Mają nadzieję, że to umożliwi kontynuację wysokiego stopnia wyzysku przez następne lata. Dla nich Polska ma być rezerwuarem taniej siły roboczej na terenie Unii Europejskiej, ale w dobie globalizacji, kapitał może dość łatwo odpłynąć, jeśli uzna, że warunki w danym kraju nie są już atrakcyjne.

Granice ekspansji boomu kredytowego

Drugi czynnik tworzący „siłę” gospodarki polskiej w ostatnim okresie, to rosnąca konsumpcja w kraju, fundowana przede wszystkim przez eksplozję kredytu dla średnio i wyżej zarabiających. Polacy są zadłużeni na kwotę 280 mld zł, czyli ok. 24 proc. PKB. W każdym kwartale poziom tego zadłużenia rośnie o ok. 1 %. Ponad 80% wszystkich kredytów zaciąganych jest jako kredyt konsumpcyjny.

Jednak aż 45 % Polaków nie ma żadnych zobowiązań wobec banków. To nie znaczy, że oni mogą stanowić rezerwę przyszłych kredytobiorców i podtrzymywać boom kredytowy w Polsce (a przez to: wzrost konsumpcji i ożywienie gospodarki), ponieważ większość z nich stanowi najbiedniejsze 45% społeczeństwa. Są to emeryci, renciści, bezrobotni i pracownicy z małymi zarobkami, którzy mają niewielkie szanse na pożyczkę, z powodu zbyt niskich dochodów.

W tej sytuacji banki próbują przekonać ludzi, którzy już są zadłużeni, aby zaciągnęli jeszcze więcej drogich kredytów konsumpcyjnych. Często nie sprawdzają ich zdolności kredytowej. W ten sposób mogą stworzyć polską mini- wersję kryzysu sub-prime, czyli kryzysu „śmieciowych” kredytów wysokiego ryzyka – zaciąganych przez ludzi, których już nie stać na spłacenie rat.

 Jednak zanim kryzys gospodarczy, który zaczyna ogarniać świat, dojdzie do Polski, banki zaczną zachowywać się ostrożniej. Era 100-procentowych kredytów mieszkaniowych już się kończy. Według Dziennika „Ubywa banków chętnych do pożyczenia całej kwoty na mieszkanie, nie mówiąc już o dodatkowej nadwyżce na wykończenie lokum”. Banki najwidoczniej spodziewają się spadku cen nieruchomości, który będzie katastrofalny dla wielu, zwłaszcza tych, którzy kupili mieszkanie w ostatnim okresie, przy wysokich cenach. Rosły ostatnio stopy procentowe, a więc rosły też raty miesięczne, często o kilkaset złotych. Dla wielu jest to prawdziwa walka, aby płacić raty co miesiąc, a jeśli się udaje, to kosztem konsumpcji.

Kredyty mieszkaniowe stanowią zaledwie 7,5% wszystkich zaciąganych kredytów. Większość kredytów mieszkaniowych jest w obcych walutach, więc Polacy, którzy mają taki kredyt cieszą się niższymi stopami procentowymi niż przy kredytach w PLN, a dzięki coraz silniejszej złotówce, wartość ich długu spadła dramatycznie w przeliczeniu na złotówki (wartość wielu obcych walut spadło o ponad 10%). Ich sytuacja jednak zmieni się dramatycznie, jeśli nastąpi ostra „korekta” wartości złotówki. Według The Economist, złotówka utrzyma się na bardzo wysokim poziomie pomimo wielkiego deficytu zagranicznego. Złotówka jest zbyt wysoko wyceniona i należy się spodziewać, że może wkrótce spaść.

Wiele ludzi już zadłużyli się do granicy swoich możliwości i nie są zdolni do spłacenia rat swoich dotychczasowych kredytów. Według nowego raportu Krajowego Rejestru Długów, Polacy mają zaległości z płatnościami wynoszącymi prawie 60 miliardów złotych. Z tego zadłużenia ponad połowa to niespłacone w terminie raty wraz z odsetkami. Reszta zaległych płatności to min. zaległości wobec spółdzielni mieszkaniowych, mandaty i rachunki gospodarstw domowych.  Dlatego, jak donosi "Gazeta Prawna", Polacy coraz bardziej pesymistycznie oceniają swoje możliwości finansowe. W konsekwencji zmniejszają wydatki na konsumpcję.

Ewentualna obniżka stóp procentowych może ulżyć sytuacji  niektórych i opóźniać katastrofę (kosztem wzrastającej inflacji), ale nie zmieni faktu, że boom kredytowy prawdopodobnie wyczerpał swoje możliwości i już nie odgrywa roli motoru polskiej gospodarki. Jednak, jeśli stopy procentowe utrzymają się na wysokim poziomie, na dłuższą metę doprowadzą do kryzysu kredytowego, załamania rynku nieruchomości i recesji.

Gospodarka światowa

Według optymistycznej prognozy The Economist, wzrost polskiego PKB ma zwalniać z 6,6% w r. 2007, do 5,4% w r. 2008 i 4,3% w r. 2009. Jednak wiele zależy od rozwoju wydarzeń w gospodarce światowej, która stanowi trzeci czynnik dynamicznego wzrostu polskiej gospodarki. Przez długi czas rośnie znaczenie eksportu dla polskiej gospodarki. Udział eksportu w PKB wzrósł z 15% w połowie lat 90-tych do ponad 30% w roku 2005. Niemcy dalej są najważniejszym krajem docelowym dla polskiego eksportu, stanowiąc 28% polskiego eksportu w 2005 r. Unia Europejska stanowiła 77% polskiego eksportu. Widzimy więc, że Polska staje się coraz bardziej uzależniona od gospodarki światowej, zwłaszcza Europejskiej.

Wszyscy poważni ekonomiści są w tej chwili zgodni, że nastąpi światowa recesja. Według Alana Greenspana, byłego szefa Rezerwy Federalnej, „Gospodarka USA jest w recesji, a obecne problemy to najgorszy kryzys od ponad 50 lat”. Z kolei, Paul Krugman twierdzi, że po ostrym spadku, nastąpi długi okres stagnacji gospodarczej, czyli recesja w kształcie litery „L”.

Światowy kapitalizm osiągnął punkt zwrotny w swoim rozwoju a teraz sytuacja gospodarki ulega transformacji. Rok temu pojawiły się pierwsze raporty o kryzysie kredytowym i miliardowych stratach banków. Wielu bankom groził upadek a rządy USA i Wielkiej Brytanii musiały, wbrew ortodoksji neoliberalnej, interweniować i uratować te upadające instytucje finansowe. Koszt  wynosił dziesiątki miliardów dolarów. Ten proces nie tylko jest kontynuowany, ale rozszerza się po świecie. Bardzo niewiele jest krajów stabilnych, a trudno zaliczyć do nich Polskę.

Poza tym, kryzys finansowy jeszcze się nie skończył – MFW spodziewa się kolejnej fali kryzysu. Kryzys spowodowany został przez ogromną bańkę kredytową w USA, która zapewniła wzrost gospodarki światowej przez wiele lat. Ale nie można pożyczyć w nieskończoność.

Bańka pękła, powodując serię spektakularnych bankructw, upadków i załamanie konsumpcji w USA, co oznacza spadek popytu dla reszty krajów świata. Dlatego ten kryzys nie jest wyłącznie finansowy - nieuchronnie rozszerzy się na „realną” gospodarkę.

Już zaczyna się recesja w Stanach Zjednoczonych. W ostatnim kwartale roku 2007 odnotowano „ujemny wzrost”. Prognoza dla roku 2008 przewiduje wolny wzrost. Bezrobocie w USA rośnie gwałtownie, a codziennie dochodzi do ok. 10000 przypadków przejęć domów przez banki, gdy właściciele nie są w stanie płacić rat kredytu.

Ta recesja nadchodzi też do Europy. Rynki nieruchomości są w ostrym kryzysie w Hiszpanii, Irlandii i Wielkiej Brytanii. W Wielkiej Brytanii istnieje kryzys kredytowy, a wiele banków ma ogromne straty. Rząd musiał nawet znacjonalizować Northern Rock, w celu ratowania systemu finansowego kraju. W lipcu tego roku nastąpiło największe bankructwo w historii Hiszpanii, gdy deweloper Fadesa Martinsa upadł z długami wartości 5 miliardów euro w wyniku recesji na rynku nieruchomości. Polacy pracujący w Irlandii już zauważyli, że rynek nieruchomości i budownictwo „leżą”.

W tej sytuacji, razem z wewnętrznymi kłopotami polskiej gospodarki, nadchodzą bardzo trudne czasy. Z doświadczenia wiemy, że to właśnie ludzie pracy będą zmuszeni płacić za kryzys, którego sami nie stworzyli. Dlatego potrzebne są walczące związki zawodowe, które będą naprawdę reprezentować interesy zwykłych pracowników. Ale to nie wystarczy - potrzebna jest też partia polityczna, która będzie reprezentować interesy ludzi pracy. To musi być partia robotnicza z programem, który może stać się prawdziwą alternatywą do chaotycznego, pogrążonego w kryzysie kapitalizmu.

 

Źródło: wladzarobotnicza.pl strona Grupy na rzecz Partii Robotniczej

Zmieniony: niedziela, 07 września 2008 21:50
 

Historia mnie uniewinni.

Fidel Castro
Reklama