Niech suka wraca do Iraku! PDF Drukuj Email
Ocena użytkowników: / 0
SłabyŚwietny 
Historia i Współczesność - Antyfaszyzm i Antyrasizm
Wpisany przez PMB   
piątek, 19 sierpnia 2011 08:19

Przecież nie można normalnie porozmawiać z człowiekiem jak ma jakąś szmatę na głowie, czyli jak wrocławscy licealiści badali poziom polskiego rasizmu.

Liceum nr XIV nie jest przeciętne. To najlepszy ogólniak we Wrocławiu. W ogólnopolskim rankingu liceów ogólnokształcących tygodnika "Perspektywy" zajmuje trzecie miejsce. Zasłynął olimpijczykami i protestem uczniów żądających zdjęcia w szkolnych klasach krzyży. Jego liderzy nazwani przez PiS-owskiego ministra edukacji rozwydrzonymi smarkaczami wystąpili do sądu o naruszenie dóbr osobistych. Proces rozpocznie się w Krakowie.

- Nie oszukujmy się - mówi. - Wchodzące obecnie w dojrzałość pokolenie jest europejskie, co oznacza, że jest również zainfekowane strachem przed obcym, innym, maskowanym pod bezpiecznym słowem konserwatyzm.

Eksperyment, który zaproponował, polegał na tym, żeby licealiści przebrali się za przedstawicieli mniejszości i ruszyli w miasto. Ich strój miał być wręcz komiksowy, taki jak sposób postrzegania mniejszości. Dyskryminacja oparta jest na stereotypie, a więc burka i chusta równa się zniewoleniu i terroryzmowi, a jarmułka wywołuje myśl, że "Żydzi rządzą światem".

W mieście spotkań

Nauczyciel w obawie o bezpieczeństwo uczniów nie pozwolił im chodzić po mieście pojedynczo, tylko w kilkuosobowych grupach. W ścisłym centrum objętym monitoringiem miejskim. Zabronił wsiadać do tramwajów, bo tam, gdy dojdzie do przepychanek lub pobicia, policja nie dotrze.

Miał podstawy wątpić, czy w razie agresji wobec przebranych za muzułmanów, Żydów lub Romów uczniów pasażerowie nie zachowają się obojętnie.

Według danych stowarzyszenia Nigdy Więcej na temat incydentów rasistowskich i ksenofobicznych publikowanych w "Brunatnej księdze" Dolny Śląsk zajmuje niechlubne czołowe miejsca, a w obawie przed napaścią rabin Wrocławia Icchak Rapoport przykrywa jarmułkę czapką.

Tryczyk znał również badania socjologów, według których po śmierci Osamy ben Ladena wzrósł poziom lęku wobec muzułmanów. Najlepszym tego dowodem było zachowanie jego koleżanki, mgr filozofii: wybiegła z krzykiem z kina, zobaczywszy wchodzącą do sali muzułmankę. Bała się, że rozmawiająca przez telefon kobieta zdetonuje bombę.

- Takie stereotypowe podejście dorosłej przecież kobiety do muzułmanów jeszcze bardziej mnie zmotywowało, by skonfrontować uczniów z poczuciem wyobcowania. Byłem pewny, że wbrew temu, że zgodnie ze sloganem uważają Wrocław "za miasto spotkań", zostaną upokorzeni z powodu swojej inności - opowiada etyk.

Latem na ulice Wrocławia wyrusza 15 czteroosobowych grup. Tylko jedna osoba z czterech jest przebrana. Idzie przed rówieśnikami, w odległości około dwóch metrów. Koledzy notują komentarze mijających przebraną koleżankę czy kolegę przechodniów. Zaczepiają ich i proszą o rozwinięcie swoich opinii.

Suka z Iraku

Alicja przebiera się w miejskiej toalecie. Dżinsy zamienia na długą czarną spódnicę. Twarz owija chustą i burką. Wychodzi na ulicę Oławską, w ścisłym centrum Wrocławia.

- Idę spokojnie, nikogo nie zaczepiam, nie zachowuję się podejrzanie, nie żebrzę, a i tak wszyscy patrzą na mnie krzywo. Są nieufni. Pewnie myślą, że mam bombę. Czuje się wykluczona z małej społeczności przechodniów - opowiada.

Naprzeciw kobieta z pięcioletnim dzieckiem. Pokazuje Alicję palcem i odciąga dzieciaka na drugą stronę. Dziewczyna woła: "Miłe dziecko!". Żadnej reakcji.

Obok grupki chłopaków opuszcza torebkę. - Zamiast mi pomóc albo po prostu zignorować, wybuchają głośnym śmiechem.

W sklepie z ciuchami ekspedientka chodzi za nią krok w krok, mimo że Ala mówi, że nie potrzebuje jej pomocy, bo chce się najpierw rozejrzeć.

- Patrzyła na mnie, jakbym miała coś ukraść, dlatego że jestem inaczej ubrana. Miałam dość. Usiadłam na ławce obok lodziarni. Dwie starsze kobiety wyraźnie zamierzały usiąść obok mnie, ale kiedy spostrzegły burkę, zawróciły. Siadły kilkanaście metrów dalej - relacjonuje Alicja.

Wraca do miejskiej toalety. Z ulgą wkłada dżinsy. Martyna ma tylko brązową chustkę na głowie. Do tego dżinsy plus ciemna bluzka. Żadnej burki. Zagaduje wrocławian na ul. Świdnickiej. Prosi o wskazanie drogi do Muzeum Narodowego lub Panoramy Racławickiej. Z tego miejsca to prosto i w lewo, kilkanaście minut spacerkiem.

Na dziesięć zaczepionych osób tylko jedna, 30-letnia kobieta z dzieckiem, zatrzymuje się, usłyszawszy: "Przepraszam bardzo". Pozostali ją ignorują. Udają, że się spieszą.


Więcej... http://wyborcza.pl/1,76498,10107670,Niech_suka_wraca_do_Iraku.html#ixzz1VSdSgRap

 

Ci, którzy przemawiają w imieniu Boga, powinni pokazać listy uwierzytelniające.

Julian Tuwim
Reklama