|
Pytanie o to, czy islam z natury jest ekspansjonistyczny i zaborczy, to kwestia, która nie daje dziś Europie spokoju. Szwajcarscy inicjatorzy referendum dotyczącego budowy minaretów twierdzą, że tak. Opierają się na opracowaniach związanych z nową falą krytyki islamu [1]. Ten ekspansjonizm miałby być podbudowany dążeniem do politycznej hegemonii, która wynika tak z samej natury „islamskiej ideologii” (pronatalistycznej, prozelickiej i zaborczej), jak i strategii przyjętej przez niektórych przywódców („islamistów” i ich „planu” [2]). Taką interpretację rzekomo potwierdzają słowa Jusufa al-Karadawiego, najbardziej znanego szajcha sunnickiego należącego do nurtu umiarkowanego. 6 grudnia 2009 r., w prowadzonym przez siebie na kanale al-Dżazira programie Szariat i życie, komentował on wyniki szwajcarskiego referendum. Zapowiedział, że świat i tak zostanie zdobyty, a wszyscy ludzie – zjednoczeni przez słowo boże.
Zastanawianie się nad istotą islamu nie jest całkowicie bezzasadne: przecież – podobnie zresztą jak chrześcijaństwo – głosi on, że niesie zbawienie dla ludzkości i przypieczętowuje historię objawień. Czym jednak w istocie jest ekspansjonizm religijny? Z socjologicznego punktu widzenia może się on opierać na postawie wojowniczej (politycznie, propagandowo czy militarnie), rozwoju religijności (revivals albo konwersje) albo wzroście demograficznym (patrz ramka).
W Europie projekt polityczny uosabiają Bracia Muzułmanie oraz turecka organizacja Milli Görüs [3]. Są nośnikiem uniwersalistycznego przesłania (islam jako religia dla wszystkich ludzi) i mają ambicję dominować („kierowanie światem” to cel, który wyznaczył sobie założyciel Braci Muzułmanów Hasan al-Banna), pragną utworzenia „islamskiego państwa”. Jednak to nie w tym celu przyjeżdżali od lat 50. do Europy, lecz dlatego, że kontynent ten dawał im schronienie, stawał się zapleczem, z którego prowadzili swoje rozgrywki w Afryce Północnej i na Bliskim Wschodzie, zaś osiedlenie się w Europie tak znacznej liczby muzułmanów było dla nich zaskoczeniem i jednocześnie stawiało ich w niewygodnej sytuacji.
Pozycja mniejszości w Europie ogranicza zwolennikom islamu politycznego wybór strategii do dylematu: nauczanie albo lobbing. Wybór pierwszego sytuuje ich w przestrzeni zajmowanej w znacznym stopniu przez ruch salaficki oraz organizację Tabligh [4], grup określanych przez politologa Oliviera Roya [5] jako „neofundamentalistyczne”. Wybór drugiego natomiast oznacza konieczność zdobycia na gruncie europejskim odpowiedniej liczby zwolenników, co więcej, wymaga, by dostosowali się do wymogów rozgrywki politycznej, ogranicza ich wpływy na szczeblu lokalnym i wystawia na oskarżenia o zbyt daleko idące kompromisy z władzami.
Doskonale ilustruje to sytuacja Braci Muzułmanów: po przyjęciu struktur instytucjonalnych utracili z czasem rewolucyjny zapał, porzucili wielkie cele, zrezygnowali z walki w drażliwych kwestiach, takich jak np. kwestia chusty we Francji czy sprawa Palestyny; obecnie spotykają się z ostrą krytyką wielu młodych muzułmanów, którzy odcinają się od nich, oskarżają o „upodobnienie się do burżuazji” czy też ustępstwa wobec władz. Nawet Tariq Ramadan został skrytykowany przez niektórych dawnych zwolenników, kiedy w 2005 r. wszedł w skład grupy roboczej utworzonej pod egidą brytyjskiego rządu Tony’ego Blaira, której zadaniem było opracowanie strategii zahamowania ekstremizmu religijnego.
Trudność zwolenników islamu politycznego w wyborze właściwej taktyki sprawdzającej się na europejskim gruncie staje się sprzyjającą okolicznością dla ruchów neofundamentalistycznych, które odrzucają klasyczne metody walki politycznej. Wśród tych ruchów dominującą pozycję zajmuje wahhabicki salafizm „naukowy” (salafijja ‘ilmijja) z Arabii Saudyjskiej. Ruch ten, charakteryzujący się rygoryzmem oraz radykalną dogmatyką, lecz odcinający się od idei dżihadu rozumianego jako święta wojna, przejmuje większość tych, którzy rozczarowali się islamem politycznym czy działającymi od dawna na gruncie europejskim grupami neofundamentalistycznymi, takimi jak Tabligh. Nie proponuje jednak kolejnej wersji programu zdobycia hegemonii politycznej, lecz odartą z iluzji odmianę odpolitycznionego islamu i postawę ideologiczną, polegającą na wycofaniu się i zamknięciu na społeczeństwo zachodnie: wspólnoty kulturowe (tunezyjska, marokańska itd.) ma zastąpić wspólnota oparta na wierze odcinająca się również od tradycyjnego „domowego” islamu. W ten sposób salafizm przybiera kształt sekty. Nie angażuje się w spory wokół islamskiej chusty, jego zwolennicy nie protestują, gdy władze wydalają któregoś z ich imamów, ani też nie biorą udziału w manifestacjach solidarności z Palestyńczykami.
Ta ideologia wycofania się występuje nie tyle w kręgach rodzinnych czy środowiskach wspólnotowych, co wśród zreislamizowanych młodych ludzi, widzianych jako „grupa ocalona” (firka nadżijja). Nastawiony krytycznie wobec rodzin oraz imamów-tradycjonalistów, salafizm stawia się w opozycji do realnego świata muzułmańskiego i jest chętnie przyjmowany przez młodych, którzy czują się wyobcowani. Ma zatem niewielu zwolenników tam, gdzie nie rozluźniają się więzi wspólnotowe – np. wśród Komoryjczyków i Turków.
Jego celem nadrzędnym nie jest ani podbój Zachodu, ani stworzenie islamskich gett, lecz hidżra, wywędrowanie na ziemie islamu lub – w ostateczności – do krajów, które uznawane są za bardziej gościnne, np. do Wielkiej Brytanii lub Kanady. Młodzi ze środowisk mniejszościowych, którzy dają się uwieść tej ideologii, przyjmują taką samą postawę jak pokolenie ich rodziców – postawę bierną wobec zachodniej rzeczywistości. Z tą różnicą, że poprzednia generacja żyła marzeniem o powrocie do kraju pochodzenia, obecna natomiast marzy o opuszczeniu go.
Konceptualizacja przekonującego projektu politycznego, którą paraliżuje przyjęcie roli mniejszości oraz wynikające z logiki sektaryzmu zapędy misjonarskie, nie jest zatem skupiona wokół „islamskiej rekonkwisty”. Również dżihad nie jest sprowadzony tutaj do walki zbrojnej. W Europie dżihadyzm przeżywany jest jako dążenie do poświęcenia się. Jego adepci (Al-Kaida czy też ruch Metina Kaplana [6]) przyjmują taką samą sekciarską perspektywę jak nieangażujący się w walkę salafici. Dżihadyzm oskarża o takfir – niewiarę – przeciwników, którym zamierza wydać walkę: Żydów, chrześcijan oraz muzułmanów, którzy nie mieszczą się w wyznaczonych przezeń granicach (w tym Braci Muzułmanów). Nie zamierza tworzyć na Zachodzie kontrkultury gett. Wręcz przeciwnie, jego radykalizm popycha go do zerwania wszelkich więzi z muzułmańską wspólnotą [7], a także z meczetem, który bez trudu może być inwigilowany przez służby bezpieczeństwa i oskarżany jest o ugodowość, ponieważ w sposób nieunikniony staje się płaszczyzną układania się z otaczającym go światem. Dżihadyzm rekrutuje zatem swych zwolenników gdzie indziej: począwszy od kawiarenek internetowych, poprzez kluby sportowe, a na więzieniach skończywszy.
Jednakże, ponieważ niemal wszystkich wokół obłożyli anatemą, nowi dżihadyści nie mają kogo wyzwalać. Nie mają określonego celu (terytorium czy państwa, które chcieliby opanować, układu sił, który próbowaliby zmienić, reżimu, który chcieliby obalić), celem jest sama konfrontacja zbrojna i jej oddźwięk medialny oraz zniszczenie symboli politycznego imperializmu (czyli potęgi amerykańskiej i jej sprzymierzeńców).
Jeżeli wojowniczy islamizm nie stawia sobie za cel podboju, to czy może się on dokonać „oddolnie”, poprzez odnowę religijną, która mogłaby zmienić układ sił politycznych i społecznych w Europie albo przynajmniej stworzyć zislamizowane enklawy na jej terytorium?
Przekonanie o masowym powrocie do religii wśród członków wspólnoty muzułmańskiej wynika z faktu, że islam stał się w świecie zachodnim bardziej widoczny, tymczasem od 20 lat praktyka religijna utrzymuje się na tym samym poziomie, a nawet nieco maleje [8]. Jej uwidocznienie nie jest wyrazem kolektywnego działania (nawet jeśli bierze się z chęci okazania solidarności wspólnotowej), lecz wynika przede wszystkim z indywidualnej decyzji i jest wyrazem poszukiwania własnych korzeni i tożsamości.
Oba te prądy różnią się w swoim podejściu do religii. Z jednej strony mamy „islam rynkowy” [9], religijność wyzwoloną z właściwej islamizmowi obsesji na punkcie polityki i charakteryzującą się dążeniem do kulturowej i tożsamościowej „normalizacji”. Wyrazem afirmacji islamu poprzez kulturę masową stają się islamski streetwear [10], zmieniający się wraz z modą kształt chusty, halal pop i Muslim Up (francuska odmiana coli). W ten sposób religia nie jest rozwiązaniem całościowym, lecz etnicznym rysem powszechnie akceptowanej zachodniej kultury. Z drugiej strony plasuje się neofundamentalizm, który odcina się od zachodniego porządku, lecz nie ma aspiracji ekspansjonistycznych, ponieważ przyjmuje postawę wyczekiwania na exodus.
Jeżeli zaś mówimy o konwersjach, to zdarzają się one oczywiście, lecz w dość niewielkim wymiarze, i dokonują w obie strony (choć szala przeważa na korzyść islamu): zgodnie z danymi Ministerstwa Spraw Wewnętrznych we Francji co roku 800 muzułmanów przechodzi na chrześcijaństwo, przede wszystkim ewangelickie, zaś liczba konwersji na islam sięga 4 tys. [11]
Powrót do religii wśród tych, którzy odkrywają wiarę na nowo (born again) i konwertytów jest oczywiście dość widoczny, zwłaszcza gdy przejawia się zmianą wyglądu (broda) czy sposobu ubierania (qamis, chusta zakrywająca całą sylwetkę kobiety), lecz nie jest odgórnie sterowany (wynika raczej ze spontanicznych decyzji, z niewielkim stopniu z zaangażowania w organizacje i nie ma nic wspólnego z żadnym strategicznym projektem). Ta nowa religijność jest zatem wiarą nie tyle upolitycznioną, co upublicznioną. Może więc stanowić wyzwanie dla krajów zdeklarowanie laickich, takich jak Francja, nie niesie jednak zagrożenia politycznego ani zagrożenia dla bezpieczeństwa, chyba że jest udziałem dżihadystów.
Wyssany z palca jest również mit gett, rozumianych jako muzułmańskie enklawy, które przechodzą powoli pod kontrolę islamistycznych agentów nakłaniających do masowego odcięcia się od społeczeństwa. Nawet jeśli koncentracja pewnych grup w niektórych dzielnicach może nasuwać myśl o odgórnie sterowanym procesie, nie wynika ona z określonej politycznej strategii, lecz jest raczej skutkiem skomplikowanych procesów społecznych, gospodarczych i politycznych, a także ... stanowiska władz, i to nie tylko w krajach opartych na ideologii wyznaniowej (takich jak Holandia czy Wielka Brytania), lecz także we Francji, państwie z założenia laickim. Zabieganie o „głosy muzułmanów”, przyznawanie lokali socjalnych na podstawie kryterium przynależności etnicznej, szukanie wewnątrz wspólnoty pośredników, którzy będą w stanie zapanować nad sytuacją na przedmieściach, próby odgórnego kontrolowania islamu – czego przykładem może być utworzenie w 2003 r. Francuskiej Rady Religii Muzułmańskiej podlegającej ministerstwu spraw wewnętrznych – wszystko to prowokuje zachowania oparte na przynależności wspólnotowej.
Jednakże skupiający się na klasie średniej Bracia Muzułmanie nie mają wpływów na przedmieściach, czego jeszcze jednym dowodem może być nieskuteczność fatwy wzywającej do zachowania spokoju, wydanej przez Unię Organizacji Muzułmańskich we Francji w czasie zamieszek w 2005 r. Również salafici, o ile są tam obecni, nie kontrolują sytuacji. Przede wszystkim dlatego, że ich wpływy są dość ograniczone, poza tym nie mają oni żadnego doświadczenia w budowaniu ustrukturyzowanego i silnego ruchu społecznego, który umożliwiałby im pełnienie takiej roli, wreszcie – ponieważ, jak już mówiliśmy, ich celem nie jest stworzenie zislamizowanej czy zbuntowanej przestrzeni, lecz powrót do Dar al-islam (Ziemi islamu).
W dzielnicach o większości muzułmańskiej w spektakularny i masowy sposób szerzą się konsumpcjonizm oraz wartości indywidualistyczne. Świadczyć o tym mogą: wzrost liczby małżeństw mieszanych [12] (w tym również zawieranych przez kobiety ze środowisk imigranckich), a także trudności przeżywane przez stowarzyszenia wspólnotowe, osłabienie władzy rodzicielskiej, znaczny spadek liczby szkół religijnych, nie wspominając już o całkowitej porażce list wyborczych opartych na przynależności wspólnotowej, zaproponowanych podczas wyborów lokalnych.
Paradoksalnie, przed 20 laty, kiedy nie istniały „dzielnice muzułmańskie”, powrót do religii odbywał się na zasadzie dobrowolnej i sterowanej, dziś natomiast środowisko muzułmańskie, które ma swoje normy i praktyki (jak na przykład ramadan), biblioteki, miejsca kultu i sklepy halal, sprzyja raczej reislamizacji na zasadzie indywidualnej (również wśród pierwszych imigrantów).
Na gruncie europejskim, gdzie islamizm stanowi mniejszość, wyraźnie ujawnia się jego słabość objawiająca się nieumiejętnością nadania spójnego rysu programowego religijnym i politycznym założeniom oraz dostosowania się do współczesnego kontekstu wyznaczanego przez państwo narodowe i demokrację. Stąd w kręgach islamistycznych, angażujących się w rozgrywkę polityczną, bierze się tendencja do oddzielania da’wa (głoszenia wiary) od polityki i – wobec niemożności sformułowania spójnego programu – pojawienie się innych form neofundamentalizmu, który, podobnie jak salafizm poszukujący „czystej religii” (o czym pisał Roy) odsuwa politykę w odległą sferę millenarystycznych mrzonek.
Natomiast ci, którzy próbują zaistnieć w przestrzeni publicznej, widzą swoje miejsce w „czystej polityce”, jak określił to były przewodniczący Unii Młodych Muzułmanów Jamin Makri. Niektórzy z Braci angażują się w działania „tradycyjnych” partii politycznych, zarówno lewicowych, jak i prawicowych, oraz prowadzą walkę o prawa środowisk imigranckich, która toczy się w oparciu o zlaicyzowane tożsamościkulturowe („tubylcy Republiki” początku XXI w., którzy zajęli miejsce Braci Muzułmanów z lat 90.).
Jak by nie było, owe różne sposoby oddzielania polityki i religii dowodzą, że idea podboju jest w istocie złudą. Kluczową kwestią nie jest zatem odpowiedź na pytanie, czy ekspansjonistyczne dążenia istnieją, lecz uświadomienie sobie faktu, że transformacja socjologiczna przeniosła je w sferę nierealną.
tłum. Ewa Cylwik
Patrick Haenni – pracownik naukowy Fundacji Religioscope, współautor (obok Stéphane Lathion) książki Les Minarets de la discorde. Eclairage sur un débat suisse et européen (Infolio, Paryż 2009).
1] Na ten temat patrz: Olivier Moos, „Du minaret à la question musulmane: la nouvelle critique de l’islam”, w: Patrick Haenni i Stéphane Lathion, Les Minarets de la discorde. Eclairage sur un débat suisse et européen, Infolio, Paryż 2009.
[2] Patrz Sylvain Besson, La Conquête de l’Occident. Le projet secret des islamistes, Seuil, Paryż 2005.
[3] Ruch ten, utworzony w latach 70. przez byłego tureckiego premiera Necmettina Erbakana, cieszy się dużą popularnością wśród tureckich imigrantów w Europie.
[4] Salafizm, reformatorski nurt islamu, który powstał w XIX w. i odwołuje się do nauk proroka Mahometa i pierwszych muzułmanów (stąd nazwa wywodząca się ze słowa salaf, przodek). Por. Wendy Kristianasen, „Qu’est-ce que le salafisme?”, Le Monde diplomatique, luty 2008. Natomiast Tabligh to organizacja powstała w latach 20. XX w. w Indiach, działająca na całym świecie; jej głównym celem jest upowszechnianie przesłania islamu.
[5] Dyrektor badawczy Narodowego Centrum Badań Naukowych (CNRS) oraz dyrektor naukowy Wyższej Szkoły Nauk Społecznych (EHESS). Ostatnia opublikowana przez niego książka to La sainte ignorance, Seuil, Paryż 2008.
[6] Radykalny ruch utworzony w 1984 r. w Niemczech i zaangażowany w wiele akcji terrorystycznych.
[7] Patrz: Olivier Roy, L’Islam mondialisé, Seuil, Paryż 2002.
[8] http://religion.info/french/articles/article_442.shtml
[9] Patrick Haenni, L’Islam de marché, l’autre révolution conservatrice, Seuil, Paryż 2005.
[10] Strój będący połączeniem mody ulicznej – dżinsów i bejsbolówki – z elementami stroju muzułmańskiego, np. z chustą.
[11] Patrz: Linda Caille i Marie Caleb, „France: qui sont les musulmans convertis au christianisme?”, Religioscope, Fryburg, 28 czerwca 2005, http://religion.info/french/articles/article_181.shtml
[12] Emmanuel Todd w książce Les Destin des immigrés pokazuje, że odsetek małżeństw mieszanych wśród kobiet pochodzenia algierskiego wzrósł w latach 1975-1990 z 6,2% do 27,5%. W odniesieniu do kobiet pochodzenia marokańskiego wzrósł on w tym okresie z 4 do 13%.
Źródło: Le Monde diplomatique - edycja polska |