|
39 lat temu zamordowano Martina Luthera Kinga, wielkiego bojownika o prawa obywatelskie dla czarnej ludności w Stanach Zjednoczonych. Rzekomo zastrzelił go działający w pojedynkę rasista.
Siedem lat temu w Memphis – tam, gdzie zamordowano pastora Kinga – w stanie Tennessee nad rzeką Missisipi sąd uznał wreszcie, że King padł ofiarą spisku. Ława przysięgłych orzekła, że wdowa po pastorze Coretta Scott King ma wraz z rodziną prawo do symbolicznego studolarowego odszkodowania. Do rozprawy doszło po tym, jak w 1993 r. niejaki Lloyd Jowers przyznał przed kamerami telewizji, że wynajął mordercę Kinga, wyświadczając przysługę pewnemu zaprzyjaźnionemu z nim osobnikowi ze świata przestępczego. Po rozprawie syn zabitego pastora Dexter King rzekł: „Od dziś nie chcemy wysłuchiwać pytań w rodzaju: czy wierzy pan, że James Earl Ray zabił pańskiego ojca? Wysłuchiwałem ich przez całe życie. Nie, nie wierzę i koniec. Był to najbardziej niesłychany spisek stulecia – i oto wreszcie wyszedł na jaw.” Rodzina Kingów wraz ze swoim adwokatem Williamem Pepperem postanowiła wywrzeć presję na historyków i kongresmanów, żeby zmieniono oficjalną wersję zabójstwa. W tej sprawie wiele pytań zawsze pozostawało bez odpowiedzi. Od początku było jasne, że w takim czy innym stopniu w sprawę było zamieszane Federalne Biuro Śledcze (FBI). Do prasy w Memphis urządziło przeciek informacji, że przed przyjazdem do tego miasta King zatrzyma się parę dni w motelu Lorraine. Każdemu, kto chciał go zabić, dało to czas na przygotowanie zabójstwa i utrudniło oskarżenie o nie FBI. Celem potwierdzenia wersji oficjalnej, według której Ray działał sam, w 1979 r. komisja Kongresu amerykańskiego przeprowadziła „śledztwo”. Gdy tylko ją potwierdziła, na 50 lat (do 2029 r.) utajniła wszystkie posiadane dowody! Z drugiej strony było wiadomo o COINTELPRO – rządowym programie „kontrwywiadowczym”, który polegał na rozbijaniu przez służby specjalne ruchu na rzecz praw obywatelskich, ruchu przeciwko wojnie w Wietnamie oraz środowisk lewicowo-radykalnych i socjalistycznych. Pozostaje odpowiedzieć na pytanie: dlaczego rząd miałby uczestniczyć w spisku na życie Kinga? Otóż w 1968 r. King miał już inne poglądy niż wtedy, gdy podczas Marszu na Waszyngton w 1963 r. deklarował: „Miałem marzenie senne…” Pod koniec życia jego mowy i działania świadczyły, że zaczął postrzegać walkę o równość jako walkę z panującymi stosunkami społeczno-ekonomicznymi, a kapitalistyczny system gospodarczy jako przeszkodę stojącą na drodze do równości rasowej i społecznej. W jednym z ostatnich przemówień – wygłoszonym w lutym 1968 r. na Uniwersytecie Stanfordzkim pt. „Dwie Ameryki” – zajął się problemem ubóstwa i bogactwa. Zamiast mówić o swoim „marzeniu sennym”, mówił teraz o koszmarze materialnych warunków egzystencji czarnej ludności. Mówił o „spragnionych pracy ludziach szukających czegoś, czego nie ma”, o czarnych ludziach żyjących na „samotnej wyspie ubóstwa pośród oceanu materialnego dobrobytu” oraz o „potrójnym getcie rasy, ubóstwa i nędzy ludzkiej”. Wskazywał, że po drugiej wojnie światowej stopa bezrobocia wśród czarnej i białej ludności była taka sama, a od tej pory wśród czarnej stała się dwukrotnie wyższa niż wśród białej. Mówił też o tym, że czarni robotnicy zarabiają o połowę mniej od białych. W wyniku kampanii na rzecz równości w Chicago i innych miastach na północy Stanów Zjednoczonych King doszedł do wniosku, że problem „dwóch Ameryk” jest „o wiele trudniej rozwiązać niż wykorzenić prawną segregację” rasową, która jeszcze kilka lat wcześniej istniała na południu kraju. Stwierdzał, że liberałowie z Północy, którzy udzielali moralnego i finansowego poparcia walce z segregacją rasową na Południu, nie udzielą go w walce z segregacją społeczno-ekonomiczną. Czarnych określił jako „ludzi zubożałych i obcych na własnej ziemi”. W tym samym przemówieniu po raz pierwszy potępił wojnę w Wietnamie. Potępił rząd, że wydaje setki milionów dolarów na wojnę, a nie na walkę o równość. Zapowiedział, że teraz będzie „organizował i mobilizował siły do walki o równość ekonomiczną”. W dwa dni później, w wielkim przemówieniu antywojennym wygłoszonym w Nowym Jorku, oświadczył: „Tylko brak wizji społecznej sprawia, że każdemu obywatelowi amerykańskiemu – czy to będzie pracownik szpitala, czy pralni, czy służąca lub ktoś, kto pracuje na dniówki – nie płaci się odpowiednio za pracę. Tylko nasza krótkowzroczność sprawia, że każdej rodzinie amerykańskiej nie gwarantujemy rocznego dochodu minimalnego, zapewniającego ludziom byt. Nic poza pragnieniem zadawania śmierci nie stoi na przeszkodzie, abyśmy zmienili nasze priorytety.” „Koalicja mających energię do walki środowisk ruchu robotniczego, ludzi czarnych, bezrobotnych i tych, którzy korzystają z opieki społecznej, może być źródłem siły, która będzie w stanie przeobrazić stosunki gospodarcze i dokonać przełomu, przynosząc nam nowy poziom reformy społecznej. Od takiej koalicji będzie można zacząć całkowitą eliminację ubóstwa, co jest dziś zadaniem praktycznym, zapewnić rzeczywistą równość w stosunkach międzyrasowych i przeprowadzić inne głębokie, strukturalne zmiany społeczne”, mówił wówczas King. Pojechał do Memphis po to właśnie, aby budować taką koalicję wokół strajku pracowników miejskiego przedsiębiorstwa oczyszczania. Z przyczyn zasadniczych klasa kapitalistów nie chciała do tego dopuścić. Gdyby powstała taka siła, ruch antywojenny i ruch na rzecz praw obywatelskich z całym swoim rozmachem mogłyby pociągnąć za sobą i przeobrazić amerykański ruch robotniczy oraz stać się owym „źródłem siły, która będzie w stanie przeobrazić stosunki gospodarcze i dokonać przełomu, przynosząc nam nowy poziom reformy społecznej”, o której mówił King. Dlatego gdy 4 kwietnia 1968 r. Martin Luther King wyszedł na balkon pokoju motelowego koło Memphis, padł od kuli strzelca wyborowego. Taka koalicja, jaką King wyobrażał sobie 39 lat temu, ciągle jest potrzebna w Stanach Zjednoczonych. Najlepszym hołdem złożonym pamięci pastora Kinga będzie rozpoczęcie na nowo budowy takiego właśnie ruchu, który, mordując go, zduszono w zarodku w Memphis w 1968 r. Od ponad 45 lat autor jest działaczem rewolucyjno-socjalistycznym. Obecnie działa w amerykańskiej organizacji pn. Międzynarodowy Związek Robotniczy (WIL). Tłum. Zbigniew Marcin Kowalewski Trybuna Robotnicza Chronologia 1955-1956 – Aresztowanie Rosy Parks po jej odmowie ustąpienia białemu pasażerowi miejsca w autobusie w Montgomery (Alabama). 27-letni King, pastor kościoła baptystów w Montgomery, staje na czele 382-dniowego bojkotu autobusów przez czarną ludność. To początek wielkiej fali walk z segregacją rasową, o prawa obywatelskie. 1961 – FBI zaczyna systematycznie podsłuchiwać Kinga, urządzać przeciwko niemu prowokacje i go kompromitować. 1963 – King kieruje ciężką walką z segregacją rasową w Birmingham (Alabama). Podczas wielorasowego marszu 250 tys. obywateli na Waszyngton, „o pracę i wolność”, mówi o swoim marzeniu sennym – o czasach, w których w USA zapanuje równość rasowa. 1964 – Wicedyrektor FBI William Sullivan postanawia, że należy „wyeliminować” trzech czarnych działaczy: Kinga, Malcolma X i Elijaha Muhammada. King otrzymuje Pokojową Nagrodę Nobla. 1964-1965 – Kongres USA uchwala ustawy o prawach obywatelskich. 1965 – Zabójstwo Malcolma X, rewolucjonisty, orędownika sojuszu z ruchami wyzwoleńczymi w Trzecim Świecie. 1965-1967 – Przez czarne getta wielkomiejskie przetacza się fala masowych rozruchów na tle rasowo-klasowym. Powstają radykalne ruchy polityczne – Czarna Władza i Partia Czarnych Panter. 1968 – Zabójstwo Kinga.
|