Historia i współczesność Antyfaszyzm i antyrasizm Jean-Pierre Debourdeau, Rozstrzelani z czerwonego plakatu
Jean-Pierre Debourdeau, Rozstrzelani z czerwonego plakatu PDF Drukuj Email
Ocena użytkowników: / 1
SłabyŚwietny 
Historia i Współczesność - Antyfaszyzm i Antyrasizm
Wpisany przez PMB   
piątek, 16 maja 2008 23:07
21 lutego 1944 r. na Mont Valérien pod Paryżem hitlerowcy rozstrzelali 22 bojowników francuskiego Ruchu Oporu, w tym ośmiu Polaków – znanych z wojny partyzanckiej, którą toczyli na ulicach stolicy Francji, i ze słynnego „czerwonego plakatu”, którym władze okupacyjne oblepiły miasto.

Ośmiu miało niespełna 20 lat. Jedyną kobietę spośród schwytanych członków tego oddziału partyzanckiego, Rumunkę Goldę Bancic, stracono oddzielnie - w maju 1944 r. w Stuttgarcie ścięto jej głowę toporem. Wraz ze swoim legendarnym komendantem, Ormianinem Misakiem Manuszianem (Manouchianem), należeli do Wolnych Strzelców i Partyzantów Imigracyjnej Siły Roboczej (FTP-MOI) - organizacji kierowanej przez Francuską Partię Komunistyczną.

Upłyną dziesięciolecia, zanim czyn zbrojny „grupy Manusziana” trafi w szkołach francuskich do podręczników historii wraz z plakatem rozklejonym przez okupantów w 15 tysiącach egzemplarzy i piętnującym „armię zbrodni”, a później, w wierszu śpiewanym przez Léo Ferré, nazwanym przez komunistycznego poetę Louisa Aragona „czerwonym plakatem”.

Pamięć o ich udziale w Ruchu Oporu przez długi czas była pogrzebana... głównie w archiwach partii, do której należeli. Dlaczego nie tylko państwo kapitalistyczne, ale nawet własna partia komunistyczna chciały ich skazać na zapomnienie?

"Terrorystyczna żydokomuna"

Niemiecki pułkownik przewodniczący składowi sędziowskiemu, który skazał ich na karę śmierci, oświadczył: "Policja francuska dała dowody wielkiego oddania." Konkretnie miał na myśli brygadę specjalną Wywiadu Ogólnego (RG), która aresztowała ich po licznych atakach na konwoje i kolumny wojskowe, wykolejeniach pociągów, napadach na banki, sabotażach, zamachach - w tym zamachu na niemieckiego komendanta Wielkiego Paryża i szefa Przymusowej Służby Pracy (STO).

Spośród 80 bojowników FTP-MOI działających w regionie paryskim w okresie od czerwca do listopada 1943 r. tylko 8 nie udało się aresztować lub zabić. W wyniku represji i ucieczki młodych ludzi powoływanych do pracy przymusowej w Niemczech do oddziałów partyzanckich na terenach wiejskich, w regionie pozostało wówczas niewielu Wolnych Strzelców i Partyzantów (FTP).

"Proces" zmontowano tak, aby kolaborujący z okupantami hitlerowskimi reżim marszałka Petaina, zainstalowany w mieście Vichy, mógł go wykorzystać do rozbudzania w społeczeństwie francuskim ksenofobii i nastrojów antysemickich. Prasa kolaboracyjna i władze okupacyjne jednomyślnie wskazywały na "grupę Manusziana" jako na dowód, że Ruch Oporu to dzieło "międzynarodowej zgrai" (dziennik "Le Matin"), "terrorystów żydokomunistycznych" (dziennik "Paris Soir"), "cudzoziemców i Żydów nadużywających gościnności Francuzów po to, aby stworzyć nieład w kraju, który ich przyjął" i mających "na celu zwycięstwo międzynarodowego bolszewizmu".

Zmowa milczenia

Rzeczywiście, byli internacjonalistami. W krajach, z których pochodzili, rodziny wielu z nich wymordowano. U siebie lub w brygadach międzynarodowych w Hiszpanii byli bojownikami antyfaszystowskimi. Oczywiście, wielu było komunistami. I wielu było Żydami.

Jeśli chodzi o gaullistowski ruch oporu, to Radio Londyn napomknęło o nich w dwa miesiące później - w formie aluzji: należy odnosić się nieufnie do fałszywych wieści rozpowszechnianych przez Niemców, bo bojownicy Ruchu Oporu to przede wszystkim funkcjonariusze państwowi, zwykli obywatele, kombatanci spod Verdun. Krajowa Rada Ruchu Oporu (CNR) wyraziła zaniepokojenie z powodu "działalności ruchów zagranicznych na terytorium francuskim", na którym "należy zakazać wszelkiej postawy mogącej zagrozić jedności".

W trzytomowym wydaniu encyklopedii "Larousse" z 1966 r. Manuszian nie figurował. Dopiero w 40 rocznicę władze państwowe oddały jemu i jego ludziom hołd - ale tylko Ormianom! W końcu minister do spraw kombatantów zawiesił krzyże na grobach bojowników żydowskich, wówczas ciągle jeszcze "zapomnianych" przez instancje kierownicze partii komunistycznej.

Internacjonalizm a szowinizm

Tej partii łatwiej było odwoływać się do czynów niż osób - ci kosmopolityczni bojownicy byli dla niej plamą na trójkolorowym sztandarze, pod którym stanęła. Podobnie przez długi czas milczała ona o swojej okupacyjnej "robocie niemieckiej", czyli pracy politycznej wśród żołnierzy armii niemieckiej. U komunistów kierował nią czeski Żyd Artur London. We Francji taką robotę wśród niemieckich "robotników w mundurach" prowadzili również trockiści - antystalinowscy komuniści - obelżywie określani przez stalinowskich przywódców komunistycznych "hitlerotrockistami", i zapłacili za nią wysoką cenę, ale nie mieli na nią monopolu.

Okazuje się - wyszło to na jaw długo po wojnie - że sami komuniści też ją prowadzili, ale to ukrywali, bo oficjalna linia polityczna była szowinistyczna: przyświecało jej hasło "Każdy niech zabije swojego Szwaba". Co z tego, że żołnierzem w niemieckim mundurze był robotnik, nieraz komunista? Była to pora Frontu Narodowego, utworzonego przez Francuską Partię Komunistyczną jako "szeroka" organizacja Wolnych Strzelców i Partyzantów, wkrótce - aby nie było wątpliwości, że to czysto narodowa organizacja, przemianowanych na Wolnych Strzelców i Partyzantów Francuskich (FTPF), których gazeta wychodziła pod tytułem "France d'abord!" (Francja przede wszystkim).
 
Trybuna Robotnicza nr 56, czwartek, 01 listopad 2007

II.


Dla pamięci o nich, internacjonalistycznych bojownikach francuskiego Ruchu Oporu pochodzących z Europy Wschodniej, nie było miejsca w Europie urządzonej na podstawie układów jałtańskich.

W "grupie Manusziana" był jeden trockista. Ormiański ślusarz Arben Dawtjan, w 1917 r. bolszewik, czerwonogwardzista, podczas wojny domowej, którą spędził na froncie kaukaskim, komisarz w Armii Czerwonej, później działacz Opozycji Lewicowej kierowanej przez Lwa Trockiego, za działalność opozycyjną wobec dyktatury Stalina wykluczony z partii, wtrącony do więzienia i zesłany.

W 1934 r. uciekł z zesłania do Persji, gdzie trafił do więzienia. Wreszcie w 1937 r., za pieniądze zebrane przez towarzyszy Trockiego, przyjechał do Francji. Otrzymał tam papiery na nazwisko Manukian i pod pseudonimem Tarow wstąpił do grupy rosyjskiej kierowanej przez Lwa Siedowa, który właśnie wraz ze swoim ojcem, Trockim, zakładał Czwartą Międzynarodówkę.

Gdy Manuszian wciągnął Dawtjana do swojego oddziału, wiedział, że to trockista. Zataił to przed partią, bo był świadomy, co czekałoby Dawtjana, a zapewne również jego samego, gdyby to się wydało - śmierć z rąk towarzyszy. Manuszian nie wiedział, że w sierpniu 1943 r. (trzy miesiące przed "wpadką") dział kadr Francuskiej Partii Komunistycznej ostrzegł kierownictwo partii, iż on sam jest osobnikiem o "skłonnościach trockistowskich". Czyżby ze względu na duże podobieństwo nazwisk pomylono go w tej bardzo poufnej notatce z Manukianem, czyli Dawtjanem? Pewnie nigdy się o tym nie dowiemy. "Trzeba również pomyśleć o Manukianie, który umrze razem ze mną", napisał Manuszian w liście do swojej szwagierki na dwie godziny przed egzekucją.

Francuska Partia Komunistyczna długo nie upominała się o pamięć bohaterów Ruchu Oporu z "grupy Manusziana", a gdy pochodzący z Europy Wschodniej bojownicy organizacji Wolni Strzelcy i Partyzanci Imigracyjnej Siły Roboczej (FTP-MOI), kierowanej przez tę partię, powrócili po wojnie do swoich krajów, które teraz znalazły się w radzieckiej sferze wpływów, poddano ich stalinowskim represjom. Dlaczego? Przecież nie z powodu obecności jednego trockisty w jednym oddziale FTP-MOI!

1 marca 1944 r. organ partii komunistycznej, dziennik „L’Humanité”, poświęcił egzekucji bojowników z „grupy Manusziana” 15 linijek – nie przytaczając ani jednego nazwiska. Jak pisze ironicznie historyk Maurice Rajsfus, na polecenie kierownictwa tej partii w Wolnych Strzelcach i Partyzantach Francuskich „trzeba było umieć śpiewać Marsyliankę bez akcentu”. W chwili wyzwolenia Francji członek Biura Politycznego FPK André Marty mówił na posiedzeniu Biura, że trzeba „wyrzucić z kierownictwa partii wszystkich, których nazwiska kończą się na «ski»”. Od Claude’a Lévy’ego, który po wojnie pisał książkę o swoim batalionie partyzanckim, wydawca, czołowy poeta komunistyczny Louis Aragon, zażądał, aby pozmieniał nazwiska partyzantów, bo „przecież nie można sprawiać wrażenia, że francuski Ruch Oporu tworzyli cudzoziemcy”.

Po wyzwoleniu część z tych, którzy przeżyli, wyjechała do swoich krajów w Europie Wschodniej, budować - jak im się wydawało - socjalizm. Wielu z nich (podobnie, jak wielu byłych żołnierzy Brygad Międzynarodowych z Hiszpanii) poddano tam represjom stalinowskim. Niektórzy wyszli z jednego obozu (hitlerowskiego) tylko po to, aby trafić do następnego (stalinowskiego).

Tak działo się dlatego, że szło za nimi widmo dynamicznego, antykapitalistycznego, internacjonalistycznego ruchu oporu, wymykającego się układom jałtańskim - logice podziału sfer wpływów w Europie między Związkiem Radzieckim a mocarstwami zachodnimi. Logika ta kazała czyścić ruch komunistyczny z wszelkich elementów, które mogły być rewolucyjne. W samej Francji widmo to sprawiło, że w 1952 r. Charles Guingoin, były dowódca słynnej armii partyzanckiej regionu Limousin, oraz były twórca i dowódca Wolnych Strzelców i Partyzantów, Charles Tillon, zostali fałszywie, w typowo stalinowskim stylu, oskarżeni i wyrzuceni z partii komunistycznej.

To właśnie w świetle tych faktów można zrozumieć przebieg przesłuchania czeskiego komunisty, Artura Londona w Pradze w 1951 r. Stalinowscy prokuratorzy usiłowali zmusić tego byłego dowódcę Wolnych Strzelców i Partyzantów Imigracyjnej Siły Roboczej do wyznania, że FTP-MOI była... "sekcją Czwartej Międzynarodówki trockistowskiej"! Za zeznaniem, które usiłowano wymusić torturami na Londonie, kryła się świadomość aparatów stalinowskich, że robotnicy-imigranci, bojownicy "grupy Manusziana" i w ogóle FTP-MOI, znaleźli się w pierwszych szeregach francuskiego Ruchu Oporu, na pierwszych liniach walki z okupantem hitlerowskim, bo byli rewolucjonistami i internacjonalistami. A dla takich, w świecie podzielonym w Jałcie między wielkie mocarstwa kapitalistyczne i stalinowski Związek Radziecki, nie miało być miejsca.

Dopiero w 1951 r. w „L’Humanité” ukazał się artykuł pt. „Karty chwały 23”, w którym partia komunistyczna złożyła hołd pamięci bojowników z „grupy Manusziana”, a Aragon stworzył poemat „Czerwony plakat”. Nie obyło się jednak bez politycznej i historycznej fuszerki: Aragon „uzupełnił” cytaty z ostatniego, napisanego tuż przed egzekucją, listu Manusziana do żony Mélinée patriotyczną tromtadracją, która miała stwarzać wrażenie, że dowódca grupy, choć cudzoziemiec, stał się dobrym patriotą francuskim i że on i jego ludzie „zginęli za Francję”.

Aż do 1965 r. list Manusziana był znany tylko w wersji ocenzurowanej przez kierownictwo partii komunistycznej, bo zawierał wyraźną sugestię, że grupa wpadła w wyniku zdrady. Manuszian napisał mianowicie: "Wybaczam wszystkim, którzy w życiu mnie skrzywdzili lub chcieli skrzywdzić z wyjątkiem tych, którzy nas zdradzili po to, aby ratować własną skórę, i tych, którzy nas sprzedali."

Trybuna Robotnicza nr 57, czwartek, 08 listopad 2007

Tłum. Zbigniew Marcin Kowalewski

DODATEK 1: CZERWONY PLAKAT

Na hitlerowskim "czerwonym plakacie" widniały słowa: "Wyzwoliciele? Wyzwolenie przez armię zbrodni!" Na czerwonym tle, nad zdjęciami skutków akcji zbrojnych "grupy Manusziana", umieszczono 10 podobizn z następującymi podpisami: Fingercwajg  - polski Żyd, 3 zamachy, 5 wykolejeń pociągów; Boczor - węgierski Żyd, szef wykolejaczy, 20 zamachów; Witchitz  - polski (w rzeczywistości francuski) Żyd, 15 zamachów; Wajsbrot - polski Żyd, 1 zamach, 3 wykolejenia; Elek - węgierski Żyd, 8 wykolejeń; Grzywacz - polski Żyd, 2 zamachy; Fontano - komunista włoski, 12 zamachów; Rayman - polski Żyd, 13 zamachów; Alfonso - czerwony Hiszpan, 7 zamachów; Manuszian - Ormianin, herszt bandy, 56 zamachów, 150 zabitych, 600 rannych. Na odwrocie plakatu wydanego masowo w formie ulotki widniał następujący tekst: "Jeśli Francuzi kradną, sabotują i zabijają, to zawiadują nimi zawsze cudzoziemcy; wykonawcami są zawsze bezrobotni i zawodowi kryminaliści; inspiratorami są zawsze Żydzi."


DODATEK 2: STRACENI

Moryc Fingercwajg (Polak), Jonasz Geduldig (Polak), Leon Goldberg (Polak), Szlama Grzywacz (Polak), Stanisław Kubacki (Polak), Marcel Rayman (Polak), Willy Szapiro (Polak), Wolf Wajsbrot (Polak), Rino Della Negra (Włoch), Spartaco Fontano (Włoch), Cesare Luccarini (Włoch), Antonio Salvadori (Włoch), Amadeo Usseglio (Włoch), Imre Békés Glasz (Węgier), József Boczor (Ferenc Wolff, Węgier), Tamás Elek (Węgier), Georges Cloarec (Francuz), Roger Rouxel (Francuz), Robert Witchitz (Francuz), Arben Dawtjan (Ormianin), Misak Manuszian (Ormianin), Golda (Olga) Bancic (Rumunka), Celestino Alfonso (Hiszpan).


DODATEK 3: MISAK MANUSZIAN

Urodził się w rodzinie chłopów ormiańskich w Turcji w 1906 r. Miał 8 lat, gdy, podczas ludobójstwa popełnionego na mniejszości ormiańskiej, jego ojca zamordowali wojskowi tureccy. Chora matka zmarła podczas klęski głodu, która ogarnęła wieś ormiańską. Wzięła go na wychowanie rodzina kurdyjska, a następnie trafił do chrześcijańskiego sierocińca.

W 1925 r. przyjechał do Francji, gdzie nauczył się stolarki. Pisał wiersze i założył dwa ormiańskie czasopisma literackie. Uczył się na uniwersytetach robotniczych Powszechnej Konfederacji Pracy (CGT). W 1934 r. wstąpił do organizacji Imigracyjna Siła Robocza (MOI) Francuskiej Partii Komunistycznej. W 1937 r. stanął na czele Komitetu Pomocy Armenii i został redaktorem pisma wydawanego przez ten komitet.

Po zajęciu Francji przez armię hitlerowską znów pracował jako robotnik. W listopadzie 1942 r. wstąpił na ochotnika do partyzantki paryskiej FTP-MOI, a w sierpniu 1943 r. został komendantem regionu paryskiego tej organizacji. Jego oddział przeprowadzał przeciętnie jedną akcję zbrojną co drugi dzień. 28 września oddział ten zastrzelił generała SS Juliusa Rittera.

16 listopada udał się na spotkanie w Evry nad Sekwaną ze swoim zwierzchnikiem Josephem Epsteinem, gdzie obu schwytała tajna policja francuska. Czy był to wielki sukces samej policji, czy skutek zdrady? Manuszian nie wątpił, że padł ofiarą zdrady.

Historycy do dziś się spierają. Niektórzy uważają, że doszło do zdrady na wyższych szczeblach kierownictwa partii. Spory te często są bardzo interesowne politycznie, co nie sprzyja uczciwemu wyjaśnieniu, kto i dlaczego wydał Manusziana i jego towarzyszy.

Hitlerowcy urządzili bojownikom trzydniowy proces pokazowy, który zgodnie z ich zamierzeniami miał być propagandowym procesem całego Ruchu Oporu. Ściągnęli 30 gazet francuskich i zagranicznych, a aparat propagandowy Goebbelsa przysłał z Berlina ekipę filmową.

Przewodniczący składu sędziowskiego oświadczył, że chodzi o to, aby "francuska opinia publiczna dowiedziała się, do jakiego stopnia jej ojczyzna jest w niebezpieczeństwie", zagrożona oczywiście nie przez hitlerowskich okupantów, lecz przez "wywrotową i rozkładową działalność cudzoziemców, a w szczególności Żydów" strzelających do okupantów i kolaborantów. (zmk)

 

Błogosławiony, który nie mając nic do powiedzenia, nie obleka tego w słowa.

Julian Tuwim


Reklama