|
Niedawne obchody 65 rocznicy powstania w getcie warszawskim i obecność na nich prezydenta Izraela Szymona Peresa nie pozostawiły cienia wątpliwości co do genezy współczesnego państwa Izrael. Otóż narodziło się ono w krematoriach Auschwitz i na gruzach walczącego getta. Lejtmotiv unikalności Izraela – jako państwa ocalonych z Zagłady, a przez to wymagającego specjalnego traktowania – przewijał się niemal we wszystkich rocznicowych przemówieniach i wypowiedziach polskich polityków i publicystów.
Ta wyjątkowa zgoda naszych elit w kwestii martyrologii Żydów powinna cieszyć, tym bardziej, że nastąpiła dosłownie chwilę po wściekłych atakach polskiej prawicy i Kościoła na Jana Tomasza Grossa i jego książkę Strach. Powinna, gdyby nie to, że jest całkowicie oderwana od faktów. Przypomnijmy zatem to, o czym zdają się nie pamiętać prawicowe rządy Izraela i Rzeczpospolitej Polskiej, a wraz z nimi gros opinii publicznej. Po pierwsze, opór wobec nazistowskiego Holocaustu stawiali w Polsce Żydzi głównie związani z ruchem lewicowym – bundowcy i komuniści – a nie syjoniści, których ideę emigracji do Palestyny w celu stworzenia własnego państwa uważali za szkodliwą. Po drugie, ocaleni z Szoah spotykali się w Izraelu z pogardą i wrogością, jako nie przystający do nowego wizerunku Żyda-bojownika o własną ziemię. O zawłaszczeniu przez państwo Izrael tragedii europejskich Żydów obszernie pisze w swojej książce Yakov M. Rabkin. Przytacza m.in. słowa wypowiedziane niegdyś przez szefa izraelskiej armii u stóp pomnika ku czci bohaterów Getta Warszawskiego: „Jeśli chcecie poznać źródło, z którego armia izraelska czerpie swą siłę i moc, spójrzcie na męczenników holokaustu i bohaterów powstania. […] Holocaust […] jest korzeniem prawowitości naszego przedsięwzięcia” (s. 224). I zaraz przytacza słowa córki żydowskiego bojownika zamordowanego podczas powstania w Warszawie: „Czy my, Żydzi, będziemy wolni od troski o moralność, o sprawiedliwość póki setki Palestyńczyków nie będą ustawiane w szeregi i rozstrzeliwane, a tylko zabijane po kolei, po jednym dziennie? Czy nazizm stał się jedyną normą, dzięki której Żydzi osądzają zło, w taki sposób, że jeśli coś nie jest jego dokładną kopią, uważane jest przez nas jako moralnie dopuszczalne? Czy to właśnie uczynił holokaust z żydowską wrażliwością moralną?” (s. 224) Gdy ktoś w Polsce śmie zakwestionować prawomocność państwa Izrael, czy to ze względów politycznych (jako państwa powstałego na drodze podboju i wygnania 750 tys. Palestyńczyków) czy moralnych (kwestionując np., iż jest to państwo ocalałych z Holocaustu) natychmiast przykleja się mu łatkę antysemity. Jest to o tyle proste, że prawdziwych antysemitów w Polsce nie brakuje. Pamiętam dokładnie burzę jaka się rozpętała po sejmowej wypowiedzi Aleksandra Małachowskiego, który porównał bojowników palestyńskich do AK. Jako że antysemity z Małachowskiego zrobić było trudno, większość komentatorów określiła go po prostu jako niespełna rozumu. „Syjoniści zdradzają tendencje do określania mianem antysemityzmu każdej krytyki kierowanej pod adresem syjonizmu i każdej próby podawania w wątpliwość zasadności Państwa Izrael” – pisze w swojej książce Rabkin (s. 230) – który sam, jako religijny Żyd, powstanie państwa Izrael uważa za katastrofę nie tylko dla Arabów, ale i dla Żydów na całym świecie. Przemoc, która towarzyszyła powstaniu tego państwa i wciąż mu towarzyszy, jest bowiem sprzeczna z nakazami Tory, podobnie jak i kultywowana w nim bałwochwalcza „miłość do Ziemi”. Obie obracają się przeciw wszystkim Żydom żyjącym na świecie, czyniąc ich odpowiedzialnymi za uczynki „państwa żydowskiego”. „W sensie politycznym miłość ta była przedstawiana jako wiedza o przyrodzie, lecz jednocześnie usuwała w cień Arabów w Palestynie i w efekcie odmawiała uznania ich obecności. W swym entuzjazmie syjoniści z wielką dokładnością opisywali florę i faunę, ignorując istnienie arabskich wiosek i ich mieszkańców. […] Wyrażona w ten sposób miłość do ziemi nie miała wiele wspólnego z tradycją żydowską, która stawia ponad wszystkim sposób życia zgodny z przykazaniami Tory. […] Syjonistyczna miłość do ziemi jest zaborcza: nie może znieść, że ktoś inny może rościć sobie do niej prawa. Ziemia ta nie może prawdziwie być domem dla innego ludu, który zamieszkiwał ją od dawien dawna. Syjoniści skłaniają się ku nacjonalizowaniu zarówno fizycznej, jak i duchowej przestrzeni i ku rezerwowaniu jej wyłącznie dla Żydów, bez żadnego związku z praktykami judaizmu, nad czym ubolewają tradycyjni rabini, którzy, podobnie jak niektórzy izraelscy obserwatorzy, dostrzegają w takim postępowaniu formę bałwochwalstwa.” (s. 88) Rabkin zwraca również uwagę, że dalszej militaryzacji życia społecznego Izraela sprzyjała imigracja Żydów rosyjskich, którzy z miejsca stali się twardym elektoratem izraelskiej prawicy. Przytacza opinie jednego z rosyjskich tygodników, który zwraca uwagę, że „okrucieństwo okazywane Czeczenom i Palestyńczykom można wytłumaczyć przez wzajemną solidarność, jaką można obserwować między Rosją a Izraelem na początku XXI wieku. Nie jest to Rosja Dostojewskiego, która otworzyła oczy i pokochała Izrael, lecz raczej Rosja militarystyczna, która nagle odkryła swoje powinowactwo z Szaronem.” (s. 137) Niestety owo powinowactwo odkryła nie tylko Rosja. Obecnie najlepszymi sojusznikami Izraela są prawicowe i skrajnie prawicowe partie i reżimy na całym świecie. Do poparcia Izraela – jako siły zdolnej uchronić Europę przed arabskimi imigrantami i terrorystami – wzywa obecnie lider włoskich postfaszystów Gianfranco Fini, jego prawicowy mentor, premier Włoch Silvio Berlusconi, francuski faszysta Jean-Marie Le Pen i neofaszystowska Brytyjska Partia Narodowa. Smutne, że do poparcia Izraela i jego polityki – niedopuszczalnej, jak twierdzi Rabkin, z punktu widzenia religii i tradycji żydowskiej – przyłącza się również Polska i to przy okazji tak tragicznej rocznicy. Artykuł ukazał się w miesięczniku Le Monde Diplomatique - edycja polska, wrzesień 2007 r. |