Historia i współczesność Antyfaszyzm i antyrasizm Paweł Michał Bartolik, Faszyzm we Włoszech: nowa odsłona
Paweł Michał Bartolik, Faszyzm we Włoszech: nowa odsłona PDF Drukuj Email
Ocena użytkowników: / 3
SłabyŚwietny 
Historia i Współczesność - Antyfaszyzm i Antyrasizm
Wpisany przez PMB   
poniedziałek, 19 maja 2008 14:43

Włochy wracają najwyraźniej do najlepszych tradycji Mussoliniego. Częściowo za sprawą spuścizny owej byłej bojowniczki włoskiego antyfaszystowskiego ruchu oporu, która zaprzedała i sprostytuowała komunistyczne ideały swej wczesnej młodości. Tak, gotowa była przyznać, że Manifest Komunistyczny jest arcydziełem literackim – ale był dla niej jedynie pustą literą. Dawno odcięła się od lewicy.


Gdy jednak jeden z tych, którzy popierali pierwszą „Solidarność”, będąc zarazem zdeklarowanymi komunistami – tj. Dario Fo – w ostatnich latach pisał wymierzone w jej rasistowskie wynurzenia filipiki, znalazła inne grono fanów. Lidze Północnej wedle jej lidera „zawsze staje” – i coś w tym jest, gdyż nietrudno w tej partii trafić na niezłego kutasa.


Włoskie miasteczko Oppeano okryło się hańbą po decyzji tamtejszego burmistrza, reprezentującego właśnie Ligę Północną Alessandro Montagnoliego, by zburzyć jedyny tamtejszy meczet, na jego miejscu fundując plac Oriany Fallaci.


Oto człowiek, który zna tylko język przemocy – i wielokrotnie w historii takim właśnie jak on trzeba było odpowiadać językiem przemocy, językiem karabinu, językiem rozpalonego żelaza, którym wypalało się taką czarnosecinną hołotę. Montagnoli godzien jest wszystkich gnojków w rodzaju owego dyktatora Włoch, który skończył powieszony głową w dół na stacji benzynowej w Mediolanie. Jest ich godnym następcą.


Jest też godnym następcą tej, która głosiła: „Nie chcę widzieć tego meczetu, to bardzo blisko mojego domu w Toskanii. Nie chcę widzieć minaretu wysokości 24 metrów w miejscowości Giotta, skoro ja w krajach muzułmańskich nie mogę nosić krzyżyka ani mieć Biblii. Jeśli będę dalej żyć, pojadę do przyjaciół w Carrarze, mieście marmurów. Tam jest wielu anarchistów: razem z nimi wezmę materiały wybuchowe i wysadzę ten meczet w powietrze.”


Oto w imię rzekomej obrony wszystkich tradycji Oświecenia – a jedną z nich miała być wolność religijna – gwałci się je wszystkie w sposób, jakiego nie powstydziłby się najnikczemniejszy pomiot nieświętej inkwizycji, czy jeden z tych godnych pogardy śmiesznych rzymskich bufonów, którzy wydatnie pomogli sprawić, by „wieczne miasto”, w czasach pogańskich liczące dwa miliony mieszkańców, w średniowieczu skurczyło się do kilkudziesięciu tysięcy i stało jednym z najbiedniejszych i najnędzniejszych miast w Europie.


„Obywatele mojego miasta nie chcieli tego budynku” – powiedział ów ponury rasista, który z pozycji burmistrza rozprzestrzenia najgorszą, czarnosecinną nienawiść, który w dobie techniki cyfrowej cofa świat europejski do czasów najgorszych prześladowań religijnych.


Podobnych mu faszystów we Włoszech bez liku. Niesławny Silvio Berlusconi musiał w swoim czasie odszczekać swe słowa o wyższości chrześcijańskiej cywilizacji nad islamskim barbarzyństwem. Tymczasem ostatnio wszczął niesamowitą kampanię histerii antyimigranckiej. Oto jego niedawna deklaracja: „Jedną z pierwszych rzeczy, którą mój rząd zrobi, będzie zamknięcie granic i budowa obozów, w których odizoluję od społeczeństwa tych przybyszów spoza Włoch, którzy nie mają pracy, i wchodzą na drogę przestępstwa.” Postulował też pobieranie odcisków palców od wszystkich, którzy wkraczają na teren Włoch spoza strefy Schengen.


Przeciw jego enuncjacjom zaprotestował nawet osławiony Rocco Buttiglione, przedstawiciel partii, będącej jawną spadkobierczynią ugrupowania Mussoliniego. Jego koledzy partyjni nie ustępują zresztą Berlusconiemu w nakręcaniu histerii islamofobicznej. Warto przypomnieć, że lider owej partii, Włoskiego Ruchu Społecznego (d. Sojuszu Narodowego), Gianfranco Fini, jawnie wychwalał wznoszony przez Izrael na Zachodnim Brzegu mur separacyjny.


Na adres e-mail rady miejskiej Oppeano wysłałem pewne zapytanie. Montagnoli stwierdził, że pod ziemią, na której miałby być wybudowany meczet, musiałby najpierw pogrzebać wieprza, by ów meczet zaakceptować. Zainteresowało mnie, czy rozumie przez to pogrzebanie pod meczetem Oriany Fallaci.

 

Zobacz też:
Kogo bronią obrońcy Oriany Fallaci
Azar Majedi, Antyislamizm nie usprawiedliwia rasizmu. List otwarty do Oriany Fallaci
Paweł Michał Bartolik, Protokoły Mędrców Mekki i Medyny. Pięcioaktówka z teatru absurdu

Zmieniony: wtorek, 20 maja 2008 07:35
 

 

„Demokrata” (tj. rewolucyjny drobnomieszczanin) – mówi Marks- „wychodzi z najhaniebniejszej porażki równie nieposzlakowany, jak niewinnie w niej się uwikłał, wychodzi z umocnionym przeświadczeniem, że musi zwyciężyć, że nie on sam i jego partia porzucić muszą stary punkt widzenia, leczże przeciwnie stosunki muszą dojrzeć do jego poziomu”. Nowoczesny proletariat wychodzi z historycznych prób inaczej. Równie gigantyczne jak jego zadania – są i jego błędy. Żaden z góry określony i raz na zawsze ustalony schemat, żaden nieomylny przywódca nie wskazuje mu dróg, po których ma kroczyć. Historyczne doświadczenie jest jego jedynym nauczycielem, droga krzyżowa jego samowyzwolenia jest najeżona nie tylko niezmierzonymi cierpieniami, ale i niezliczonymi błędami. Cel jego wędrówki, jego wyzwolenie, zależy od tego, czy proletariat potrafi uczyć się na swych błędach. Samokrytyka, bezwzględna, okrutna, dogłębna samokrytyka jest życiodajnym powietrzem i światłem ruchu proletariackiego.

Róża Luksemburg, Broszura Juniusa

Reklama