|
Na przełomie 1907 i 1908 roku w Cieszynie odbył się X Zjazd PPS. Faktycznie był to I Zjazd PPS – Lewicy. W uchwalonym wówczas programie za ostateczny cel uznano zbudowanie ustroju socjalistycznego. Najważniejszymi postulatami, które umieszczono w programie PPS – Lewicy były natomiast: obalenie caratu i ustanowienie demokratycznej republiki w Rosji oraz przyznanie obszarowi Królestwa Polskiego szerokiej autonomii w ramach demokratycznej Rosji.
Zjazd cieszyński przyjął ponadto uchwałę o potrzebie rychłego zjednoczenia ruchu socjalistycznego w Królestwie Polskim. Oznaczało to, iż nowe ugrupowanie zamierzało dążyć do połączenia przede wszystkim z Socjaldemokracją Królestwa Polskiego i Litwy (SDKPiL), Bundem – partią robotników żydowskich i ewentualnie z lewicowymi grupami w łonie PPS – Frakcji Rewolucyjnej.
Swoje pierwsze uwagi oraz opinie na temat nowo powstałego ugrupowania i jego programu, Róża Luksemburg przedstawiła na łamach „Czerwonego Sztandaru” z 25 lutego 1908 r. w publikacji Czwarty program - „na razie” oraz w dwuczęściowym artykule zamieszczonym w „Przeglądzie Socjaldemokratycznym” w numerach marcowym i kwietniowym (z 1908 r.) pt. Likwidacja.
W pierwszej z nich, autorka, dostrzegając tymczasowość nowo przyjętego programu PPS – Lewicy zaznaczała mając na myśli użyte w nim, sformułowanie - „na razie”, że: „polityka „na razie”, która uczyniła PPS od wybuchu rewolucji chorągiewką na dachu, obracającą się bez ustanku z niemiłosiernym skrzypem na różne strony, ona to położyła swoje piętno na wstępie i do najnowszego czwartego jej programu. Od „sprawy polskiej” jako „jedynego celu na razie” - przez zygzaki Konstytuanty Warszawskiej chwilowo, Federacji tymczasowo, PPS dobrnęła do programu autonomii - „na razie”.
Oceniając z kolei w równie negatywny sposób przebieg i efekty dyskusji, która miała miejsce w łonie PPS – Lewicy przed uchwaleniem programu publicystka zwracała uwagę, że nie przytoczono w niej: „ani jednego głosu w duchu socjaldemokratycznych poglądów, natomiast cały bigos starych dziwolągów utopijnego nacjonalizmu” - zaznaczała działaczka. Biorąc pod uwagę ten fakt, publicystka wyraźnie dystansowała się od wysuwanego przez działaczy PPS – Lewicy postulatu zjednoczenia ruchu socjalistycznego w Kongresówce. Róża Luksemburg stwierdziła wprost: „by się ze światopoglądem socjaldemokracji na serio zespolić, lewica PPS musiałaby wyzbyć się wpierw całkowicie żywiołów, nałogów i tradycji nacjonalistycznych”. Powątpiewała jednak czy byłoby to możliwe: „tradycje istnienia piętnastoletniego socjalpatriotyzmu nie łatwe są niestety do wykorzenienia” - zaznaczała w konkluzji swojej publikacji.
Nieprzychylne opinie i uwagi o nowo powstałym ugrupowaniu znalazły się również w drugiej z wymienionych publikacji. PPS – Lewica i jej działacze przedstawieni zostali przez działaczkę jako: „rozbitkowie socjalpatriotyzmu”, „dzisiejsi rozbitkowie socjalpatriotyzmu”, „dzisiejsi spadkobiercy PPS”, „obecni likwidatorzy socjalpatriotyzmu”, „:wczorajsi socjalpatrioci a dzisiejsi wyznawcy oficjalnego programu socjaldemokracji”, „zrewidowana PPS”, „zreformowana PPS”, „Partia uważająca się za socjalistyczną”, „zrewidowany socjalpatriotyzm”, „rewizjoniści socjalpatriotyzmu”, „zbankrutowani socjalnacjonaliści”.
W odczuciu publicystki, PPS – Lewica po uchwaleniu programu znalazła się w tragicznej niemalże sytuacji, gdyż: „drogo okupiła (...) swój rozbrat z nacjonalistycznym stanowiskiem: zaprzeczenie niezbędności wszelkiej teorii orientującej się w dziejach i losach polskiego społeczeństwa , odrzucenie wszelkiej zasadniczej polityki, zachwianie wszystkich podstawowych pojęć o programie socjalistycznym i jego znaczenia dla walki proletariatu, natomiast podniesienie najordynarniejszego oportunizmu do jedynej zasady przewodniej – same gruzy, kompletna ruina, zupełne bankructwo myśli socjalistycznej – oto rezultat rewizji socjalpatriotyzmu” - zaznaczała bez ogródek Róża Luksemburg.
Zarzucając PPS – Lewicy oportunizm i „zbudowanie całej rewizji programowej na koniunkturze”, stwierdzała wprost, że: „przyjęty przez X Zjazd program o brzmieniu socjaldemokratycznym jest (...) tylko owocem oportunizmu, przystosowania się do koniunktury, jest martwą literą, za którą nie ma ani śladu ducha socjaldemokratycznego, ani w ogóle klasowego socjalizmu”.
Dostrzegając w PPS – Lewicy nadal ugrupowanie o charakterze socjalpatriotycznym, działaczka nie dawała mu większych szans na przetrwanie : „zrewidowana PPS jest dziś ni to, ni owo, ni pies, ni wydra” - stwierdzała ironicznie w konkluzji artykułu Róża Luksemburg - „jest to organizacja próbująca sie utrzymać na pograniczu między socjaldemokracją a socjalpatriotyzmem, niezdolna do życia i z góry skazana na starcie i rozpłynięcie się pomiędzy tymi dwiema sprzecznościami. Rewolucja , która zamieniła tak szybko socjalpatriotyzm w gruzy, zdmuchnie rychło i to ostatnie objawienie się jego ducha pokutującego na gruzach”.
Wbrew pesymistycznym przewidywaniom Róży Luksemburg, PPS – Lewica nie rozpadła się. Przeciwnie. Ugrupowanie to kontynuowało swoją działalność polityczną. Publicystka natomiast pozostawała niezmienna w swoim negatywnym stosunku do tej partii.
U schyłku października 1909 r. w publikacji PPS z pieczątką a PPS bez pieczątki zamieszczonej na łamach „Czerwonego Sztandaru” Róża Luksemburg oceniając dotychczasową działalność PPS – Lewicy pisała, że: „powstanie i działalność PPS – Lewicy jest wyłącznie próbą bardziej zręcznych poczynań socjalpatriotyzmu by uratować się z topieli przez stopniowe wyrzucanie balastu nacjonalistycznego”.
Róża Luksemburg jako czołowy ideolog SDKPiL , szczególnie negatywnie odnosiła się do proponowanego ze strony PPS – Lewicy zjednoczenia z partią polskich socjaldemokratów. Pokusić się tu można o stwierdzenie, iż publicystka zarzucała PPS – Lewicy brak szczerości oraz wiarygodności w tej sprawie. W związku z tym, w dobitny sposób i z wyczuwalną ironią, kierowała w stronę działaczy PPS – Lewicy następujące słowa: „ w tym położeniu głoszenie szczytnej zasady „jedności ruchu robotniczego” w ustach rozbitków socjalpatriotyzmu nie jest co prawda pozbawione pewnej dozy komizmu. Pozwalamy sobie też przypomnieć gorliwym zwolennikom tej zasady, że broniliśmy z pewnym skutkiem jedności ruchu robotniczego przez całe lat piętnaście właśnie wtedy kiedy zasadą życiową PPS było rozbijanie i odgradzanie proletariatu polskiego od jego współbraci klasowych – od proletariatu rosyjskiego, żydowskiego itd. Przez żywienie nacjonalistycznego szowinizmu i drobnomieszczańskich utopii” - przypominała Róża Luksemburg w imieniu Socjaldemokracji Królestwa Polskiego i Litwy, sugerując jednocześnie działaczom PPS – Lewicy by ci, byli bardziej powściągliwi w kwestii propagowania hasła o „jedności ruchu robotniczego” : „Przypuszczamy” - zaznaczała działaczka - „że wobec tej tak niedawnej przeszłości PPS z pieczątką (tzn. PPS – Lewica – przyp. R. R. ) powinna by z mniejszą nieco swadą, raczej nieśmiało i rumienią się, brać w usta szumne hasło o „jedności ruchu robotniczego”.
Róża Luksemburg obawiała się, że zjednoczenie z PPS - Lewicą osłabi „akcję klasową” SDKPiL : „Tylko jedność ducha” - pisała - „wytworzyć może jedność akcji, spotęgować walkę klasową. Przyjęcie zaś do socjaldemokracji choćby nielicznych żywiołów z ducha swego Socjaldemokracji obcych zdolne jest wywołać tylko pewien zamęt i o tyle osłabić akcję klasową proletariatu” - podkreślała działaczka.
Rzeczą charakterystyczną było, iż odrzucając myśl o zjednoczeniu SDKPiL z PPS – Lewicą, Róża Luksemburg nie zamierzała z kolei izolować Socjaldemokracji od tego ugrupowania. Wręcz przeciwnie. W ważnych dla SDKPiL sprawach, uważała taktyczną współpracę z PPS – Lewicą za praktyczną i wskazaną.
Na krótko przed wybuchem I wojny światowej, w dniach 16 – 17 lipca 1914 r. w Brukseli odbyła się narada przedstawicieli SDPRR (Socjaldemokratycznej Partii Robotniczej Rosji). Jej celem było rozpatrzenie kolejny raz kwestii przywrócenia jedności organizacyjnej ruchowi socjaldemokratycznemu w ówczesnej Rosji. Na naradzie tej doszło co należy podkreślić, do wspólnego wystąpienia PPS – Lewicy z SDKPiL.
W porozumieniu z uczestniczącą w naradzie Różą Luksemburg, przedstawiciel PPS - Lewicy – Maksymilian Horwitz – Walecki złożył „oświadczenie przeciwko (...) PPS – owcom, którzy obiecali Austriakom rozpocząć w Polsce na wypadek wojny powstanie proniemieckie. Napisaliśmy oświadczenie” - wspominał M. Horwitz – Walecki, że w wypadku wojny my wystąpimy przeciwko caratowi, ale ręka w rękę z rosyjskim proletariatem”.
Pokusić się można o stwierdzenie, iż zajęcie przez PPS – Lewicę na równi z SDKPiL konsekwentnie antywojennej postawy w latach 1914 – 1918 oraz podjęcie ścisłej współpracy pomiędzy tymi partiami w okresie I wojny światowej miało znaczny wpływ na znamienną ewolucję w jej dotychczasowych poglądach na kwestię ich zjednoczenia. Świadczyć może o tym jej list do działacza SDKPiL - Stefana Brodowskiego – Bratmana z 3 września 1918 r. Przebywająca wówczas we wrocławskim więzieniu działaczka zapytywała go: „Jak stoją nasi teraz z lewicą PPS? Coś mnie dziwi: w początku wojny, o ile mówiłam z Waleckim, prawie różnic zdaje się nie było (między nami a nimi). Sądziłam, że sytuacja wojny nawet zbliżenie się przyśpieszy. Tymczasem z kraju (czy też z Rosji) pisali mi towarzysze raz, że z lewicą całkiem się rozeszli i że ona całkiem zdezorientowana. Co wy o tym wiecie? Pozdrówcie w każdym razie Waleckiego”.
Na wyjaśnienie tej sytuacji Róża Luksemburg czekała ponad trzy miesiące. W pierwszej połowie grudnia 1918 r. na spotkanie z uwolnioną miesiąc wcześniej działaczką przybył do ogarniętego rewolucyjnym wrzeniem Berlina z Warszawy specjalny emisariusz tworzącej się wówczas Komunistycznej Partii Robotniczej Polski (KPRP) inżynier Józef Ciszewski – członek Centralnego Komitetu Robotniczego PPS – Lewicy. W imieniu Komisji Przygotowującej I Zjazd KPRP przedstawił jej projekt programu politycznego KPRP, wcześniej przedyskutowany w gremiach kierowniczych SDKPiL i PPS – Lewicy. Róża Luksemburg zaakceptowała go, oświadczając, że: „zjednoczenie dojrzało już dawno”.
W dniu 16 grudnia 1918 r. SDKPiL i PPS – Lewica połączyły się w jedną partię tworząc : Komunistyczną Partię Robotniczą Polski
|