Kultura Film Bożena Keff, „Rewers”, czyli chłop, diabeł, wice-Żyd
Bożena Keff, „Rewers”, czyli chłop, diabeł, wice-Żyd PDF Drukuj Email
Ocena użytkowników: / 0
SłabyŚwietny 
Kultura - Film
Wpisany przez piotrek   
niedziela, 07 marca 2010 02:59

Taka fala pochwał przetoczyła się od festiwalu w Gdyni na jesieni 2009, kiedy pokazano Rewers, że zerwałam z zasadą, która mówi „nie chodzisz na polskie filmy” - i poszłam. (Nie chodzisz zaś z powodu bolesnych doświadczeń, a nie samych uprzedzeń).

Poszłam, i nawet się bawiłam póki karuzela się kręciła, Anna Polony świetna, Janda fajna, panna Buzek jakby grała pajacyka Pinokio, ale wychodzę z kina całkiem zadowolona, no bo co, aktorzy grali, zdjęcia dobre, i do tego nie było Żydów, ha!


Stalinizm był, Polacy byli, a Żydów zdrajców stalinistów - nie było! To nawet zbyt łaskawie.

Czy wy w ogóle jesteście Polakami?!

Mój sarkazm, który dotyczy nadmiernego połączenia Żydów ze stalinizmem, by wyłączyć z niego Polaków, nie wiąże się rzecz jasna z filmem Rewers, który w tym punkcie jest niewinny, ale z przekazem, który niemal oficjalnie jest już wpleciony w polski dyskurs historyczny po rewizji politycznej dokonanej z prawej strony. Mówi on, że „co złego, to nie my”, nie my Polacy, a jednocześnie dokonuje absolutnej negacji wszystkiego, co się działo między 1945 a 1989. Filmowa opowieść nie wygląda na pierwszy rzut oka na zgodną z wiodącym światopoglądem kapitalistyczno-narodowo-katolickim (k-n-k). Nie wygląda, ale właśnie, czym jest?

Światopogląd k-n-k zakłada, że „nasz” naród jest zawsze poza podejrzeniami i niewinny dlatego, że jest „nasz” i że my osobiście do niego należymy. Wszelkie nieszczęścia i niepowodzenia, jakie na niego spadają, są z cudzej winy, a nieszczęścia obcych nie mogą mieć z naszym narodem, z definicji, nic wspólnego. Pojęcie narodu nie styka się w tej poetyce z pojęciem odpowiedzialności. Było nawet stosowne prawo PiS-u w tej kwestii - mówiące o tym, że nie wolno obrażać narodu, pomawiając go o zbrodnie czy przestępstwa, przy czym naród definiowano jak było wygodnie. Prawo się zmyło, ale jego duch nie.

Narodowcy i im pokrewni to zazwyczaj ci, którzy, czując się reprezentantami narodu, nie potrafią oddzielić siebie jako ludzi od zbiorowości, w której szukają mocy. Nie mają za dużo własnej treści i są niczym wiecznie „nienarodzone dziecko” w narodowej macicy (dlatego kobiety mają dla nich wartość macicy, nad którą trzeba mieć kontrolę). Ich optyka jest w tej chwili dominująca i żadna prawda, która jest bardziej skomplikowana niż ogłaszanie, że naród jest absolutnie w porządku, nie może się w tej chwili przebić. W porządku to znaczy, że zawsze był ofiarą innych i musi się pilnować.


Podczas pewnego protestu społecznego w sprawie za niskich płac pewna kobieta wołała do przedstawicieli swoich pracodawców: Czy wy w ogóle jesteście Polakami?


Niby banalne, ale bardzo to znaczące zdanie; wydobywa się z głębi nieświadomości i znaczy tyle co: jeśli jesteście, to musicie mnie rozumieć, bo i ja jestem Polką, a jak nie jesteście, bo np. jesteście Żydami, to jasne, że mi szkodzicie. Naród i jego członek/członkini są połączeni jak niemowlę z karmiącą matką, kiedy ono zapłacze, tupnie, chwyci za transparent, matka lula i karmi.

Ten nacjonalistyczny mit symbiotycznej jedności wszystkich z Polską (czyli z emanacją ducha wszystkich) w polskim dyskursie politycznym pojawia się całkiem często, a rytuał religijny często służy jego „odgrywaniu”, jest performancem. Ten mit jest głównym narzędziem polityki historycznej, która opowie np., jak był możliwy okres stalinizmu i późniejszy PRL, które z założenia były złe, bo nienarodowe. A co z Polakami? Polaków lub dobrych Polaków przy tym nie było, brzmi legenda, lub tylko stawiali opór, sprawa prosta.

Po filmie żartowaliśmy ze znajomymi, że skoro nie ma w Rewersie Żyda stalinisty ani nawet komunisty, to już krok do przodu. O filmie słyszałam, że mówi niejako do Polek i Polaków - patrzcie, to my sami byliśmy czynnikiem aktywnym we własnej historii, i po stronie stalinizmu, i po stronie anty-stalinizmu. Jak na dyskurs nacjonalizmu, LPR-u czy PIS-u to coś, jak na inne, niewiele. W istocie film dokłada swoje do tego, co zwie się polityką historyczną czyli do upraszczania historii aż do postaci groteskowej.

Niemniej nie można poważnie cieszyć się z tego, że nie Żyd gra tu rolę agenta zła. Prawdę powiedziawszy, agentem zła jest tu chłop, ubek, polski chłop z polskiej wsi, więc niby swój. Dobrze, ale zanim jeszcze doszłam do domu, myślę: Ale co? Chłop został tu Żydem. Żydem i diabłem! To nowość, oczywiście, ale czy to ma mnie zadowolić?

Toporek walk klasowych


A czym się zadowalać? I śmiać się niby z czego? Spójrzmy, co my tam mamy za towarzystwo, w filmie: trzy inteligenckie post-szlacheckie kobiety, babcię, mamę i córkę. Jest rok budowy Pałacu Kultury, one w całkiem przyzwoitym mieszkaniu, z kawą, ciastem i dochodem. Mama (Janda) docenia to, choć aptekę komuniści upaństwowili, ale jednak mają przyzwoite mieszkanie; córka pracuje w redakcji poezji w wydawnictwie, syn Arkadiusz, malarz i pijak, ma pracownię na strychu - zaprzedał się socrealizmowi i towarzyszom. Babcia Polony i mama Janda usiłują wydać za maż córkę Buzek (Sabinę), a ona znów usiłuje przechować pamiątkowego złotego dolara, którego powinny zdać, przynajmniej teoretycznie. Córka Sabina łyka dolara wieczorem, wydala rano i tak go ukrywa, o czym wie tylko ona i lustereczko w łazience.


Raz przychodzi w zaloty nudny pan buchalter, ale za głupi, i panie są w desperacji, że się młoda przeterminuje. Aż pojawia się przystojny, silny, który pannę obronił przed zbirami, i też się zaleca, całkiem czarownie. Do czasu, dopóki nie okaże się, że to, czego chce, to donosy na szefa w redakcji, że sam przystojniak jest z UB i wie o tym, jak panna przechowuje dolara, o czym jednak w porządku realistycznym nikt nie może wiedzieć, chyba diabeł. Bo to jest diabeł.

Diabeł chce duszy Sabiny - ciało już dostał i zapłodnił nawet. Sabina podaje szatanowi truciznę i zabija go. Można to zrozumieć, człowiek musi się bronić przed złem, a uciec nie ma jak. Zwłoki jego rozłożone (w innych filmach, np. u Tarantino, robiłby to Harvey Keitel, jako Czyściciel, ale panie też sobie radzą, mają farmaceutyczne zaplecze), kostki pochowane pod budującym się Pałacem Kultury, który odtąd rośnie na diabelskich kościach ubeckich. Córka Sabina pod naporem antyaborcyjnym - czy może tylko przyszłościowym? - mamy i babci rodzi sobie - i im zapewne - dziecko.


Po upadku komuny stara już Sabina razem z synem - przybyłym zza granic - i z zięciem - bo syn jest gejem, jedzie w Zaduszki (a jakże) na cmentarz, a potem pod Pałacem zapala lampkę ojcu dziecka, niejakiemu Toporkowi.


Toporkowi ogarek, chłopu z chłopów, chamowi z chamów, ubekowi szatanowi, który wyznał, zanim go Sabina otruła, że dobry dziedzic chciał go nawet wyuczyć na technika samochodowego, ale ha, ha - domyśl się widzu, dokąd ja zaszedłem, ja Toporek (a sala dopowiada chórem: „Do piekieł z władzą komunistyczną szatańską!”). I mama Janda po jego śmierci bardzo łaskawie się o nim wypowiedziała: „No cóż, a pewnie byłby z niego dobry mechanik…” No właśnie, mógł być mechanikiem z łaski dziedzica, a został ubekiem z łaski komunisty. Inna możliwość, która mówi, że z łaski komuny mógł zostać mechanikiem samochodowym, jest za trudna, bo realna.


A z czyjej łaski Toporek został ubekiem? Z łaski komunisty? A kim był „komunista”? Lucyferem, skoro Toporek jest biesem? Czy Toporek też był komunistą, czy tylko jego sługą? I jak odróżnić? Po latach bowiem liczni się żalą, że ich oszukano. „Oszukano” - forma bezosobowa, chętnie używana, ale kto oszukał i kogo? Należał człowiek do partii, popierał, w 1968 miał nawet festyn, czasem należał z konformizmu, czasem z przekonań, czasem motywacja łączona, a dziś beczą: oszukanooo mnieee! Ale kto cię oszukał, wszakże bez samo-się-oszukania nie byłoby nic!


Film jednak takimi sprawami głowy nam nie zawraca. O co innego chodzi i podziały są inne. Na przykład podstawowy podział na „normalnych” - i na „nowych”, jak to ujmuje babcia Polony. Normalni to my, nowi to Toporek. Jak wynika z podziału „nowi” nie są „ normalni”. Normalni zaś, skoro są jak my, to - przed wojną coś mieli, byli wykształceni, mają tradycyjne wartości, rodzina na pierwszym miejscu, a w rodzinie kobieta najaktywniejsza. (O tym rodzaju aktywności za chwilę.) Więc nowi nie są raczej wykształceni (no, nie zawsze, nie zawsze tak było), niekoniecznie coś posiadają (o, niekoniecznie), nie wyznają tradycyjnych wartości (nieprawda). Ale oczywiście najbardziej różnią się poglądami politycznymi i rodzajem patriotyzmu, ale o tym nie ma słowa, poza liczmanami. Jakkolwiek „nowi” są aberracją, to jednak „normalni” i „nowi” mogli się dogadać i mieć wspólne dzieci, bo genetycznie się nie różnili, w każdym razie nie tak, jak homo sapiens od neandertalczyków. To akurat w filmie widać.


Głos pana, głos chama


Z tych „nowych” pochodzić, to pewnie znaczy z podobnych do tych, którzy są w Nie-Boskiej komedii Krasińskiego buntownikami i rewolucjonistami, tylko gorzej. Ale w zasadzie „nowi” są jak ten motłoch zbuntowany, te przechrzty (które już się nawet po 1945 chrzcić nie muszą, choć lepiej, żeby zmienili nazwiska lub choćby imiona), ci rabini i mechanicy niedoszli, dziewki nierządne, rozwódki, zdradliwe żony, leniwi rzemieślnicy, niewdzięczni chłopi, ci wszyscy, którzy na Okopy Św. Trójcy się zamierzyli.


Wyższość Krasińskiego nad dzisiejszymi interpretatorami historii jest taka, że on pisał komedię tylko w nawiązaniu skromnym do Dantego, a oni robią po prostu komedię. On, przy całej swojej reakcyjnej konserwie odnotowywał jakieś tam racje motłochu, jakieś jego krzywdy, które niczego nie usprawiedliwiają, ale w końcu dadzą się nazwać. (Jest u niego nawet Żżżyd rewolucjonista, Leonard, prototyp Żżżyda komunisty, o którym to Leonardzie nieoceniona prof. Janion napisała esej Wschodnie oko Leonarda, bo wschodnie miał oko Leonard, długą rzęsą ocienione, ale nie spodziewajcie się po nim urody).


W scenie gdzie tłum zrewoltowany ciągnie pana, żeby go powiesić, słychać:

 

Głos Pana

Dzieci moje, litości! -

Głos drugi

Wróć mi wszystkie dni pańszczyzny!

Głos Trzeci

Wskrzesz mi syna, Panie, spod batogów kozackich!

Chór chłopów

Upiór ssał krew i poty nasze […]1


Z wyższością praktykowaną od wieków, z poczuciem, że wiedzą, co dla takiego chłopa najlepsze, panie mówią, że z Toporka byłby dobry mechanik z łaski dziedzica!


A może on ma ambicje nie mniejsze niż syn, Arkadek, którego nikt jednym słowem nie skwitował, że też mógł być mechanikiem, a takim jest marnym malarzem! I do tego Arkadek się prostytuuje, a Toporek wcale nie! Bo Toporek lubi, kocha to, co robi! A czy to władza ludowa go tego nauczyła ot tak, raz- dwa, w lat kilka? Niezdolnego nikt nie nauczy.


Nauczył go własny „dom zły”, jak mówi tytuł innego filmu, nauczyła go wiedza o tym, w jaki sposób tu można coś znaczyć, jak można nabyć ważności własnej, czyli jaki jest jej wzór, i ten pańsko-chłopski splot odwieczny, w którym bynajmniej nie ludzie są po obu stronach. Tu z jednej strony jest dziedzic, a drugiej Toporki. Jedni gardzą, a drudzy nienawidzą, jedni duszą i wyciskają, drudzy kombinują i podkradają. Taki jest podstawowy wzór polskiej kultury tradycyjnej. Wściekła ambicja, żeby „nie dać się zrobić w ch…” jest podstawą polskiego rozumienia umowy społecznej.


Naród o szlacheckim rodowodzie


Wbrew zapewnieniom, nic nowego się w tym filmie nie pojawiło, ani postacie, ani akcja nie są zaskakujące. Nie padło jedno nieprzewidywalne słowo. Odwrotnie, stare wzorce odżyły, postszlachecka inteligencja kontra „nowi ludzie”, którzy z nieboską pomocą zagarnęli władzę nad ziemią i pałacem hrabiego Henryka, nad apteką i kamienicą. I kiedy Sabina deklamuje po francusku Verlaine’a przy jednym partyjnym znawcy, to ja nie wiem, jak się czuć. Czy jak członkini stronnictwa Verlaine’a, do którego chyba należy wliczyć tych, którzy widzieli film Całkowite zaćmienie (1995) Agnieszki Holand? No bo kto tu słyszał - czytał Verlaine’a?! Czy jak chłop z awansu, czy jak nauczycielka akademicka, którą ostatnio student psychologii spytał, kim był Wolter? Czy jak mieszkanka kraju, w którym w mediach dziennikarze nazwisko prezydenta Francji wymawiają SarKOZY ( jak nawozy) ciężko i z polskim akcentem , choć on jest SARkozi raczej, akcent na pierwsza sylabę.


W ramach redefiniowania zbiorowej tożsamości, i wypierania z niej przedstawicieli tych grup społecznych, które w czasach PRL-u nominalnie były najważniejsze, czyli nie-szlachty, czyli „ludu pracującego miast i wsi” - kto może wpisuje się do szlacheckiej genealogii. Ta, jako z zasady wyższa, stojąca przy wartościach konserwatywnych, przy krzyżu i narodzie, przy kulturze i obyczaju polskim, jest znów w cenie, wstyd po prostu nie pochodzić ze szlachty, jak ujęła to jedna znajoma.2 Więc rodowody wielu Toporków z pochodzenia stają się post-szlacheckie, nie mam na myśli ubeków, ale chłopów analfabetyzował, przesiedlał ze wsi do urbanizował nimi kraj, a oni na tyle skorzystali z awansu społecznego, jaki dawał realny socjalizm, że dziś już mogą się wpisywać w tę tradycję postszlacheckich firm i korporacji. Chłopski rodowód nie jest dziś w cenie, zwłaszcza rodowód biedoty, bo biedota mogła się nie poczuwać w ogóle do polskiego obyczaju suto zastawionego. Ba, z kolei w rodzinach z pochodzenia szlacheckich, jeśli im się zdarzali jacyś rewolucjoniści, komuniści, socjaliści, to albo się o nich nie mówi, albo mówi jak o przypadkach lekkiego obłąkania. „Ach ta Mania, zawsze była postrzelona” powie się dajmy na to, o Marii Koszutskiej3. Naród w ujęciu nacjonalistycznym nie dzieli się na klasy, bo to sugeruje jakieś antagonizmy, różnice interesów, a chodzi o jedność k-n-k. Toporek, zły człowiek, po prostu zostaje zmarginalizowany narodowo, zwolniony z narodowości, naród przejmują zacne panie.


Swoja drogą, syn Sabiny, owoc tak ciekawej historii, dostał od matki nieciekawy zestaw do tożsamości, standardową polską bajkę o ojcu bohaterze i oczywiście wpisuje swojego ojca w legendę walki z komunizmem od kolebki, podobnie jak handlarzy rąbanką wpisywano w szeregi partyzantów, a niektórzy partyzanci, zwłaszcza ci od mordowania Żydów ukrywających się w lasach, wpisali się w walkę przeciwko bolszewikom i zdrajcom. Kiedy więc biologiczny syn Toporka chwali się zasługami ojca, sala powinna się śmiać i śmieje się. Ha, ha. Bardzo zabawne.


Tu jednak mógłby pojawić się duch Toporka i rzec, jak u Gogola: „A z kogo się śmiejecie? Sami z siebie się śmiejecie”. Takie zakończenie nie przyszło na myśl twórcom filmu. Może dlatego, że niekoniecznie świadomie Rewers podejmuje zadania polityki historycznej czyli upraszczania historii do postaci bajki dla prawicy. Wokół panuje amnezja, wielkie wypieranie własnego udziału w przeszłości i jakiejkolwiek złożoności tej przeszłości. I tak, wśród wesołego śmiechu, przepada kolejna możliwość formułowania jakiejkolwiek, zalążkowej choćby, prawdy o własnej tożsamości.


Homo sovieticus
vs. homo catholicus


W latach 90. ksiądz Tischner spopularyzował pojęcie homo sovieticus, autorstwa Aleksandra Zinowiewa, który odnosił je do „ludzi radzieckich” i w czasach radzieckich. Zinowiew miał na myśli ludzi przystosowanych do państwa radzieckiego, zindoktrynowanych, biernych społecznie, czasami jednak mających realny dostęp do władzy. Abstrahując już od nieszczęśliwej etykiety, jakby antropologicznej, na poziomie języka wpisującej wyższość oznaczającego nad oznaczanym, to pojęcie to lokowało się w tamtej rzeczywistości i z niej wyrastało. W Polsce ten kontekst zbladł, a homo sovieticus w ujęciu Tischnera, ze swoimi wymaganiami socjalnymi stał się także zawalidrogą na szlaku kapitalizmu. Ponieważ traktuje instrumentalnie sprawy moralności i zasad, ponieważ jest bierny i roszczeniowy, ponieważ, gryzie słabszych i liże d… silnym, nie umie być pozytywnie aktywnym obywatelem - krótko mówiąc, ponieważ nie jest taki, jacy, jak nam się zdaje, jesteśmy my, to zaraz ma być sovieticus? Sovieticus i „nowy człowiek”, nie „normalny” jak my, homo sapiens, jak my, post-szlachecka inteligencja, jak my kapłani, jak my opozycja, jak my senatorowie, posłowie, firmy, liberalizm ekonomiczny przystosowany do wolnego katolickiego świata. A catholicus nie łaska? Tu też nie widzę zachęty do samodzielności w myśleniu i działaniu, bierność, indoktrynację, roszczenia, skrajnie instrumentalne traktowanie zasad i moralności, napadanie na słabszych, płaszczenie się przed silnymi, zależność od kolektywu, zwanego parafią. I jedni i drudzy homo są uformowani przez przeszłość, do której mają czasami zdumiewająco podobny bezkrytyczny stosunek. Oj, panowie mili, pisarze, reżyserzy, tu nikt w tej części świata nie ćwiczył demokracji setkami lat, ani nawet dziesiątkami, tu zniesiono system niewolniczy pod koniec XIX wieku. Łatwo się puszyć, Verlaine’a recytować i nabijać z innych, ale zobaczyć siebie jako drugi koniec tego samego kija, to nie łaska.


„Kim bylibyście bez nas?” pyta hrabia Henryk rewolucjonistę, mieszczanina, Pankracego, w Nie-Boskiej komedii, i odpowiada: zwierzętami, bydlętami, bo to my, my szlachta, arystokracja, Kościół, wydobywamy was ze stanu zwierzęcego, was, chłopów, mieszczan, stawiamy wam szkoły, szpitale, kościoły, żebyście mieli dostęp do właściwych wartości, do naszych, żebyście byli ludźmi, a nie homo sovieticus.


Szpitale, szkoły, kościoły - to trzecie na pewno. Reszta się śniła hrabiemu Krasińskiemu. Niektóre Toporki wiedzą, co tam było stawiane, i wiedzą, że hrabia zapomniał wymienić dyby i narzędzia tortur, i lochy, dla nieposłusznych chłopów, które bywały w zamkach jeszcze do początku XIX wieku. Ciekawe, o życiu chłopów wiele jest w polskiej literaturze i nietrudno się z niej wiele dowiedzieć. Pisarze czasem zdawali sobie sprawę - zanim znów Sienkiewicz został polskim pisarzem nr 1 początku XXI wieku - że specyficzne polski system niewolniczy, feudalne panowanie nad chłopami, które w Polsce przetrwało niebywale długo - czyli podobnie jak w Rosji aż do drugiej połowy XIX wieku - było przyczyną więcej niż połowy nieszczęść politycznych i społecznych Polski. Odsyłam do pozytywistów, Reymonta, Żeromskiego, do całej plejady pisarzy dwudziestolecia. Kontrast pomiędzy poziomem życia wsi i dworu bywał ogromny, a pomiędzy poziomem życia najbiedniejszych chłopów i dworu - niewyobrażalny. Chłopi byli więc kłamcami, krętaczami, nie szanowali władzy - to postawy wcześniejsze niż zabory, byli ciemni, brudni, źli i mało patriotyczni jeszcze w patriotycznym XIX wieku.


Ale jednak dopiero w Rewersie chłop został diabłem. Niby chłopi z natury bardziej byli predestynowani, żeby zostać homo sovieticus. Po pierwsze reforma rolna, wyparta ze zbiorowej pamięci, wiele im dała. W filmie widzimy ciekawy zabieg, by tak rzec, manipulacji klasowej - niby mówi się, że no cóż, tak, to my Polacy sami sobie byliśmy stalinistami i ubekami, ale „my” w filmie reprezentowane jest - że powtórzę - przez trzy panie zacne, a „oni” przez Toporka.


Tym którzy powiedzą, że się czepiam, bo ten Toporek równie dobrze mógłby mieć pochodzenie robotnicze czy inteligenckie, odpowiem: ale nie ma! Co więcej, tam, gdzie przyswojono sposoby politycznej poprawności, wiadomo, i taka jest zasada każdego serialu amerykańskiego, że jeśli jest tam postać jednego złego Polaka, to dwóch innych powinno być ok, inaczej się postać symbolizuje, albo mniejszość obraża, to w końcu teren sztuki, tu się często symbolizuje. Toporek się usymbolizował, przeciwwagi nie miał, koniec i bomba.


Wpisuje się Toporek w wyobrażenie potomka tych chłopów, którzy nam, powstańcom styczniowym, szlachcie, ściągali buty z nóg. Kiedy nasz trup w powstaniu ubity leżał na śniegu, on na resztę żywych sprowadzał carskie wojsko. I tak już zostało, kiedy naród walczył, przynajmniej moralnie, on służył w UB, w Milicji, w ZOMO. Historia jego emancypacji też nie jest swojska - swojska jest tylko jego niewola. Najpierw uwalniał ich z poddaństwa król pruski, potem cesarz Austrii, car rosyjski wreszcie, i nigdzie nie było to z aprobatą patriotycznej szlachty. Jak mówi poeta: „a car im [szlachcie] na przekór chłopów oswobodził”4.


I wreszcie przyszedł zły sowiet i komunista, i dał mu ziemię, dopuścił do władzy, żeby nas gnębił, nas, patriotów i normalnych ludzi.


Kobieta sobie poradzi


No dobrze, ale czytam też, że film jest jakoby feministyczny w wymowie i pokazuje niebanalne postacie kobiece. A ja widzę miłe typy, ale banalne na 150%. Jest leżąca w łóżku matriarchalna babcia („babcia” mówi wnuczka Sabina, „babka” mówi chłop Toporek - bez szacunku i nieczule, ale dlaczego tak u tych chłopów bywa, to już nie nasza rzecz), babcia w czarnych koronkach jak królowa Wiktoria. Dalej mamy zapobiegliwą, w sumie fajną mamę, która wkłada długi nos w sprawy Pinokia, ale robi to z wdziękiem i wreszcie Pinokia, gapowatą córkę Sabinę o nieustalonej osobowości. Wszystkie trzy panie myślą o tym, żeby nadać wartość ludzką córce, czyli znaleźć jej męża. Mama i babcia są w sumie dość liberalne wobec ciąży córki, ale poza mężem i dzieckiem lub tylko dzieckiem dla kobiety nie przewiduje się tu alternatywnego losu.


Ponadto kobiety są na tym padole przede wszystkim po to, żeby sprzątać po mężczyznach. Lub w skrajnym przypadku, jak przypadek Toporka-diabła, żeby sprzątnąć faceta.


Trzy miłe panie, dla których rodzina jest najważniejsza, wiedzą, że w rodzinie z kolei najcenniejszy i najważniejszy jest mężczyzna, może być nieużywany jak wazon z kryształu za szybką, ale musi być. Kręcą się więc panie jak głupie wokół syna, wnuka i brata - Arkadka i spełniają swoją kobiecą powinność wobec fallusa, przekonując go, słowami lub czynem, że jest największy, najważniejszy, bezcenny. Pijanego taszczą do łóżeczka, zarzyganego umyją, zasikanego wytrą, nakarmią, napoją. Czy on je wytrze? Wątpię. Zrobią wszystko wokół niego i za niego, żeby sobie wychować tyrana nieczułego, zadufanego, chłopca okrutnego, tępego, bo wiecznie niedorosłego, który, gdy będzie mógł, doprowadzi do katastrofy osobistej, rodzinnej czy nawet narodowej, w której wszyscy zostaną skrzywdzeni, okaleczeni lub zabici. Inni chłopcy zbudują legendę lub wzniosą muzeum tej katastrofie, a córki i wnuczki tych, które przeżyły, będą ją opowiadać swoim dzieciom i pucować muzeum. Inaczej mogłoby się coś zmienić i byłyby wolne, i co by wtedy robiły, takie niepolskie i niekobiece?


Poza tym kobiety sobie poradzą, co by nie było i jak by nie było. O tym opowiada Rewers. Nie ma co im współczuć, bo i tak wychodzą cało z wszelkich opresji. Mężczyźni, którzy śmiecą, mogą kichać na to, jakie okoliczności są dla kobiet mniej lub bardziej sprzyjające, jakie prawo jest lub nie jest kobietom potrzebne, czy toto ma żłobek czy nie ma, czy ma prawo do przerwania ciąży czy nie, czy musi uciekać z domu przed pijakiem czy nie, poradzi sobie, a jak nie, to widać była wybrakowana sztuka, i nie ma powodów do smutku. Młoda pracuje jako redakcja, ale nikt tego nie traktuje poważnie, poważna sprawa to jest mąż, a wreszcie jak nie mąż, to dziecko choćby. Mama i babcia napierają na nią, kiedy przypadkiem - i nie chcąc i nie pragnąc zaszła w ciążę, żeby urodziła i matką była! Koniecznie, po co komu redakcja i poezja, kiedy ma matkę i dziecko do wyboru, którego nie dokonuje, bo po co kobiecie wybór, kiedy ma gotową rolę napisaną? Miłość - mówi babcia - to się kończy po roku czy dwóch, o tym zapomnij, mężczyźni tylko śmiecą, ale potem jest zwyczajne życie.


Mało chcieć jest cnotą kobiety


Potem kobieta przekazuje w wychowaniu przyszłym pokoleniom mit narodowy, mówiący, że ojciec był bohaterem, zesłany, uwięziony, zabity. Najczęściej natomiast ojciec się zapił lub miał gdzieś dziecko i matkę. To jest realny model rodziny, ale o tym matka nie mówi, żeby nie wypaść w złym towarzystwie mniej szacownie.


Matka mówi to, co przewiduje scenariusz (w każdym sensie), bo nie jest buntowniczką, na traktory się nie pcha. W pracowni Arkadka stoi ikoniczny obraz socrealizmu i zepsutej kobiecej natury jednocześnie - traktorzystka. Traktorzystka jest zepsuciem - przez złego komunistę - najbardziej kobiecej z kobiecych natur czyli wiejskiej kobiety. To baba w końcu jeździła na traktorze, nie szlachcianka i nie inteligentka, a powinna się paść na łące rodzinnej, dawać mleko chłopu i dzieciom, sprzątać, gotować, nic nie rozumieć i muczeć. Baba to samica chama, w zasięgu naszej kontroli, naszej patriarchalnej, a traktorzystka to samica homo sovieticusa, zerwała się ze smyczy tradycji narodowej.


Syn córki Sabiny to z kolei polski gej na wychodźstwie, który ma nieprawdziwe informacje na temat ojca. Dobrze, nie śmiejmy się, ale chwilę pomyślmy, co to realnie znaczy, że matka nas oszukała opowiadając o ojcu? Chyba nie ma w jej historii białej plamy, coś tam musi być, musiała ułożyć całą kłamliwą opowieść o rodzinie i dziejach ojca, bo dziecko musi mieć jakieś wyobrażenie, jakieś pojęcie. I co ono tam ma? Potomka powstańca styczniowego, któremu chłopi ściągali z nóg buty z cholewkami.


No i tres bien, jak zapewne mawia SarKOZY.


Tekst pochodzi z książki
Kino polskie 1989-2009. Historia krytyczna (red. Agnieszka Wiśniewska, Piotr Marecki). Wkrótce w księgarniach!


— 

1 Zygmunt Krasiński, Nie-Boska komedia, część III.

2 Symbolicznie i niezwykle trafnie ujęła to Joanna Bator w powieści Piaskowa góra (WAB, Warszawa 2009). W pociągu, który w 1945 wiezie wschodnią polską wieś do zachodnich miast poniemieckich, chłopska rodzina przejmuje bezpański album ze zdjęciami ziemiańskiej rodziny. Traktują go jako swój mityczny początek, do cudzych zdjęć doklejają własne, i w taki sposób wyzbywają się, przynajmniej w wersji reprezentacyjnej, realnej pamięci.

3Maria Koszutska, ps. Wera Kostrzewa (1876-1939) - polska działaczka radykalnej lewicy, publicystka i nauczycielka. W okresie rewolucji 1905 represjonowana przez władze carskie jako członkini PPS, po rozłamie w partii została w jej radykalnym skrzydle (PPS-Lewica). Współzakładała Komunistyczną Partię Polski, opowiadając się jednocześnie za niepodległością kraju w czasie wojny 1920. Rok później, w efekcie politycznych represji opuściła II RP, przez cały czas działając w Międzynarodówce Komunistycznej. Pod koniec lat 20. została odsunięta od kierownictwa KPP, a w roku 1937 padła ofiarą stalinowskiej czystki - w politycznym procesie została skazana na śmierć. Zmarła w więzieniu w Moskwie.

4 Czesław Miłosz, W praojcach swoich pogrzebani, [w:] Tegoż, Poezje, Warszawa 1982, s 193.

— 
Bożena Keff - poetka, pisarka, eseistka, publicystka. Z wykształcenia polonistka i filozofka. Pracę doktorską obroniła w Instytucie Badań Literackich PAN. Wykłada m.in. na Gender Studies na Uniwersytecie Warszawskim. Autorka książek: Razem Osobno (1986), Sen o znaczeniu snów (1994), Nie jest gotowy (2000), Postać z cieniem (2001), Barykady. Kroniki obsesyjne (2006), Utwór o Matce i Ojczyźnie (2008).

 

Źródło: "Krytyka  Polityczna"

 
Właściciel niewolników, który sprytem i przemocą zakuwa niewolnika w kajdany i niewolnik, który przy pomocy sprytu czy przemocy uwalnia się z kajdan - niechaj nam godne pogardy eunuchy nie mówią, że są równi przed sądem moralności!
Lew Trocki
Reklama