|
Alberto Díaz Gutiérrez (Korda) (1928-2001) – fotografik kubański, rozpoczął karierę artystyczną w latach 50. robiąc zdjęcia reklamowe modelek. Duży wpływ wywarła nań sztuka północnoamerykańskiego fotografika Richarda Avedona. Po zwycięstwie rewolucji, którą poparł i popierał do końca życia, stał się fotografikiem epickim. W 1959 r. towarzyszył Fidelowi Castro w podróży do USA. Przez prawie 10 lat był jego fotografem osobistym, a także fotoreporterem dzienników Revolución i Granma oraz miesięcznika Cuba. Utworzył w Kubańskiej Akademii Nauk wydział fotografii służącej badaniom naukowym i przez następne 10 lat poświęcił się fotografii podmorskiej. W 2000 r. zagroził procesem brytyjskiej agencji reklamowej, która wykorzystała jego słynne zdjęcie Guevary do reklamy wódki Smirnoff. Odszkodowanie w wysokości 50 tys. dolarów przekazał na zakup lekarstw dla dzieci kubańskich. „Che postąpiłby tak samo”, oświadczył. Zmarł na zawał serca w Paryżu, dokąd pojechał na wystawę swoich fotografii. „Pozostało po nim paradygmatyczne dziedzictwo w sferze sztuki fotograficznej”, napisano w hawańskiej Granmie. Zasłynął na świecie z powodu jednego tylko zdjęcia – „ale za to jakiego!” – które „jest niewątpliwie najczęściej reprodukowaną ikoną XX w.”, napisano w paryskim Le Monde, zaznaczając, że miał „silne przekonania castrystowskie”. (zmk)
- Przez prawie dziesięć lat byłeś fotografem osobistym Fidela Castro. Jak oceniasz to doświadczenie?
- Jak słusznie powiedziałaś, byłem fotografem osobistym, a nie oficjalnym. Musiałem robić zdjęcia urzędowe, co jest rzeczą normalną w przypadku przywódcy tej kategorii, ale pracowałem z myślą o pozostawieniu świadectwa (i pozostawiłem je – wszystkie moje negatywy są w Archiwum Biura Badań Historycznych) istoty ludzkiej, która tkwi w tym człowieku. Mogłem fotografować go przez tyle lat, bo wtedy byłem tak młody jak on. Chodzić za kimś takim jak Fidel Castro to bardzo męcząca czynność. Gdy objeżdżał wyspę, były takie dni, że przez dziesięć minut nie działo się nic ciekawego, a wtedy korzystałem z okazji i rzucałem się spać. Zaczynałem pracować równie dobrze o ósmej rano i o czwartej nad ranem.
- Czy jest człowiekiem, którego łatwo się fotografuje?
- Dla mnie – tak, bo nigdy nie powiedział „nie rób mi teraz zdjęcia”, a ja nigdy nie prosiłem go, aby pozował... no, raz. Poprosiłem go, aby stanął na szczycie jednej z gór w Sierra Maestra i zrobiłem mu to zdjęcie z plecakiem, które zatytułowano „Wodzu naczelny, rozkazuj”. Ono najmniej mi się podoba – wszystkie pozostałe zrobiłem idąc za nim z aparatem.
- A Che?
- Che nie był zachwycony, gdy jego osobie robiono propagandę graficzną. Pewnego dnia posłano mnie z dziennika Revolución na reportaż o pracy Che w rejonie Morón; przeprowadzał tam próby z pierwszym prototypem żniwiarki trzciny cukrowej. Posłano mnie i pewnego dziennikarza. Po przyjeździe nie zastaliśmy go i czekaliśmy w budynku mieszkalnym w centrali cukrowniczej. Przyjechał wieczorem upaprany ziemią, a ja podszedłem doń i powiedziałem z pewnością siebie: „W końcu udało nam się spotkać z wami, komendancie; przysłano mnie z gazety na reportaż o próbach ze żniwiarką trzciny”. Na to on zapytał z typową dla Argentyńczyków ironią: „A ty skąd jesteś, Korda?” „Jak to skąd? Urodziłem się w Hawanie.” „W samej stolicy?” „Tak.” „Ścinałeś kiedyś trzcinę?” „Nie, komendancie, nigdy.” Zawołał człowieka z eskorty i rzekł: „Proszę znaleźć towarzyszom dziennikarzom z Hawany porządne maczety, żeby mogli przyłożyć się do żniw ludowych; gdy popracują, zrobimy reportaż o żniwiarce.” Przez tydzień ścinaliśmy trzcinę i w końcu zrobiłem mu zdjęcie na żniwiarce.
- A jednak twoje najbardziej znane zdjęcie to Che Guevara.
- Tak, ale to zdjęcie zrobiłem bez jego wiedzy. To było w dniu pogrzebu ofiar eksplozji na „La Coubre”, w marcu 1960 roku (1). Stoję z obiektywem półtelefoto w odległości ośmiu czy dziesięciu metrów od trybuny i w pewnej chwili podczas przemówienia Fidela Che podchodzi do balustrady (przedtem znajdował na drugim planie i z mojego stanowiska nie było go widać). Patrzy na całą 23 Ulicę, która jest pełna ludzi. Robię mu dwa zdjęcia – tylko tyle. On zaraz odchodzi. Był tam chyba pół minuty.
- Przypadek?
- Czysty przypadek. Wiadomo, co było potem. Po wywołaniu i utrwaleniu mówię sobie: caramba, ale ten facet ma minę!, robię powiększenie i wieszam je w pracowni. Tego wieczoru zaniosłem do Revolución zdjęcia z pogrzebu ofiar „La Coubre”. Następnego dnia moje zdjęcie Fidela przemawiającego z trybuny i pokazującego granaty ręczne, które pozostały po eksplozji, znalazło się na pierwszej stronie, natomiast zdjęcia Che nie opublikowano. Ukazało się dopiero 15 kwietnia 1961 roku, obok notatki prasowej, w której zapowiadano jego wystąpienie jako ministra przemysłu... Ustaliłem to później. Pytano mnie wielokrotnie, czy Che znał moje zdjęcie; uważam, że wcześniej go nie znał. Ponieważ jednak uważnie czytał gazetę, więc wyobrażam sobie, że musiał je widzieć, ale nigdy o tym nie rozmawialiśmy.
- Czy masz inne wielkie zdjęcia Che, które nie stały się równie słynne?
- Nie mam wielkich zdjęć Che. Mam jedno, na którym jako prezes Banku Narodowego rozmawia z Sartre’em i Simone de Beauvoir. Mam też grę w golfa w dawnym Villareal Golf Club – Fidel Castro, Núñez Jiménez i Che celebrują mecz golfowy; wydaje mi się, że przedrzeźniają Eisenhowera, prezydenta Stanów Zjednoczonych, który zrobił jakąś zagrywkę golfową – nie wiem, na czym polegała, bo się na tym nie znam – i cała prasa światowa opublikowała o tym reportaże.
- Jak to się stało, że tamto zdjęcie pojawiło się prawie po dziesięciu latach?
- Ta część tej historii nie jest znana. Na Kubie wykorzystano je po raz pierwszy podczas uroczystości żałobnej po śmierci Che (1967). Zrobiono gigantyczną reprodukcję i zawieszono na całej ścianie budynku Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, od góry do dołu. Tam stała trybuna i następnego dnia wszystkie gazety umieściły na pierwszych stronach zdjęcie Fidela stojącego obok flagi spuszczonej do połowy masztu, na tle mojego zdjęcia Che. Nigdy nie dowiedziałem się, kto odnalazł to zdjęcie ani jak to się stało. Może zrobiła to Celia albo Haydée (2). Tego dnia miałem nogę w gipsie i z wielkim trudem dotarłem z Biblioteki Narodowej na trybunę, z której miałem zrobić zdjęcia. Było to jedno z największych zgromadzeń, jakie widziałem; na placu panowała niesamowita cisza. Dotarcie na trybunę z nogą w gipsie było tak trudne, że doprawdy nie pamiętam, co czułem, widząc to zdjęcie, o którym praktycznie zapomniałem.
- Czy to tak stało się ono słynne na całym świecie?
- Nie, cztery czy pięć miesięcy wcześniej – Che zginął w październiku 1967 roku – przyszedł do mnie nieznajomy, który szukał zdjęcia Che. Poleciła mi go Haydée Santamaría. Pokazałem mu zdjęcie wiszące w pracowni. Zapytał „Może mi pan zrobić dwie odbitki?” Następnego dnia przyszedł po odbitki w formacie 11 na 14. „Ile jestem panu winien?” „To prezent – mówię – bo skierowała pana do mnie osoba, którą darzę wielkim podziwem.” To był Giangiacomo Feltrinelli, który wracał z Boliwii, gdzie usiłował zabiegać u władz boliwijskich o uwolnienie Régisa Debraya (3). Przypuszczam, że Feltrinelli dowiedział się jakoś, iż Che jest w Boliwii, o czym wiedziało niewiele osób na świecie. Zdjęcie stało się słynne, gdy Feltrinelli umieścił je na plakacie – nie przyszło mi do głowy, że je do czegoś wykorzysta.
- A więc kolejny przypadek sprawił, że stałeś się znany na świecie?
- Nie, nie jestem znany na świecie nawet po plakacie Feltrinelliego. W prawach autorskich nie figurowało moje nazwisko. Pierwsza podała je włoska dziennikarka Giuliana Scimé, której w Meksyku pożyczyłem negatyw; wykorzystała go w swojej pracowni fotograficznej i we włoskim czasopiśmie Progresso Fotografico (lipiec 1983 roku) opublikowała artykuł, w którym opisała, jak na widok tego negatywu jej uczniowie płakali ze wzruszenia. Zdjęcie było słynne i nikogo nie obchodziło, kto je zrobił.
- Co myślisz o użytku – wręcz manipulacji – jaki zrobiono z tego zdjęcia?
- To bardzo kontrowersyjna sprawa. Zrobiono i dobry, i zły użytek. W świecie kapitalistycznym wielkie firmy reklamowe uczyniły z niego artykuł konsumpcyjny, ale ma ono również wartość, która polega na tym, że pozwala rozpowszechniać i utrzymywać przy życiu wizerunek człowieka, który nie żyje od trzydziestu lat, a z każdym dniem staje się coraz bardziej znany. Ten wizerunek już nie należy do mnie, choć to ja jestem jego autorem. Gdyby wszyscy, którzy go reprodukują, postanowili mi za to zapłacić, może mógłbym nawet założyć fundację, która zajmowałaby się astmatykami kubańskimi i kto wie, czym jeszcze. (4)
* Fragment wywiadu, który ukazał się w La Gaceta de Cuba, czasopiśmie Krajowego Związku Pisarzy i Artystów Kubańskich (UNEAC), Hawana, wrzesień-październik 1997 r.
Tłum. Zbigniew Marcin Kowalewski
Przekład ukazał się w czasopiśmie Rewolucja nr 1, 2001.
Przypisy
1. 4 marca 1960 r. statek francuski „La Coubre”, który zawinął do portu hawańskiego z 70 tonami broni i amunicji zakupionej przez rząd rewolucyjny w Belgii, wyleciał w powietrze wysadzony przez agentów Centralnej Agencji Wywiadowczej USA. W wyniku gigantycznej eksplozji zginęło 75 osób, a ponad 200 zostało rannych. Następnego dnia na wielkim zgromadzeniu żałobnym, podczas którego Korda zrobił najsłynniejsze zdjęcie Che Guevary, Fidel Castro po raz pierwszy zakończył swoje przemówienie hasłem: „Ojczyzna albo śmierć! Zwyciężymy!” (Przyp. tłum.)
2. Celia Sánchez i Haydée Santamaría brały udział w walce rewolucyjnej i należały do grona czołowych bojowniczek założonego przez Fidela Castro Ruchu 26 Lipca. (Przyp. tłum.)
3. Jego syn Carlo (Senior Service, Paryż, Bourgois 2001, s. 318, 328) twierdzi, że Feltrinelli uzyskał zdjęcie od Kordy w kwietniu 1967 r., a więc przed podróżą do Boliwii; w lipcu 1968 r. umieścił je na plakacie reklamującym włoskie wydanie Dziennika Che Guevary z Boliwii. (Przyp. tłum.)
4. Gdy na festiwalu fotodziennikarstwa w Perpignan (Francja) „pytano go [Kordę], dlaczego nie reaguje na tak wielkie nadużycia w dziedzinie reprodukcji swojej pracy, wskutek czego przechodzą mu koło nosa prawa autorskie i duża fortuna”, pisze Michel Guerrin w Le Monde (z 27-28 maja 2001 r.), odpowiadał, że „ikona, którą wznoszono na barykadach Maja 68 i która towarzyszyła wszystkim ruchom młodzieżowym, służyła sprawie rewolucji kubańskiej”. (Przyp. tłum.) |