Kultura Poezja Wiersze Anny Świrszczyńskiej
Wiersze Anny Świrszczyńskiej PDF Drukuj Email
Ocena użytkowników: / 14
SłabyŚwietny 
Kultura - Poezja
Wpisany przez PMB   
poniedziałek, 12 kwietnia 2010 23:47

Siostry z dna

Mam przyjaciółki na plantach,

stare żebraczki, wariatki.

W ich oczach są pierścionki,

z których wypłynęły drogie kamienie.

Opowiadamy sobie swoje życia

od dołu, od człowieczego dna.

Siostry z dna,

mówimy biegle językiem cierpienia.

Dotykamy swoich rąk,

to nam pomaga.

Odchodząc całuję je w policzek

delikatny jak woda.  


Chłopka

Dźwiga na plecach

dom, ogród, pole,

krowy, świnie cielęta, dzieci.

Jej grzbiet dziwi się,

że nie pęknie.

Jej ręce dziwią się,

że nie odpadną.

Ona się nie dziwi.

Podpiera ją jak krwawy kij

umarła harowaczka

jej umarłej matki.

Prababkę

bili batem.

Ten bat

błyszczy nad nią w chmurze

zamiast słońca. 


Przebudzenie

Ciąży jej głowie sto lat snu,

którego nie dospała jej matka i prababka,

gdy budzik zapieje

jak kogut za oknem

o trzeciej rano. 


Życiorys wiejskiej baby

Dysząc

dźwiga na brzuchu cebry.

Dysząc

dźwiga na plecach wory.

Dysząc

ciągnie ze studni wiadra.

Dysząc

rodzi owoce męskiej żądzy.

Dysząc

umiera. 


On stawia lody

Co niedziela chodzili razem na spacer.

On, ona

i troje dzieci.

Raz nocą,

kiedy nie chciała go puścić  do innej,

wyciągnął spod materaca

nóż sprężynowy.

Teraz znów co niedziela

chodzą na spacer

on, ona i troje dzieci.

On stawia lody, wszyscy się  śmieją.

Ona także. 


Dowiedziała się

W niedzielę po południu,

gdy pomyła wreszcie garnki,

usiadła

przed lusterkiem.

I dowiedziała się

w niedzielę po południu,

że ukradziono jej życie.

Już dawno.


Szczęście

Była modna biała sukienka

urząd stanu cywilnego,

fontanna welonu i organy

w kościele.

Było bogate wesele,

szumiała wódka.

Był ból

nocy poślubnej.

Był piękny, młody mąż.

Ale nie było

jednego czułego słowa.


Dzieci się zadziwią

Cicho

zamknęły się drzwi za odchodzącym.

Nie obudziły się

śpiące dzieci.

One dopiero rankiem się zdziwią,

że tak cicho

zawalił się w nocy

ich dom. 


Obiecał

Uderzył ją w zabawie

pięścią w twarz.

Upadła,

ludzie złapali go za ręce,

zataczał się.

Potem wracali razem objęci wpół.

Uśmiechała się szczęśliwie.

Była w ciąży, obiecał,

że się ożeni. 


Napiętnowana

Smarowali jej drzwi

ludzkim kałem.

Milkli

kiedy wchodziła do sklepu.

Gwizdali na nią zza płotów,

jak się gwiżdże

na psa.

Spluwali jej pod nogi

przed kościołem.

Sprawca jej nieszczęścia

mijając ją na drodze

odwracał głowę. 


Praczka

Pierze brudy swego chłopa,

brudy swoich synów,

brudy swoich córek.

Nieludzko czysta

jak zabite życie

ociera czasem grzeszną  łzę marzenia

czystymi rękami

praczki. 


Umyła podłogę

Wrócił po północy,

obalił się pod drzwiami.

Dźwigała go

przez próg.

Stoczył się na łóżko

z butami, z rzygowinami,

Dobierał się do niej, nie chciała,

uderzył pięścią  w brzuch,

zachrapał.

Umyła podłogę,

zmieniła powłoczkę  na pierzynie.

Zapukała do sąsiadów.

Będzie rodzić. 


Powrót męża

Cofa się

krok za krokiem.

Nie zasłoni jej stół,

nie zasłoni jej łóżeczko dziecka,

nie ukryje jej ściana.

Nie obronią jej ludzie za ścianą

przed tym, który stanął

na progu. 


Wieczorem po wypłacie

Wsadza rękę

do kieszeni marynarki

śpiącego.

Liczy pieniądze.

Płacze. 


Oczekiwanie

Całą noc chodzi

od okna do drzwi,

okrywa śpiące dzieci,

patrzy na zegar.

A gdy skrzypnie furtka,

gdy usłyszy pijacką  piosenkę,

żegna się

znakiem krzyża. 


Rodzina

Idzie do niej

z pięściami.

Strzepnął  portek jak muchę

dwie małe ręce,

które go chciały zatrzymać. 


Spojrzenia

Młodzi chłopcy spojrzeli przechodząc

na starą kobietę.

I w oka mgnieniu

rozdeptali ją jak robaka

spojrzeniami. 


Jej brzuch

Ma prawo mieć gruby brzuch,

jej brzuch urodził pięcioro dzieci.

Grzały się przy nim,

był słońcem ich dzieciństwa.

Pięcioro dzieci odeszło,

został jej gruby brzuch.

Ten brzuch

jest piękny. 


Największa miłość

Ma sześćdziesiąt lat. Przeżywa

najwiekszą miłość swego życia.

Chodzi z miłym pod rękę,

wiatr rozwiewa ich siwe włosy.

Jej miły mówi:

- Masz włosy jak perły.

Jej dzieci mówią:

- Stara wariatka. 


Karetka pogotowia

Drżą jej usta,

gdy niesiona do karetki pogotowia

słyszy

chrapanie męża.


Salowa

Dniem i nocą

wynosi mocz, krew i kał

człowieczy.

Gruba

gada ze śmiechem

grube kawały.

To jej sposób, aby ujarzmić

mocz, krew i kał człowieczy

który wynosi

dniem i nocą. 


Zwykły poród

Dwadzieścia godzin

wyje jak zwierzę.

Lekarz chce jej pomóc.

Nacina nożyczkami żywe ciało

bez znieczulenia.

Nie zauważyła tego.

Zbyt potężna

jest tortura rozstępujących się kości.

Jaki szatan

wymyślił świat. 


Położna

Chodzi wśród piekielnych płomieni,

słucha wycia potępionych,

zadomowiona

w piekle.

Zadaje ból,

głaszcze zlepione potem włosy.

Mówi mało. Krzyczy.

Jej przeraźliwie czyste ręce

są mądre i smutne

jak Pan Bóg. 


Jak padlina

Obnażona ze skóry,

zhańbiona jak ta, którą  gwałcą,

Jak ta, której

nie chcą już gwałcić,

jak spoliczkowany trup,

jak konający, któremu

plują w twarz,

jak żywe zwierzę, gdy

umierając w rzeźni

staje sę artykułem spożywczym,

poniżona jak padlina,

pogardzająca sobą,

jak kał padliny,

upokorzona

tak głęboko,

jak nigdy nie może być  upokorzony

mężczyzna –

kobieta

na stole ginekologicznym

pod spojrzeniem

lekarzy. 


Szekspir. Poskromienie złośnicy

Renesansowy aktor

wywijając batem

goni po scenie dziewczynę,

która zbuntowała się

przeciw losowi dziewczyny.

Mężczyźni dwudziestego wieku

biją brawo. 


Ona nie chce

Jej matka

cierpiała całe życie.

Urodziła ją

na cierpienie.

Ale ona nie chce cierpieć.

Ona nienawidzi

matki.

Wyciąga pięści do nieba,

pięściami

pisze po niebie

od horyzontu do horyzontu:

Nie chcę. 


Pod czarną  gwiazdą

Urodzone pod czarną gwiazdą

urodziłyśmy

świat. 


Wszystkie wiersze pochodzą  z tomu „Jestem baba”, Wydawnictwo Literackie, Kraków: 1973

 

Zmieniony: wtorek, 13 kwietnia 2010 00:04
 
Poświęcenie dla ideału takich tytanów ducha jak Lenin musi przynieść owoce. Szlachetność jego zatracenia się dla sprawy będzie przykładem przez kolejne wieki, a jego ideał sięgnie doskonałości.
Mahatma Gandhi
Reklama