|
My country is my home. Ojczyzna Jest moim domem. Mnie w udziele Dom polski przypadł. To - ojczyzna. A inne kraje są hotele. Mój dom. Mieszkanie. Pokój. Biurko. A w nim (pamiętasz?) ta szuflada, Do której się przez lata składa Nie używane już portfele,
Wygasłe kwity, wizytówki, Resztki żarówki, ćwierć-ołówki... Leży tam spinka, fajka, śrubka, Syndetikonu pusta tubka, Jakaś pincetka czy pipetka, Stara podarta portmonetka. Kostka do gry, koreczek szklany. Bilet na dworcu nie oddany, Szary zamszowy futeralik, Zeschły pędzelek, lak, medalik, Przycisk z jaszczurką bez ogona, Legitymacja przedawniona, Brązowe pióro wypalane Z białym napisem "Zakopane". Korbka od czegoś, klucz do czegoś, Lecz już oboje "do niczegoś" Słowem, wiesz, jaka to szulflada... A gdy jej wnętrze dobrze zbadasz, Znajdziesz tam małe zasuszone Serce twe, w gratach zagubione... Więc nie wyrzucaj nic, nie sprzątaj... Przyda, nie przyda się -- niech leży. Oszczędzaj graty przy "porządkach" W takich szufladach i zakątkach, Boś z każdym cząstkę życia przeżył I trwasz, nie wiedząc, z tą starzyzną... Jak z tą szufladą, tak z ojczyzną: Nic nie wyrzucisz. Coś ci wzbrania Przetrząsnąć lamus przywiązania I "niepotrzebne", "nieużyte" Usunąć. Niech zostanie z tobą. Zabobon, mówisz? Tak, zabobon... Ludzie uczeni zwą to - mitem. I z tej codziennej mitologii Nagłych, z zaułka, zjawień, olśnień, To z barwy, z linii, to z melodii Chwila ojczyzną ci wyrośnie. Zjawi się taka niewątpliwa, Wyłączna, nie do podrobienia, Że poznasz z echa, zwęszysz z cienia To ona - twoja, własna, żywa.
A to silniejsze niż potęga Batorych, Chrobrych, Jagiellonów, Niż pompatyczna dziejów księga, Niż namaszczona rozbajęda Bombastów, bardów, fanfaronów! O, te histriony historyczne! O, ci histerycy historii, Rymarze "glorii" i "wiktorii", Gęsi skrzeczące na zapłotkach O swych kapitolińskich przodkach! O, historyczne rymochlasty, "Patosem dziejów" rozegżone, Skrzydła te szkapy, zaprzężone W dziejowy rydwan drabiniasty". Dalej będziecież Polskę włóczyć Po "szlakach" "misjach" "przeznaczeniach"? Znowu się będzie byle szczeniak, Fuks gazeciarski i codzienniak Tłustością dawnej chwały tuczyć? A szlag niech raz te "szlaki" trafi! Zamiast historii rozbuchanej, Może by trochę, dla odmiany, Botaniki lub geografii? A kysz, bajczarzu bałamutny, Plotący szumne historyzmy! Nie okryć matejkowskim płótnem Nędzy, nagości, ran ojczyzny! Na wielkość będziesz ją skazywał, Na przeznaczenie, orły, szczerbce, A lud ci będzie pokazywał Łatane portki, zdarte kierpce? Będziesz swym piórkiem naród wodził Na historyczne dęte szlaki, A on o głodzie i o chłodzie Po kurnych chatach będzie smrodził I pasem ściskał puste flaki Albo pogubi je, wyprute, Na krwawych drogach ku "wielkości"... Legną kurhany białych kości Na polach... To jedyny skutek Arcydziejowych wspaniałości. (...) Nie chcemy milionowych czeków, Płatnych na Marsie za sto wieków! Drobne, lecz na stół! Dzień zwyczajny! Dzisiejszy dzień strapionym dajmy! Banknot radości - nie numizmat - I bilon szczęścia - nie brakteat! - A piękny historyczny teatr W muzeum może mieć ojczyzna! O, spekulanci! O, rzeźnicy, Którzy na ladzie swojej jatki Padlinę macie dla ulicy, Kości pradziadów i odpadki, A Dzień Dzisiejszy - tłusty, świeży - Pod ladą wielkim połciem leży: To - dla was. To wynagrodzenie Za patriotyzm i natchnienie. O telewizjonerzy świetni! Zapowiadacze szczęśliwości, Propagujący "wyścig", "pościg", Wszystko dla jutra, dla Przyszłości, A dzisiaj - bankiet dla proroka: Za bystrość przezierczego oka, Za śmiałość przenikliwych wejrzeń, Za wiarę, ufność i za "hejże!... A innym - generalny pościk.
|