Kultura Proza Artur Domosławski, Jak spiskowałem z Jerzym Illgiem
Artur Domosławski, Jak spiskowałem z Jerzym Illgiem PDF Drukuj Email
Ocena użytkowników: / 3
SłabyŚwietny 
Kultura - Proza
Wpisany przez PMB   
niedziela, 21 marca 2010 17:40

Nie nadużyłem niczyjego zaufania. Chciałem przedstawić prawdziwą historię człowieka uwikłanego, z którym byłem w przyjaźni. Tymczasem chciano mnie potraktować jako osobę do wynajęcia. Podjąłem ryzyko napisania prawdy.

Zima/wiosna 2007: Koleżanka z redakcji "Gazety" Ania Bikont namawia mnie do podjęcia wspólnej pracy nad biografią Kapuścińskiego. Waham się czy chcę, mam chwilowo inne plany, ale po namyśle mówię: TAK. Przecież przez ostatnie dziewięć lat życia Ryśka często u niego bywałem, przegadaliśmy dziesiątki godzin, byliśmy w przyjaźni. Pozostał w mojej pamięci jako ktoś bliski, drogi, jako mój mistrz.

Razem z Anią chcemy poprosić panią Alicję Kapuścińską o dostęp do archiwum, jednak Ania jest u pani Kapuścińskiej "spalona". Chwilę temu przeprowadziła wywiad dla "Gazety Wyborczej" z Izabellą i Jerzym Nowakami, najbliższymi przyjaciółmi Ryśka. Pani Alicja jest wściekła na Nowaków i na Anię: zarzuca im kilka - kompletnie nieznaczących - pomyłek (np. Nowakowie mówią, że w Afryce Rysiek zachorował na gruźlicę a potem na malarię, a kolejność była odwrotna).

A wywiad jest fascynujący, po raz pierwszy ktoś powiedział o Ryśku jako człowieku coś naprawdę! Kapuścińska ma tymczasem pretensje, że mówią, że Rysiek był typem macho, albo że kiedyś powiedział coś "po kielichu". Zdaniem wdowy, tak o jej mężu mówić nie można.

Idę więc na rozmowę z panią Kapuścińską sam. Informuję, że pracujemy z Anią nad biografią Ryśka i proszę o udostępnienie archiwum. Pani Alicja wyraża niechęć do mojej koleżanki, wypowiada surowe zasłyszane sądy o jej - napisanej wspólnie z Joanną Szczęsną wybitnej w moim przekonaniu książce - "Lawina i kamienie"; krytykuje jej wywiad z Nowakami. Nie chce, żebym pracował razem z Anią. Odpowiadam na to stanowczo, że nie mogę przystać na to żądanie, umówiłem się z Anią, że pracujemy razem i tak będzie. Pani Alicja mięknie, mówi, że w takim razie traktuje mnie jako gwaranta, że książka będzie napisana z empatią dla Ryśka. To dla mnie oczywiste.

W rozmowie pani Alicja wyraża też pragnienie, aby nasza książka była poświęcona recepcji zagranicznej twórczości Kapuścińskiego. Odpowiadam, że piszemy biografię, a wątek recepcji zagranicznej twórczości oczywiście się w niej pojawi. Pani Kapuścińska mówi, że OK i udostępnia mi archiwum.

Zaczynam tam przychodzić dopiero późną jesienią 2007 roku w trakcie pracy nad tekstem o pracowni Kapuścińskiego, który na łamach "Gazety Wyborczej" zapowiem jako fragment nowo powstającej książki.

Przez kilka pierwszych miesięcy niewiele się dzieje: sporo rozmawiamy z Anią o przyszłej książce, ale coś się to wszystko ślimaczy. Jestem zbyt zajęty bieżącą pracą dla "Gazety".

Pierwszy mail od Illga

Coś drgnęło po publikacji mojego artykułu o pracowni Ryśka w "Gazecie Wigilijnej". Jeszcze w noc wigilijną dostaję email od redaktora naczelnego "Znaku" Jerzego Illga z propozycją podpisania umowy na książkę o Kapuścińskim. W e-mailu Illg spekuluje, że taka mogłaby być wola zmarłego (tj., żeby taka książka ukazała się w "Znaku", co wydaje mi się humorystyczne, ale przecież każdy lubi chwalić swoje). W e-mailu Illga pojawia się nazwa wydawnictwa Świat Książki w negatywnym kontekście, co odbieram jako zagrywkę przeciwko konkurencji.

Negocjuję warunki umowy na książkę równocześnie ze Znakiem i Światem Książki. Mniej więcej w tym czasie Ania rezygnuje ze wspólnej pracy nad biografią i - jak mi wówczas wyznaje - chce się zająć innymi, swoimi tematami.

Decyduję się na "Znak": dają lepsze warunki, mają częściowo sfinansować moje podróże zagraniczne. Super! 29 kwietnia 2008 r. podpisujemy umowę na BIOGRAFIĘ Ryszarda Kapuścińskiego. Jerzy Illg się cieszy.

Wtedy właśnie - wiosną 2008 - zaczynam częściej przychodzić do pracowni (archiwum) Ryśka. Często rozmawiam z panią Alicją - o Ryśku, o ich córce, o książkach, które o Ryśku wychodzą, o spotkaniach pani Alicji z czytelnikami jej męża.

Co jakiś czas - i ku mojemu zaskoczeniu - wraca temat charakteru książki, jaką piszę: pani Alicja podtrzymuje pragnienie, żeby książka, nad którą pracuję była poświęcona recepcji zagranicznej twórczości Kapuścińskiego. Odpowiadam to samo, co wcześniej: piszę biografię, a w/w aspekt recepcji zagranicznej dzieła będzie w niej obecny. Pani Alicja przytakuje, dalej wpuszcza mnie do archiwum. Za jakiś czas rozmowa taka powtórzy się znowu i znowu.

Dzielę się wątpliwościami z przyjaciółmi, a także z moim ówczesnym wydawcą Jerzym Illgiem: co mam zrobić z oczekiwaniami pani Alicji, uważającej się za strażniczkę legendy Ryśka, której nie chcę urazić - w sytuacji gdy z każdej strony "wypływają" w trakcie moich poszukiwań nowe wiadomości, nieznane fakty? Nie wygłupiaj się, mówią wszyscy, pracujesz nad książką o Ryśku. Nikt nie ma prawa cię kontrolować. Kropka. Do spokojnej dalszej pracy nad biografią namawia mnie również Jerzy Illg. Wiem, że chcę napisać o Ryśku książkę prawdziwą.

Czerwiec 2008

Moje rozterki rozwiązuje sama pani Alicja. Za jej wiedzą i z jej rekomendacji lecę do Vancouver rozmawiać z mieszkającą tam siostrą Kapuścińskiego. Mamy rozmawiać o dzieciństwie, latach wojny, domu rodzinnym Kapuścińskich, jej relacjach z Ryśkiem i rodzicami, decyzji o emigracji i reakcjach na to Ryśka. Uff, uważam, że pani Alicja przyjęła w końcu do wiadomości, że to będzie książka o Ryśku jako człowieku, w której będzie mowa zarówno o jego życiu, jak i twórczości. Cieszę się, że nie będziemy więcej prowadzić jałowych rozmów w tej sprawie.

Sprawa teczkowa

Jednak tuż przed lub tuż po powrocie z Kanady pojawia się zupełnie inny problem. Pani Alicja wyraża oburzenie tym, że w innej książce o Kapuścińskim, którą również ma wydać "Znak" (Beaty Nowackiej i Zygmunta Ziątka) będzie poruszona sprawa współpracy Ryśka z wywiadem PRL. Pani Alicja pomstuje na Illga, który - jak mi zrelacjonowała - powiedział jej, że sprawy teczkowej nie można przecież "zamieść pod dywan", gdyż jest publicznie znana po publikacjach "Newsweeka" z 2007 roku. Pani Alicja wypowiada do mnie taką oto myśl: po co wspominać o sprawie "teczkowej"; za 20 lat ktoś tę książkę weźmie do ręki i się dowie, że taka sprawa w ogóle była.

W czasie tej rozmowy zapala mi się światełko ostrzegawcze: powracają myśli, że trudno będzie o napisanie prawdziwej biografii Ryśka, nie stroniącej od tzw. kontrowersyjnych wątków i pozostanie w zgodzie z panią Alicją. Bo skoro protestuje przeciwko wspomnieniu samego faktu współpracy Kapuścińskiego z wywiadem PRL, na dodatek w książce jednoznacznie pozytywnej o jej mężu... Uświadamiam sobie, że gdy w czasie naszych spotkań wypływa jakiś temat drażliwy, pani Alicja nie podejmuje rozmowy.

Dzielę się tymi przemyśleniami i obserwacjami z Illgiem. Proszę, żeby w związku z tym w swoich rozmowach z panią Alicją nie informował o zawartości konspektu książki. Mam przecież pisać o wszystkim: skomplikowanej drodze politycznej Ryśka w PRL, o sprawie "teczkowej", o sprawie zmyśleń w reportażu... Czuję, że za chwilę może się okazać, iż - zdaniem pani Alicji - o niczym kontrowersyjnym w biografii jej męża nie wolno napisać. A ja nie chcę awantur, chcę spokojnie pracować. Uważam zresztą, że kontrolowanie przez bliskich zawartości książek czy artykułów o ich zmarłych współmałżonkach, krewnych za rzecz niezdrową, sprzeczną z regułami zawodu, swobody wypowiedzi. Illg w pełni podziela moje przekonanie, obiecuje dyskrecję. Umawiamy się, że przed publikacją mojej książki pani Alicja Kapuścińska nie pozna jej treści. Umawiamy się na wszelki wypadek - nigdy nie obiecywałem pani Alicji pokazania książki przed publikacją, ona sama zresztą o to nie prosiła.

Interesy wydawnictwa

W tej samej rozmowie lub w którejś, którą odbyliśmy w tamtym czasie, pojawia się wątek, którego wagę zacząłem rozumieć dużo później: Illg sugeruje, żebym o kontrowersjach w biografii Kapuścińskiego pisał ostrożnie, albowiem on musi dbać o interesy ekonomiczne wydawnictwa, tj. nie może stracić praw do wydawania "Podróży z Herodotem" Kapuścińskiego. Ponadto - jak mi mówi - stara się o uzyskanie w przyszłości praw do wydawania całej twórczości Kapuścińskiego w tzw. wydaniach kieszonkowych. Pojawia się konflikt interesów.

Po raz pierwszy, ale nie ostatni odczuwam, że znalazłem się między wdową pilnującą legendy zmarłego męża a wydawcą, dla którego liczą się przede wszystkim pieniądze. Mówię Illgowi, że skrępowany myślą o interesach ekonomicznych "Znaku", nie napiszę ani jednego zdania. Deklaruję, że będę pisał to, co uważam za stosowne, i mówię, że jeśli uzna wydanie mojej książki za kłopotliwe dla "Znaku", to niech ją odsprzeda innemu wydawcy. Illg wylewa oliwę na moje wzburzenie: ależ panie Arturze, spokojnie, niech pan pisze o wszystkim. Tylko ostrożnie.

Na jakiś czas zapomniałem o tamtej rozmowie. Przychodziłem dalej do archiwum Ryśka, rozmawiałem z panią Alicją. Wszystko toczyło się normalnie.

Latem 2008, w sierpniu, zacząłem w końcu pisać książkę. Pojechałem do Buenos Aires zaproszony na różne panele dyskusyjne o Polsce i także o Kapuścińskim. Zostałem tam dłużej i w Buenos napisałem pierwsze rozdziały.

Wywiad z p. Alicją

Po powrocie znacznie rzadziej przychodziłem do archiwum, wydawało mi się, że wszystko, co było ciekawego w nim do znalezienia, już mam. Wpadałem czasem do pani Alicji porozmawiać, ot tak. Pod koniec 2008 roku postanowiłem zrobić z nią wywiad dla "Dużego Formatu", dodatku do "Gazety Wyborczej", o Ryśku jako mężu i ojcu. Poprosiłem o współpracę Teresę Torańską, która jest mistrzynią przeprowadzania wywiadów, i z którą ja sam nie mogę się w tej materii równać. Uważałem, że w obecności kobiety pani Alicja bardziej się otworzy; że będzie to dla niej o wiele bardziej komfortowa sytuacja niż taka rozmowa sam na sam - także o trudnych sprawach małżeńskich - ze mną, czyli facetem sporo młodszym od jej córki.

W rozmowie pani Alicja mówi o niełatwym nieraz życiu pod nieobecność męża korespondenta zagranicznego, o skomplikowanych relacjach ich obojga z córką; wspomina też dyskretnie o innych kobietach w życiu męża. Wywiad ukazał się z okazji drugiej rocznicy śmierci Kapuścińskiego. Cieszyłem się, że dzięki tamtej rozmowie mam materiał do tych fragmentów książki, które opowiadają o powikłanym życiu rodzinnym Kapuścińskich.

Artykuł ukazał się w Gazecie Wyborczej.

 

Zmieniony: niedziela, 21 marca 2010 17:44
 
Mimo dużych zróżnicowań wewnętrznych, które w końcu stanowią jedno z wielkich bogactw galaktyki alterglobalistycznej, i wobec głównego niebezpieczeństwa, którym jest możliwość wszczęcia przez Stany Zjednoczone kolejnych wojen "prewencyjnych", cały wachlarz sił alterglobalistycznych, od najbardziej radykalnych po najbardziej umiarkowane, powinien połączyć swe siły. To jedyny sposób, aby w końcu zbudować ten inny możliwy świat, którego każda z tych sił gorąco sobie życzy.

Samir Amin
Reklama