|
Nie nadużyłem niczyjego zaufania. Chciałem przedstawić prawdziwą historię człowieka uwikłanego, z którym byłem w przyjaźni. Tymczasem chciano mnie potraktować jako osobę do wynajęcia. Podjąłem ryzyko napisania prawdy.
Zima/wiosna 2007: Koleżanka z redakcji "Gazety" Ania Bikont namawia mnie do podjęcia wspólnej pracy nad biografią Kapuścińskiego. Waham się czy chcę, mam chwilowo inne plany, ale po namyśle mówię: TAK. Przecież przez ostatnie dziewięć lat życia Ryśka często u niego bywałem, przegadaliśmy dziesiątki godzin, byliśmy w przyjaźni. Pozostał w mojej pamięci jako ktoś bliski, drogi, jako mój mistrz.
Razem z Anią chcemy poprosić panią Alicję Kapuścińską o dostęp do archiwum, jednak Ania jest u pani Kapuścińskiej "spalona". Chwilę temu przeprowadziła wywiad dla "Gazety Wyborczej" z Izabellą i Jerzym Nowakami, najbliższymi przyjaciółmi Ryśka. Pani Alicja jest wściekła na Nowaków i na Anię: zarzuca im kilka - kompletnie nieznaczących - pomyłek (np. Nowakowie mówią, że w Afryce Rysiek zachorował na gruźlicę a potem na malarię, a kolejność była odwrotna).
A wywiad jest fascynujący, po raz pierwszy ktoś powiedział o Ryśku jako człowieku coś naprawdę! Kapuścińska ma tymczasem pretensje, że mówią, że Rysiek był typem macho, albo że kiedyś powiedział coś "po kielichu". Zdaniem wdowy, tak o jej mężu mówić nie można. Idę więc na rozmowę z panią Kapuścińską sam. Informuję, że pracujemy z Anią nad biografią Ryśka i proszę o udostępnienie archiwum. Pani Alicja wyraża niechęć do mojej koleżanki, wypowiada surowe zasłyszane sądy o jej - napisanej wspólnie z Joanną Szczęsną wybitnej w moim przekonaniu książce - "Lawina i kamienie"; krytykuje jej wywiad z Nowakami. Nie chce, żebym pracował razem z Anią. Odpowiadam na to stanowczo, że nie mogę przystać na to żądanie, umówiłem się z Anią, że pracujemy razem i tak będzie. Pani Alicja mięknie, mówi, że w takim razie traktuje mnie jako gwaranta, że książka będzie napisana z empatią dla Ryśka. To dla mnie oczywiste. W rozmowie pani Alicja wyraża też pragnienie, aby nasza książka była poświęcona recepcji zagranicznej twórczości Kapuścińskiego. Odpowiadam, że piszemy biografię, a wątek recepcji zagranicznej twórczości oczywiście się w niej pojawi. Pani Kapuścińska mówi, że OK i udostępnia mi archiwum. Zaczynam tam przychodzić dopiero późną jesienią 2007 roku w trakcie pracy nad tekstem o pracowni Kapuścińskiego, który na łamach "Gazety Wyborczej" zapowiem jako fragment nowo powstającej książki. Przez kilka pierwszych miesięcy niewiele się dzieje: sporo rozmawiamy z Anią o przyszłej książce, ale coś się to wszystko ślimaczy. Jestem zbyt zajęty bieżącą pracą dla "Gazety". Pierwszy mail od Illga Coś drgnęło po publikacji mojego artykułu o pracowni Ryśka w "Gazecie Wigilijnej". Jeszcze w noc wigilijną dostaję email od redaktora naczelnego "Znaku" Jerzego Illga z propozycją podpisania umowy na książkę o Kapuścińskim. W e-mailu Illg spekuluje, że taka mogłaby być wola zmarłego (tj., żeby taka książka ukazała się w "Znaku", co wydaje mi się humorystyczne, ale przecież każdy lubi chwalić swoje). W e-mailu Illga pojawia się nazwa wydawnictwa Świat Książki w negatywnym kontekście, co odbieram jako zagrywkę przeciwko konkurencji. Negocjuję warunki umowy na książkę równocześnie ze Znakiem i Światem Książki. Mniej więcej w tym czasie Ania rezygnuje ze wspólnej pracy nad biografią i - jak mi wówczas wyznaje - chce się zająć innymi, swoimi tematami. Decyduję się na "Znak": dają lepsze warunki, mają częściowo sfinansować moje podróże zagraniczne. Super! 29 kwietnia 2008 r. podpisujemy umowę na BIOGRAFIĘ Ryszarda Kapuścińskiego. Jerzy Illg się cieszy. Wtedy właśnie - wiosną 2008 - zaczynam częściej przychodzić do pracowni (archiwum) Ryśka. Często rozmawiam z panią Alicją - o Ryśku, o ich córce, o książkach, które o Ryśku wychodzą, o spotkaniach pani Alicji z czytelnikami jej męża. Co jakiś czas - i ku mojemu zaskoczeniu - wraca temat charakteru książki, jaką piszę: pani Alicja podtrzymuje pragnienie, żeby książka, nad którą pracuję była poświęcona recepcji zagranicznej twórczości Kapuścińskiego. Odpowiadam to samo, co wcześniej: piszę biografię, a w/w aspekt recepcji zagranicznej dzieła będzie w niej obecny. Pani Alicja przytakuje, dalej wpuszcza mnie do archiwum. Za jakiś czas rozmowa taka powtórzy się znowu i znowu. Dzielę się wątpliwościami z przyjaciółmi, a także z moim ówczesnym wydawcą Jerzym Illgiem: co mam zrobić z oczekiwaniami pani Alicji, uważającej się za strażniczkę legendy Ryśka, której nie chcę urazić - w sytuacji gdy z każdej strony "wypływają" w trakcie moich poszukiwań nowe wiadomości, nieznane fakty? Nie wygłupiaj się, mówią wszyscy, pracujesz nad książką o Ryśku. Nikt nie ma prawa cię kontrolować. Kropka. Do spokojnej dalszej pracy nad biografią namawia mnie również Jerzy Illg. Wiem, że chcę napisać o Ryśku książkę prawdziwą. Czerwiec 2008 Moje rozterki rozwiązuje sama pani Alicja. Za jej wiedzą i z jej rekomendacji lecę do Vancouver rozmawiać z mieszkającą tam siostrą Kapuścińskiego. Mamy rozmawiać o dzieciństwie, latach wojny, domu rodzinnym Kapuścińskich, jej relacjach z Ryśkiem i rodzicami, decyzji o emigracji i reakcjach na to Ryśka. Uff, uważam, że pani Alicja przyjęła w końcu do wiadomości, że to będzie książka o Ryśku jako człowieku, w której będzie mowa zarówno o jego życiu, jak i twórczości. Cieszę się, że nie będziemy więcej prowadzić jałowych rozmów w tej sprawie. Sprawa teczkowa Jednak tuż przed lub tuż po powrocie z Kanady pojawia się zupełnie inny problem. Pani Alicja wyraża oburzenie tym, że w innej książce o Kapuścińskim, którą również ma wydać "Znak" (Beaty Nowackiej i Zygmunta Ziątka) będzie poruszona sprawa współpracy Ryśka z wywiadem PRL. Pani Alicja pomstuje na Illga, który - jak mi zrelacjonowała - powiedział jej, że sprawy teczkowej nie można przecież "zamieść pod dywan", gdyż jest publicznie znana po publikacjach "Newsweeka" z 2007 roku. Pani Alicja wypowiada do mnie taką oto myśl: po co wspominać o sprawie "teczkowej"; za 20 lat ktoś tę książkę weźmie do ręki i się dowie, że taka sprawa w ogóle była. W czasie tej rozmowy zapala mi się światełko ostrzegawcze: powracają myśli, że trudno będzie o napisanie prawdziwej biografii Ryśka, nie stroniącej od tzw. kontrowersyjnych wątków i pozostanie w zgodzie z panią Alicją. Bo skoro protestuje przeciwko wspomnieniu samego faktu współpracy Kapuścińskiego z wywiadem PRL, na dodatek w książce jednoznacznie pozytywnej o jej mężu... Uświadamiam sobie, że gdy w czasie naszych spotkań wypływa jakiś temat drażliwy, pani Alicja nie podejmuje rozmowy.
Dzielę się tymi przemyśleniami i obserwacjami z Illgiem. Proszę, żeby w związku z tym w swoich rozmowach z panią Alicją nie informował o zawartości konspektu książki. Mam przecież pisać o wszystkim: skomplikowanej drodze politycznej Ryśka w PRL, o sprawie "teczkowej", o sprawie zmyśleń w reportażu... Czuję, że za chwilę może się okazać, iż - zdaniem pani Alicji - o niczym kontrowersyjnym w biografii jej męża nie wolno napisać. A ja nie chcę awantur, chcę spokojnie pracować. Uważam zresztą, że kontrolowanie przez bliskich zawartości książek czy artykułów o ich zmarłych współmałżonkach, krewnych za rzecz niezdrową, sprzeczną z regułami zawodu, swobody wypowiedzi. Illg w pełni podziela moje przekonanie, obiecuje dyskrecję. Umawiamy się, że przed publikacją mojej książki pani Alicja Kapuścińska nie pozna jej treści. Umawiamy się na wszelki wypadek - nigdy nie obiecywałem pani Alicji pokazania książki przed publikacją, ona sama zresztą o to nie prosiła. Interesy wydawnictwa W tej samej rozmowie lub w którejś, którą odbyliśmy w tamtym czasie, pojawia się wątek, którego wagę zacząłem rozumieć dużo później: Illg sugeruje, żebym o kontrowersjach w biografii Kapuścińskiego pisał ostrożnie, albowiem on musi dbać o interesy ekonomiczne wydawnictwa, tj. nie może stracić praw do wydawania "Podróży z Herodotem" Kapuścińskiego. Ponadto - jak mi mówi - stara się o uzyskanie w przyszłości praw do wydawania całej twórczości Kapuścińskiego w tzw. wydaniach kieszonkowych. Pojawia się konflikt interesów. Po raz pierwszy, ale nie ostatni odczuwam, że znalazłem się między wdową pilnującą legendy zmarłego męża a wydawcą, dla którego liczą się przede wszystkim pieniądze. Mówię Illgowi, że skrępowany myślą o interesach ekonomicznych "Znaku", nie napiszę ani jednego zdania. Deklaruję, że będę pisał to, co uważam za stosowne, i mówię, że jeśli uzna wydanie mojej książki za kłopotliwe dla "Znaku", to niech ją odsprzeda innemu wydawcy. Illg wylewa oliwę na moje wzburzenie: ależ panie Arturze, spokojnie, niech pan pisze o wszystkim. Tylko ostrożnie. Na jakiś czas zapomniałem o tamtej rozmowie. Przychodziłem dalej do archiwum Ryśka, rozmawiałem z panią Alicją. Wszystko toczyło się normalnie. Latem 2008, w sierpniu, zacząłem w końcu pisać książkę. Pojechałem do Buenos Aires zaproszony na różne panele dyskusyjne o Polsce i także o Kapuścińskim. Zostałem tam dłużej i w Buenos napisałem pierwsze rozdziały. Wywiad z p. Alicją Po powrocie znacznie rzadziej przychodziłem do archiwum, wydawało mi się, że wszystko, co było ciekawego w nim do znalezienia, już mam. Wpadałem czasem do pani Alicji porozmawiać, ot tak. Pod koniec 2008 roku postanowiłem zrobić z nią wywiad dla "Dużego Formatu", dodatku do "Gazety Wyborczej", o Ryśku jako mężu i ojcu. Poprosiłem o współpracę Teresę Torańską, która jest mistrzynią przeprowadzania wywiadów, i z którą ja sam nie mogę się w tej materii równać. Uważałem, że w obecności kobiety pani Alicja bardziej się otworzy; że będzie to dla niej o wiele bardziej komfortowa sytuacja niż taka rozmowa sam na sam - także o trudnych sprawach małżeńskich - ze mną, czyli facetem sporo młodszym od jej córki. W rozmowie pani Alicja mówi o niełatwym nieraz życiu pod nieobecność męża korespondenta zagranicznego, o skomplikowanych relacjach ich obojga z córką; wspomina też dyskretnie o innych kobietach w życiu męża. Wywiad ukazał się z okazji drugiej rocznicy śmierci Kapuścińskiego. Cieszyłem się, że dzięki tamtej rozmowie mam materiał do tych fragmentów książki, które opowiadają o powikłanym życiu rodzinnym Kapuścińskich.
Artykuł ukazał się w Gazecie Wyborczej.
|