W świecie boksu zawodowego Edwin „El Inca” Valero ma opinię jednego z najefektowniejszych i najbardziej niebezpiecznych w ringu zawodników wagi lekkiej. Wszystkie ze swoich 26 walk wygrał przed czasem, z tego 19 walk już w pierwszej rundzie!
Jego ostatnie zwycięstwo, które dało mu tytuł mistrza świata najbardziej prestiżowej federacji boksu zawodowego (WBC) wprawiło w zachwyt wszystkich fanów pięściarstwa. 4 kwietnia na ringu w Austin (Teksas, USA) w walce o swój pierwszy poważny pas mistrzowski, Valero już w drugiej rundzie znokautował reprezentującego Kolumbię Antonio Pitaluę. Szybkość, niesamowita technika i siła ciosu, perfekcyjne poruszanie się w ringu – to największe sportowe atuty Valero.
Ten 28-letni wenezuelski król nokautu swoją karierę sportową rozpoczął bardzo wcześnie, bo mając zaledwie 12 lat. W boksie amatorskim zdobył aż trzykrotnie tytuł mistrza swojego kraju, na koncie ma również m.in. tytuł mistrza Ameryki Południowej. Przygodę z boksem amatorskim zakończył z imponującym rekordem 86 wygranych walk przy zaledwie 6 walkach przegranych. Swoją pierwszą walkę na ringu zawodowym stoczył w 2002 r., jak się później okazało, był to początek serii 18 walk wygranych przez nokaut w pierwszej rundzie, co pod tym względem jest swoistym rekordem świata!
Ale Edwin Valero to nie tylko wspaniały bokser. W Wenezueli znany jest również ze swojego poparcia dla prezydenta Hugo Chaveza i jego socjalistycznych reform. Jak się można łatwo domyślić, właśnie ten fakt zaważył na odebraniu mu licencji bokserskiej i zakazie walk w Stanach Zjednoczonych. Oficjalnym powodem odebrania wenezuelskiemu pięściarzowi prawa do występowania na ringach zawodowych w USA stały się jego rzekome kłopoty ze zdrowiem (w 2001 r. Valero miał wypadek motocyklowy). Choć El Inca może walczyć bez przeszkód w Europie, Ameryce Południowej, czy w Japonii, gdzie jest niezwykle popularny i gdzie posiada niemalże status „gwiazdy”, to w USA ciągle zakazuje się mu występów. Wyjątkiem jest stan Teksas, gdzie komisja sportowa potwierdziła to, co było wiadome wcześniej po badaniach lekarskich w innych krajach. Valero jest zdrowy, chory jest jedynie zakaz (polityczny), który stoi na drodze rozwoju kariery sportowej być może jednego z największych talentów bokserskich ostatnich kilkunastu lat.
Co tak bardzo kłuje w oczy przeciwników Valero, nie tylko w USA, ale także w samej Wenezueli? Prawdopodobnie to, że nie kryje się on ze swoimi socjalistycznymi poglądami, oraz, że w świecie sportu uchodzi za ambasadora reform społecznych i politycznych, które mają dziś miejsce w Wenezueli. Valero na każdym kroku podkreśla, jak ważne dla niego jest to wszystko, co obecnie dzieje się w jego kraju. Nie ma wątpliwości, po której stanąć stronie, czego symbolicznym wyrazem może być choćby to, iż kiedy walczy, na jego bokserskich spodenkach zawsze widnieją jakieś lewicowe hasła... a nawet podobizna Chaveza.
Jednak jego poparcie dla sprawy socjalizmu nie kończy się tylko na słowach i gestach. Valero postanowił podzielić się tym, co już zarobił, założył więc fundację, której celem jest pomoc materialna ubogim sportowcom z Wenezueli. Za swoją działalność społeczną i promocję Wenezueli na arenie międzynarodowej otrzymał w 2007 r. odznaczenie państwowe, Order Wyzwoliciela III klasy. W obecności licznie zgromadzonej publiczności order przypiął mu sam prezydent Chávez, z którym Valero nie omieszkał… zamarkować kilku bokserskich ciosów.
W jednym z wywiadów zapytany, jak układa się jego przyjaźń z prezydentem Wenezueli, odpowiedział: „To nie jest tak, że jesteśmy przyjaciółmi, po prostu kilka razy ze sobą rozmawialiśmy. Gorąco popieram jego polityczne pomysły. Ale nie mogę powiedzieć, że jestem jego przyjacielem. Prezydent to bardzo zajęty człowiek. Tym niemniej otrzymałem wsparcie jego rządu, gdy tego potrzebowałem. Np. założyliśmy fundację, która wspiera biednych wenezuelskich sportowców i muszę przyznać, że rząd dużo nam w tej pracy pomaga. Nie ustajemy w wysiłku, by pomagać potrzebującym”.
Edwin Valero następną walkę stoczy 25 lipca i tym samym będzie to jego pierwsza obrona tytułu mistrza świata federacji WBC. Nie wiadomo jeszcze, kto będzie jego przeciwnikiem.
Artykuł ukazał się w tygodniku "Trybuna Robotnicza". |