Kultura Sport Tomasz Rafał Wiśniewski, Kontredans z gwiazdami
Tomasz Rafał Wiśniewski, Kontredans z gwiazdami PDF Drukuj Email
Ocena użytkowników: / 3
SłabyŚwietny 
Kultura - Sport
Wpisany przez piotrek   
piątek, 10 września 2010 20:29

Pewien brytyjski kibic piłkarski stwierdził ostatnio, iż mecze między Anglią a Niemcami powinny być transmitowane w formacie czarno-białym i komentowane przez Winstona Churchilla. Doceniaj ąc brytyjskie poczucie humoru, które dało znać o sobie również w postaci klipu, gdzie na melodię najsłynniejszego przeboju Lady GaGi kibice śpiewają piosenkę zatytułowaną „At least we’re not as bad as France”, nie sposób oprzeć się wrażeniu, iż klęska Anglików w potyczce z naszymi sąsiadami stawia pod dużym znakiem zapytania nie tylko poziom futbolu na Wyspach ale przede wszystkim – samą ideę obecnego sposobu organizacji światowego piłkarstwa. Oto kraj, który, jak twierdzi ogromna część ekspertów, posiada najsilniejszą ligę na świecie, już od ponad 40 lat nie jest w stanie osiągnąć niczego na arenie międzynarodowej i co dwa lata naraża swoich sfanatyzowanych kibiców na głęboką frustrację, której ofiarami padają zazwyczaj lokalne ogródki piwne, nieszczęśliwie zaparkowane samochody oraz doborowe oddziały policyjne wszystkich zakątków naszego globu. Mimo kreowania przeróżnych medialnych gwiazd w rodzaju Davida Beckhama, reprezentacja Anglii od wielu już lat nie potrafi zaprezentować na światowej arenie zespołu, który dysponowałby przynajmniej trzema dobrymi pomocnikami, dwoma napastnikami, jednym przyzwoitym obrońcą i jednym choćby bramkarzem potrafiącym nie wypuszczać piłki z rąk.

Dzieje się tak dlatego, iż reprezentanci Anglii, jakkolwiek posiadający lukratywne kontrakty w najlepszych zespołach Premiership, w żadnym z nich nie odgrywają kluczowej roli i bardzo często w trakcie spotkań ligowych towarzysz ą na ławce rezerwowych takim gigantom futbolu jak Tomasz Kuszczak, czy Łukasz Fabiański. Jak powszechnie wiadomo, brak ogrania w meczach ligowych bądź pełnienie w drużynie roli drugoplanowej nie służy kreowaniu formy niezbędnej do osiągania sukcesów na imprezach rangi Mistrzostw Świata i w tym kontekście, wynik ostatniego meczu z Niemcami nie powinien nikogo dziwić. Już żenujące występy przeciwko USA i Algierii sugerowały jednoznacznie, iż nawet geniusz Fabia Capellego nie jest w stanie wydobyć z ociężałych gwiazdek zachowujących się na boisku jak bohaterowie Monthy Pythona żadnej, jak mawiają najwyraźniej poddani heglowskiemu ukąszeniu dzisiejsi piłkarscy komentatorzy, „istotnej jakości”, a katastrofa w Bloemfontein potwierdziła jedynie starą piłkarsk ą prawdę, że na boisku nie grają ani nazwiska, ani kontrakty.

Jak mawiał nieodżałowany Kazimierz Górski, mecz można wygrać, przegrać, albo zremisować. Sport polega, lub raczej, powinien polegać na tym, iż po równej i uczciwej walce zawodnicy bądź przeżywają gorycz porażki, bądź też pławi ą się w entuzjazmie triumfu. Problem nie leży więc w samej porażce ale raczej w stylu i atmosferze, w jakiej daną pora żkę się ponosi. To, co przydarzyło się na obecnych mistrzostwach Francji, Włochom, Anglii i najprawdopodobniej przydarzy się również Brazylii pokazuje jak głęboko schorowany jest światowy futbol, który czyniąc z piłkarzy celebrytów rangi Paris Hilton nie tylko odrywa ich od rzeczywistości dnia codziennego ale również – co szczególnie szokujące – odrywa ich od piłkarskiego rzemiosła.

Zaangażowani w niekończące się obowi ązki wobec sponsorów, występujący na niezliczonych głupkowatych galach i raz po raz dający się uwikłać w najprzeróż- niejsze mniej i bardziej domniemane skandale młodzi ludzie, bardzo często pochodzący z najbiedniejszych kręgów społeczeństwa, najzwyczajniej w świecie tracą poczucie rzeczywistości i na najwa żniejszych imprezach sportowych pojawiaj ą się zupełnie wypaleni, pozbawieni krzty sportowego entuzjazmu i po prostu – całkowicie wycieńczeni psychicznie.

Nie mam wątpliwości, iż piłkarze pokroju Lamparda, Rooneya, Riberyego czy Evry są wybitnymi talentami swego pokolenia oraz, że ich sportowy potencjał może budzić zazdrość każdego, kto ma jeszcze w pamięci ostatnią potyczkę polskich „orłów” z Hiszpanią. Nie zmienia to faktu, że ci utalentowani sportowcy przyjechali do Południowej Afryki z podświadomym przekonaniem o chęci jak najszybszego zakończenia sezonu i rozpoczęcia jakże wyczekiwanych wakacji. W konfrontacji z przeciętnymi reprezentantami Meksyku, Algierii czy młodymi i głodnymi sukcesu Niemcami, gwiazdy europejskich boisk oraz brukowców okazały się całkowicie bezradne i konia z rzędem temu, kto jest w stanie znaleźć magiczną formułę potrafią- cą na trwałe odmienić ten stan rzeczy.

Wszystko wskazuje na to, iż zachwycając się monstrualnymi wysokościami kontraktów oraz coraz bardziej wymyślnymi kreacjami, w których paradują światowi giganci futbolu, wszyscy przeoczyli fakt, iż sport jest bardzo specyficzną sferą kultury, której bezkarne sprowadzanie do wymiaru reality show musi ostatecznie skończyć się olbrzymim rozczarowaniem. Rozczarowaniem zarówno kibiców, jak i samych zawodników.

W całej tej historii na ironię zakrawa fakt, iż jedna z najbarwniejszych postaci światowej piłki nożnej jest dziś bardzo bliska osiągnięcia spektakularnego sukcesu, o jakim jeszcze pół roku temu nikt na dobrą sprawę powa żnie nie myślał. Mowa o Diego Maradonie, człowieku, którego wybór na selekcjonera drużyny Argentyny wydawa ł się większą dezynwolturą, niż decyzja generała Galtieriego o ataku na Malwiny. Ten poruszający się daleko poza granicą autopastiszu były genialny piłkarz najwyraźniej znacznie lepiej zrozumiał ducha współczesnego futbolu i, mniejsza o to, czy uczynił to w peł- ni świadomie, całą medialną wrzawę zogniskował... wokół własnej osoby.

Budząc ciągłe kontrowersje, prowokuj ąc skandale i nieustannie doprowadzaj ąc do białej gorączki zarówno argentyńskich, jak i zagranicznych dziennikarzy, Maradona roztoczył nad swoimi piłkarzami rodzaj ochronnego parasola pod którym ci ostatni, skądin ąd wybitnie utalentowani, najspokojniej w świecie przygotowywali się do zbliżającego się turnieju. Rolą Messiego, Teveza, Higuaina czy Verona jest w tej drużynie celnie podawać i strzelać bramki – rolą Maradony – organizować wokół siebie nieustanny cyrk, który paradoksalnie zapewnia piłkarzom doskonała atmosferę do gry i treningu. Wszyscy wiedzą, jakim samochodem porusza się argentyński trener, podobnie, jak każdy czytelnik dowolnej bulwarówki jest doskonale zorientowany w jego stanie majątkowym, stanie zdrowia, ilości odbytych kuracji odwykowych i częstotliwości wizyt u Fidela Castro. W czasie, gdy Maradona przepycha się z dziennikarzami, jego piłkarze pracują nad swoją formą i taki podział ról najwyraźniej wychodzi całej reprezentacji na dobre.

Być może, „boski Diego” podpatrzył tego rodzaju rozwiązanie u najgłośniejszego trenerskiego celebryty, jakim niewątpliwie w dalszym ciągu pozostaje Jose Mourinho ale nie zmienia to faktu, iż zarówno Inter Mediolan, jak i reprezentacja Argentyny znacznie lepiej radzą sobie z rzeczywistością współczesnego futbolu, niż te zespoły, w których status showmana przysługuje nawet rezerwowemu bramkarzowi.

Tylko czy podobny wniosek dotyczy wyłącznie futbolu?

 

Źródło: Nowy Tygodnik Popularny

 

Umrzeć w tym życiu - to rzecz łatwa, tworzyć życie - o wiele trudniej.

Włodzimierz Majakowski
Reklama