Kraj Dyskryminacja Społeczna "Z żebrania mam 500 zł, ale tu koszty są inne: wstyd i upokorzenie"
"Z żebrania mam 500 zł, ale tu koszty są inne: wstyd i upokorzenie" PDF Drukuj Email
Ocena użytkowników: / 0
SłabyŚwietny 
Kraj - Dyskryminacja społeczna
Wpisany przez PMB   
poniedziałek, 15 sierpnia 2011 14:47

Zapytaliśmy osoby proszące o datki na dworach i ulicach o to, ile miesięcznie potrafią uzbierać pieniędzy. Okazało się, że niektórzy żebracy wręcz wyspecjalizowali się w tym zajęciu i potrafią zarobić powyżej 1000 zł.

Żyją z tego, co dadzą im przechodzący ludzie. Czasem zamiast pieniędzy dostają bułkę lub drożdżówkę. Najczęściej trafili na ulice, bo stracili pracę. Gdy zabrakło pieniędzy na czynsz, zostali eksmitowani. Niektórzy stali się żebrakami na własne życzenie, inni, bo padli ofiarami nieszczęśliwych wypadków. Powszechnie uważa się, że żebracy to zwykli oszuści, ale są też tacy, którzy im współczują.
Nie oceniamy. Ciekawi nas, ile można zarobić na żebraniu.

 

Zapytaliśmy osoby żyjące z datków w trzech polskich miastach o to, jak bardzo ofiarni są Polacy i czy rzeczywiście da się przeżyć z tego, co ludzie wrzucą do ich puszki. Najczęściej nie otrzymywaliśmy odpowiedzi, ale kilka osób opowiedziało nam jak wygląda ich życie i za jakie kwoty żyją.

Kazimierz, Kraków

Z zawodu technik odzieżowy, stracił pracę w 1991, od tego czasu jest bezrobotny, kilka lat później rozwiódł się i żyje z tego, co mu ludzie wrzucą do puszki, mieszka w różnych miejscach. Mówi, że nie przysługuje mu renta, ani zasiłek, bo pracował na czarno. Ma 51 lat. Twierdzi, że z żebrania miesięcznie ma ok. 500 – 600 zł.

- To tak średnio. Najwięcej w tym roku uzbierałem w czerwcu - 950 zł. Są teraz turyści, to dają nawet euro. Potem muszę do kantoru chodzić. A jeden ksiądz dał mi 300 zł. A tak to ludzie wrzucają drobniaki, po 2 albo 5 zł. Jedna kobieta kiedyś wrzuciła mi do skarbonki, właściwie do kubeczka po jogurcie, kilka garści żółtych monet. Pogoniłem ją. Mówię, co pani, gdzie ja z tym pójdę, do banku? I tak w sklepach na mnie krzywo patrzą, jak im po złotówce wysypuję na ladę. A co dopiero po groszach! Jakoś się żyje, ale też był miesiąc, kiedy miałem dosłownie 100 zł na cały miesiąc. To było w lutym tego roku. Ciężki czas. Musiałem się ratować w Caritasie. A lato zawsze jest dobre, można spać na trawniku, w parku, ludzie dużo jedzenia wyrzucają.

Czytaj dalej...

Zmieniony: poniedziałek, 15 sierpnia 2011 15:06
 
W XVIII w. mnóstwo przeciętnych umysłów zajętych było szukaniem prawdziwej formuły w celu zaprowadzenia równowagi między stanami społecznymi, szlachtą, królem, parlamentem itd. A nazajutrz nie stało ani króla, ani parlamentu, ani szlachty.
Karol Marks
Reklama