Neoliberał Tusk bardzo pragnąłby, by obchody wyborów 4 czerwca, jak i inne „święta” związane z obaleniem „komuny” nie miały nic wspólnego z robotnikami. By można było powiedzieć wprost, że to spekulanci i bankierzy nas wyzwolili z tej „siermiężności”, wprowadzając „wolność” i „demokrację”.
Chciałby, ale nie może, bo robotnicy pamiętają, że to oni założyli niezależny związek zawodowy, oni skonstruowali 21 postulatów i to oni robili strajki. Ale w tym dysonansie między pragnieniem Tuska a pamięcią robotników kryje się cała prawda o transformacji ustrojowej. Wszystkie elity od 1989 roku próbują uzyskać legitymizację dla neoliberalnego kapitalizmu przywłaszczając sobie dziedzictwo pierwszej „Solidarności”. A przecież wśród 21 postulatów tejże nie ma mowy o kapitalizmie. Teraz szyki elit się trochę pokomplikowały, bo upada kolebka „Solidarności” - stocznia. Oczywiście niewiele je to obchodzi, ale uładzone wypielęgnowane kłamstwo historyczne, odnoszące się do stwierdzenia, że chodziło w tym wszystkim o kapitalizm, trochę „paskudzieje”. Bo stoczniowcy będą protestować i gwizdać na takich „spadkobierców” Solidarności, jak Tusk i drużyna. Wygranym ucieczki Tuska z Gdańska może być prezydent i PiS. Jednakże to będzie kolejna nic nie zmieniająca dla społeczeństwa wygrana. Bo PiS to też neoliberalizm jedynie retorycznie zatroskany o ludzi, jak na konserwatystów przystało. Dlatego możnym, bankierom i samej Platformie Obywatelskiej zależy na tym, by kojarzyć te protesty z PiS-em, twierdzić, że wszyscy związkowcy chodzą na „pasku” PiS-u. Bo to gwarancja, że nic w istocie się nie zmieni w naszym kraju. Gwarancja dla kapitalistów. Wyciągnijmy z tego wnioski – my, ludzie pracy i wybijmy się na niepodległość tworząc własny ruch, własne formacje i własną interpretacje transformacji ustrojowej. |