|
Zachód bał się „Solidarności” |
|
|
|
|
Historia Solidarności
|
|
Wpisany przez piotrek
|
|
poniedziałek, 14 grudnia 2009 16:07 |
|
Dziś obchodzimy rocznicę stanu wojennego. Zbigniew Marcin Kowalewski, delegat na pierwszy zjazd „Solidarności”, należał w tamtym okresie do najbardziej rozpoznawalnych związkowych radykałów. Po 13 grudnia wyemigrował do Francji, a obecnie pracuje w polskiej redakcji „Le Monde Diplomatique”. Specjalnie dla czytelników „Super-Nowej” Kowalewski przybliża okoliczności dramatycznych wydarzeń sprzed dwudziestu ośmiu lat.
Redakcja: Czy podziela pan pogląd, że jesienią 1981 r. „Solidarności” zabrakło pomysłu na Polskę, panował w niej chaos, a działania związku były nieprzemyślane i nerwowe?
Zbigniew Marcin Kowalewski: Pomysł na Polskę był – i to, moim zdaniem, najlepszy, jaki można sobie wyobrazić. Jesienią 1981 r. odbył się I Krajowy Zjazd Delegatów NSZZ „Solidarność”. Było to najbardziej reprezentatywne i demokratyczne zgromadzenie delegatów świata pracy w całych dziejach Polski – po dziś dzień. Około 800 delegatów reprezentowało ponad 9 mln członków tego związku. Najważniejszym aktem tego zjazdu była uchwała programowa, która zawierała zarówno zarys zasad, którymi należało kierować się, aby wyjść obronną ręką z coraz głębszego kryzysu społeczno-gospodarczego, jak i projekt budowy Samorządnej Rzeczypospolitej. Był to projekt nowego ładu ustrojowego, alternatywnego wobec „realnego socjalizmu” i kapitalizmu.
„Autentyczny samorząd pracowniczy będzie podstawą Samorządnej Rzeczypospolitej”, głosiła ta uchwała. „Należy zbudować nową strukturę organizacyjną gospodarki. Podstawową jednostką organizacyjną gospodarki powinno stać się przedsiębiorstwo społeczne, którym zarządza załoga reprezentowana przez radę pracowniczą, a operatywnie kieruje dyrektor, powoływany drogą konkursu przez radę i przez nią też odwoływany.”
I dalej: „Reforma powinna uspołecznić planowanie. Plan centralny musi odzwierciedlać dążenia społeczeństwa i być przez społeczeństwo akceptowany. Dlatego konieczne są publiczne debaty nad planem centralnym. Powinna zostać zapewniona możliwość przedkładania wszelkich planów w wariantach opracowywanych także z inicjatywy społecznej i obywatelskiej.” Nadzór nad realizacją programu reformy gospodarczej i polityką gospodarczą miała sprawować Izba Samorządowa powołana na szczeblu najwyższych władz państwowych.
To tylko najważniejsze elementy tego programu gruntownej przebudowy ustrojowej Polski, który dziś solidarnie przemilczają i skazują na niepamięć społeczną zarówno ówcześni autorzy stanu wojennego, jak i obecne elity postsolidarnościowe, które wraz z nimi obrały kurs na kapitalizm.
Red.: Jakie były – pana zdaniem – rzeczywiste powody wprowadzenia stanu wojennego?
ZMK.: Rzeczywistym powodem wprowadzenia stanu wojennego był paniczny lęk rządzącej biurokracji przed ruchem na rzecz samorządności pracowniczej. Lęk przed tym, że z energicznym i szerokim poparciem radykalnego skrzydła „Solidarności” zrealizuje się hasło: „cała władza w przedsiębiorstwach w ręce rad pracowniczych” i że za chwilę padnie kolejne hasło, które wisiało już w powietrzu: „uspołecznione planowanie centralne i cała władza w gospodarce państwowej w ręce Izby Samorządowej”.
Szerzyła się idea „strajku czynnego” – czyli strajku połączonego ze zmasowaną okupacją zakładów pracy przez załogi i skutkującego uruchomieniem przez nie produkcji na własną rękę, pod zarządem rad pracowniczych, skoordynowanych branżowo i terytorialnie. A więc był to lęk przed dynamiką ruchu masowego, która groziła utratą władzy przez panującą warstwę biurokratyczną.
Przebieg zjazdu „Solidarności” i sytuacja w zakładach pracy, zwłaszcza największych, świadczyły, że zaczyna się otwarta walka o to, kto ma rządzić w przedsiębiorstwie, gospodarce i państwie – biurokraci czy pracownicy, czy ma to być nadal dyktatura wyobcowanej biurokracji partyjno-państwowej, czy demokratyczne rządy w interesie i pod skuteczną kontrolą społeczną świata pracy. Wprowadzając stan wojenny, rozstrzygnięto przemocą ten dylemat.
Red.: Czy w grudniu 1981 r. w konfrontacji z Jaruzelskim społeczeństwo było całkowicie bezbronne?
ZMK.: „Solidarność” była związkiem zawodowym i ruchem społecznym, który stosował pokojowe metody walki – głównie, a nawet niemal wyłącznie naturalną dla związków zawodowych i w ogóle klasy robotniczej metodę masowych strajków okupacyjnych. To potężna broń, ale w decydującej chwili – w chwili otwartej konfrontacji, takiej, jak stan wojenny – wymaga strajku powszechnego, powszechnej okupacji zakładów pracy. Taki strajk trudno jest złamać siłami policji i wojska – przeciwnie, może on nawet spowodować rozkład w łonie tych sił, przechodzenie „ludzi pracy w mundurach” na stronę strajkujących.
„Solidarność” nie była na to przygotowana. Ruch masowy nie miał zdecydowanego, energicznego, zwartego i konsekwentnego kierownictwa politycznego. Nie mogły zapewnić go ani struktury związkowe, ani rady pracownicze. Ruch nie zdążył wyłonić i ukształtować swojej własnej partii. Zabrakło partii pracowniczej, i to takiej, która w sytuacji rewolucyjnej potrafiłaby stanąć na wysokości zadania.
Red.: Jaki scenariusz uważa pan za najbardziej prawdopodobny, gdyby z jakichś względów nie doszło do przewrotu wojskowego lub gdyby się nie udał?
ZMK.: Gdyby wtedy, w grudniu 1981 r., nie doszło do wprowadzenia stanu wojennego, możliwe byłyby dwa scenariusze. Jeden polegałby na tym, że ruch masowy miałby szansę dojrzeć i przygotować się do konfrontacji z władzą – bo prędzej czy później konfrontacja byłaby nieuchronna. Wiele zależałoby wówczas od tego, czy sytuacja międzynarodowa sprzyjałaby „Solidarności” i czy na Kremlu zdecydowano by się na interwencję wojskową. Zwycięstwo rewolucji robotniczej w samej tylko Polsce było mało możliwe.
Drugi scenariusz polegałby na tym, do czego dążyły rządy zachodnie. Oceniały one sytuację w Polsce w ślad za dla niej miarodajnym raportem prof. Richarda Portesa, opublikowanym w Londynie przez Królewski Instytut Spraw Międzynarodowych. Portes ostrzegał Zachód, że nasz kraj zalewają „rozkładowe siły syndykalizmu i samorządności pracowniczej”. Rządy zachodnie bardzo bały się, że te „rozkładowe siły” zarażą – faktycznie już zaczynały zarażać – ruch robotniczy na Zachodzie. Pragnęły więc kompromisu między umiarkowanym skrzydłem „Solidarności” a umiarkowanymi siłami w PZPR.
Jeśli taki kompromis byłby możliwy, to za cenę zdecydowanego wyhamowania „wywrotowej” dynamiki „Solidarności” i ruchu samorządowego załóg, zapewnienia skrzydłu umiarkowanemu jakiegoś godziwego miejsca w strukturze władzy oraz wspólnego z nim rozbicia skrzydła radykalnego i rozbrojenia ruchu społecznego.
Red.: Dziękuję za rozmowę. --- Zbigniew Marcin Kowalewski – w 1981 r. członek Prezydium Zarządu Regionalnego Ziemi Łódzkiej i delegat na I Krajowy Zjazd Delegatów NSZZ „Solidarność” oraz działacz radykalnego skrzydła ruchu na rzecz samorządności pracowniczej. Od stanu wojennego przebywał na emigracji we Francji, gdzie współpracował ze związkowym i lewicowym ruchem solidarności z „Solidarnością”. Obecnie działacz WZZ „Sierpień 80” i Polskiej Partii Pracy oraz zastępca redaktora naczelnego polskiej edycji miesięcznika „Le Monde Diplomatique”.
wywiad przeprowadził Maciej Chrobak
Źródło: Super-Nowa |
W XVIII w. mnóstwo przeciętnych umysłów zajętych było szukaniem prawdziwej formuły w celu zaprowadzenia równowagi między stanami społecznymi, szlachtą, królem, parlamentem itd. A nazajutrz nie stało ani króla, ani parlamentu, ani szlachty.
Karol Marks |
|
|
|