|
Wielu ludzi lewicowych szczerze uważa, że wprowadzenie stanu wojennego przez gen. Jaruzelskiego było słuszne i potrzebne. Od lat świadczą o tym wyniki sondaży. Są też na lewicy tacy, którzy uważają, że 13 grudnia 1981 r. ówczesna władza wyrządziła niepowetowaną szkodę interesom klasy robotniczej i sprawie socjalizmu.
Należę do tych drugich. Uważam jednak, że pogląd tych pierwszych - jest ich dużo więcej - należy uszanować. Nie powinien nas dzielić w walce, jaką przyjdzie nam toczyć. Uszanować znaczy dwie rzeczy. Po pierwsze zrozumieć, skąd się bierze, a przede wszystkim - jakie doświadczenia ludzkie, zbiorowe i indywidualne, odzwierciedla. Po drugie nie uważać ludzi, którzy go wyznają, za durniów i nie wzruszać ramionami, lecz rzeczowo i pogodnie z nim polemizować. W tym artykule jest za mało miejsca, aby zająć się jednym i drugim. Zajmę się więc tylko tym drugim. W czym rzecz? Otóż trzeba sobie odpowiedzieć na dwa pytania. Pierwsze - kto doprowadził Polskę Ludową do kryzysu społecznego i politycznego. Drugie - kto mógł ją z tego kryzysu wyprowadzić. Wybuchy społeczne zawsze są skutkiem kryzysu, a nie jego przyczyną. Gdy nie ma kryzysu, nie dochodzi do wielkich zrywów robotniczych. W 1980-1981 r. to nie strajki spowodowały kryzys gospodarczy; to wybuch kryzysu spowodował strajki. A do kryzysu doprowadzili ci, którzy rządzili. Warstwa panująca - biurokracja partyjno-państwowa. Dlaczego? Dlatego, że władza zmonopolizowana w rękach mniejszości - ta warstwa stanowiła znikomą mniejszość społeczeństwa - zawsze jest nośna w okresowe, a nawet chroniczne kryzysy. Robotnicy, pracownicy byli wykluczeni ze sprawowania władzy, nawet z udziału w zarządzaniu na najniższym szczeblu: brygady, zakładu pracy, osiedla, lokalnej sieci dystrybucji. Prędzej czy później musiało więc dojść do kryzysu - no i dochodziło raz po raz i coraz częściej, co zmuszało robotników do wystąpień. Aż wreszcie skłoniło do gigantycznego wystąpienia. Tylko robotnicy i pracownicy mogli temu zbiorowo podołać, a więc uratować Polskę Ludową. Warstwa panująca nie była w stanie tego dokonać - za Gierka na początku wyglądało, że to się uda; wiele na to wskazywało, ludziom zaczęło się lepiej żyć, mieli prawdziwą nadzieję na lepsze, rozbudziły się ich aspiracje. Zaledwie w 10 lat później nic z tego nie zostało. Wszystko zaczęło się walić i już nie dało się postawić na nogi. W ramach ustroju wyjście było jedno – przejście władzy z rąk znikomej mniejszości w ręce przytłaczającej większości. Decydowanie tych, którzy pracą swoich rąk i umysłów tworzą bogactwo społeczne, o jego podziale i wykorzystaniu. Demokratyczne planowanie rozwoju. Kontrola pracownicza nad produkcją i dystrybucją. Samorządność robotnicza. W 1980-1981 r. takie postulaty wysuwano masowo. Władza odpowiadała, że są kontrrewolucyjne. Pod wielką presją masową niby zgodziła się na samorządność robotniczą, ale z wykluczeniem 1700 największych zakładów pracy, czyli tych, które miały decydujące znaczenie. Twierdziła, że władza rad pracowniczych w tych zakładach to byłby zamach na socjalizm. Oto jak go pojmowała - tak, że wykluczał dysponowanie podstawowymi środkami produkcji przez klasę robotniczą. Trzeba więc było rewolucji robotniczej. Bez rewolucji ani rusz nie można było rozwiązać problemu. Stan wojenny wprowadzono, aby zapobiec rewolucji robotniczej. Ktoś zapyta – a groźba interwencji radzieckiej? Nie mam powodu wątpić, że gen. Jaruzelski rzeczywiście się jej obawiał. Rozumował z pozycji warstwy panującej. Ponieważ wykluczał przejęcie władzy przez klasę robotniczą, mógł tylko zastanawiać się, kto powinien zgnieść rewolucję - wojska radzieckie czy sama władza krajowa. Za nic nie chciał obcej interwencji, więc sam się do tego zabrał. Bardzo różnił się od tych, którzy w 1968 r. w Czechosłowacji wezwali na pomoc wojska radzieckie. Oni bez siedzenia na radzieckich bagnetach nie wyobrażali sobie utrzymania władzy. Nie tylko potężny, ale również gotowy do walki i skutecznie przygotowany do niej przez swoich przywódców - do czego przywódcy „Solidarności” z Lechem Wałęsą na czele zupełnie nie byli zdolni - ruch masowy byłby skutecznym czynnikiem odstraszającym Kreml od interwencji wojskowej w Polsce. Tym bardziej, że ZSRR ugrzązł już po pachy w Afganistanie i nie miał siły do ciężkiej walki na drugim froncie. Rewolucja została zgnieciona. Warstwa panująca nie mogła uratować Polski Ludowej; mogła ją tylko pogrzebać, co też uczyniła. Stan wojenny, broniąc „socjalizmu” biurokratycznego przed robotnikami, utorował drogę restauracji kapitalizmu. Trybuna Robotnicza |