Na początku września br. dobiegło końca śledztwo w sprawie naruszania praw pracowników sieci supermarketów Biedronka, należących do portugalskiej firmy Jeronimo Martins. Śledztwo prowadzone przez zielonogórską prokuraturę trwało ponad rok. Jedenastu kierownikom przedstawiono zarzuty. Ten fakt nie przeszkadza „Biedronce” w dalszym łamaniu prawa pracy i pozbywaniu się „niewygodnych” – bo upominających się o swoje prawa - pracowników.
Przedmiotem niedawno zakończonego postępowania prokuratorskiego były sklepy sieci Biedronka znajdujące się na terenie województwa lubuskiego i wielkopolskiego. Śledczy sprawdzali zakres przestrzegania prawa pracy w Biedronkach w okresie od 1998 do 2004 r. Ostatecznie prokuratura stwierdziła liczne przewinienia polegające na nieprawidłowym lub nierzetelnym rejestrowaniu rzeczywistego czasu pracy. Jak poinformowano 13 września w zielonogórskiej prokuraturze okręgowej, 11 osobom przedstawiono łącznie 13 zarzutów. Wszyscy oskarżeni w okresie, którego dotyczyło śledztwo, sprawowali funkcje kierownicze. Wobec 9 oskarżonych prokuratura złożyła do sądu wnioski o stwierdzenie winy i warunkowe umorzenie postępowania karnego (sic!). Sprawa dotyczy kierowników ze sklepów w Zielonej Górze, Obornikach, Lesznie, Żarach, Poznaniu i Nowym Tomyślu. Wobec dwóch pozostałych oskarżonych postępowanie zawieszono z racji ich pobytu za granicą.
Z informacji, do których dotarła Inicjatywa Pracownicza, wynika, że również w czasie trwania śledztwa pracownicy sklepów Biedronka wykonywali swoją pracę bez obowiązkowego przeszkolenia z zakresu Bezpieczeństwa i Higieny Pracy, kierownicy wielokrotnie podrabiali podpisy podwładnych pracowników, oraz łamali prawo pracowników do 4 dni urlopu na żądanie.
Poniżej przedstawiamy wywiad z Adamem Żentalem, byłym pracownikiem Biedronki w Żaganiu.
Od kiedy i na jakim stanowisku pracowałeś w „Biedronce”? Jakie warunki pracy tam zastałeś?
Pracę w Biedronce rozpocząłem 8 maja 2007 roku na stanowisku kasjer-sprzedawca. Moje wynagrodzenie wynosiło 1480 zł brutto. Na początku warunki pracy prezentowały się nie najgorzej. Potem wszystko zaczęło się psuć. Często zostawaliśmy w pracy na noc już po godzinach pracy, ponieważ towar nie przyjechał na czas. Na początku parę razy zgodziłem się zostać, ale potem powiedziałem - nie. Dodatek za godziny nocne nie wynosił nawet całych 2 złotych. Często musiałem dopominać się o to, by kierownicy odnotowali mi w ewidencji pracy czas, w którym pracowałem już po swoich godzinach pracy. Nierzadko podrabiano mój podpis pod grafikami, do których mogłem mieć zastrzeżenia. System rozliczania kasjerów również nie był wiarygodny.
Jak wyglądał system rozliczeń z pieniędzy powierzonych kasjerom?
Zgodnie z procedurą powinienem przeliczyć zawartość swojej kasetki, odliczyć 500 zł, które pozostawało w kasetce i resztę oddać kierownikowi [500 zł to wcześniej pobrana przez kasjera zaliczka]. Po czym powinienem własnoręcznie podpisać się pod rozliczeniem z tego dnia. W praktyce wyglądało to zupełnie inaczej. Przychodziłem z kasetką, po czym kierownik, nie pozwalając mi przeliczyć jej zawartości, wyjmował z niej utarg tj. zawartość kasetki bez 500 zł. Osobiście mogłem jedynie przeliczyć czy w kasetce zostało 500 zł. Do pieniędzy, które wyjął kierownik, praktycznie nie miałem wglądu. Parokrotnie pod rozliczeniami, pod którym się nie podpisałem, następnego dnia widziałem, że ktoś podpisał się za mnie, próbując podrobić mój podpis.
Czy Biedronka przestrzega prawa pracownika do 4 dni urlopu na żądanie w roku kalendarzowym?
Powiedziano mi, że czegoś takiego jak urlop na żądanie w „Biedronce” nie ma. Więc się roześmiałem i spytałem, czy „Biedronka” stanowi inne prawo niż prawo polskie. Odpowiedziano mi, że nie, więc powiedziałem, że biorę ten urlop na żądanie. Gdy następnego dnia przyszedłem do pracy, kierowniczka spytała mnie, czy mam usprawiedliwienie za ten dzień. Wyjaśniłem, że nic takiego nie jest konieczne. Po czym wpisała nieobecność nieusprawiedliwioną.
Jak zakończyła się twoja przygoda z „Biedronką”?
Z dniem 17 października bieżącego roku firma Jeronimo Martins Dystrybucja S.A. rozwiązała ze mną umowę o pracę z zachowaniem 2-tygodniowego okresu wypowiedzenia. Pracodawca w żaden sposób
nie uzasadnił swojej decyzji. Po prostu nie chcieli bym dużej pracował w firmie. Uważam, że dobrze wykonywałem swoją pracę. Poza tym pracę wypowiedział mi świeżo mianowany kierownik rejonu, który w tak krótkim czasie nawet nie mógł obiektywnie ocenić mojej pracy, tym bardziej, że podczas gdy został mianowany byłem na urlopie. Rozwiązano ze mną umowę drugiego dnia pracy po przyjściu z urlopu. Myślę, że powodem zwolnienia mogło być to, że domagałem się takich rzeczy, jak dokładne ewidencjonowanie mojego czasu pracy, czy też to, że skorzystałem z przysługującego mi urlopu na żądanie - mówiąc krótko, domagałem się swoich praw..
Dziękuję za wywiad.
Rozmawiał Piotr Krzyżaniak
Biuletyn Inicjatywy Pracowniczej, grudzień 2008. |