|
Miasto ma ponad 800 pustych lokali, w których mogą zamieszkać ludzie - uważa Stowarzyszenie Pomocy Eksmisyjnej. W części tych lokali wymieniło zamki. - To przestępstwo. Zawiadomiliśmy prokuraturę - mówi Jarosław Pucek z ZKZL
Kłótnie, krzyki i nerwy to od lat codzienność Krystyny Kamińskiej, której historię opisaliśmy we wczorajszej "Gazecie". Choć z agresywnym mężem rozwiodła się 13 lat temu, wciąż zmuszona jest dzielić z nim życie. Pan Wojciech bowiem, mimo wyroku eksmisyjnego, wciąż dzieli z nią mieszkanie. Nieraz wraca do domu pijany, w bojowym nastroju. Kilka razy podniósł rękę na panią Krystynę. Na liście osób czekających na lokal socjalny jest na 782. pozycji. Poczeka więc 17 lat albo i dłużej. Bo mieszkań socjalnych w Poznaniu brakuje. Na socjalne cztery kąty czeka też pani Katarzyna z mężem. Od kilku lat. - Wynajmujemy od miasta. Od dawna brakuje nam na czynsz. Mamy długi i wyrok eksmisyjny na karku. Tanie mieszkanie socjalne byłoby dla nas spełnieniem marzeń i ratunkiem. Lista osób w podobnym do naszego położeniu jest jednak przerażająco długa i nie zanosi się na to, by nasze położenie prędko się zmieniło - mówi.
Stowarzyszenie Pomocy Eksmisyjnej, oburzone takimi przypadkami, tydzień temu zdecydowało potrząsnąć urzędnikami. I zabezpieczyło 70 pustostanów - niezamieszkanych, zaniedbanych, wymagających remontu mieszkań, należących do ZKZL. - Odwiedza nas mnóstwo ludzi. Większość nie rozumie, dlaczego tak długo musi czekać na mieszkanie socjalne, skoro w mieście jest tyle wolnych lokali - tłumaczy akcję Mariola Popiółkowska z SPE. - W ten sposób chcemy zmusić urzędników do działania. Zabezpieczyliśmy mieszkania. Poobklejaliśmy taśmą. Tam, gdzie nie było zamków, wstawiliśmy nowe. Działania SPE popiera szef klubu radnych SLD Tomasz Lewandowski: - Ludzie z listy socjalnej mieszkają w strasznych warunkach. Często dzielą mieszkania ze współmałżonkami, którzy znęcają się nad nimi fizycznie. Tak przez lata. Miasto płaci rocznie ok. 6 mln zł odszkodowań za osoby z wyrokami eksmisyjnymi, które nie mając dokąd pójść, bezprawnie zajmują mieszkania. Te pieniądze można by przeznaczyć na remonty pustostanów. Jarosław Pucek, dyrektor ZKZL, o działaniach SPE mówi: "happening". I nie kryje oburzenia: - Z prawnego punktu widzenia stowarzyszenie popełniło przestępstwo. W wielu naszych mieszkaniach wymieniono zamki i nie przekazano nam kluczy, odbierając możliwość wejścia do nich. SPE zajęło mieszkania w budynkach, gdzie są wspólnoty mieszkaniowe, czyli tam, gdzie mieszkania socjalne nigdy nie mogłyby powstać. 18 marca ZKZL złożył do prokuratury zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa. W Poznaniu jest kilka grup pustostanów. Są mieszkania wyłączone z użytku ze względu na prowadzoną w kamienicach rewitalizację (ponad 200). Pucek: - W tym roku na pewno nie uda nam się wprowadzić do nich ludzi. Może w przyszłym znajdziemy inwestora, który w zamian za korzyści z najmu, wyremontuje je. My nie mamy na to pieniędzy. Kolejne 200 pustostanów stanowią lokale, które nie spełniają norm technicznych, więc nie nadają się do zamieszkania, np. sutereny lub pomieszczenia na poddaszu, których nie będzie można zamieszkać. Pucek: - To mogą być tylko lokale użytkowe przeznaczone na sprzedaż. Są też mieszkania, do których po wykonaniu drobnych napraw będą mogli wprowadzić się ludzie. Tych jest ok. 100. - W kolejnych 99 prowadzimy remonty. Za kilka miesięcy powinny być oddane do użytku - mówi dyrektor. - Ok. 100 kolejnych tworzyło kiedyś tzw. mieszkania wspólne, wynajmowane przez kilka rodzin. Poprzez biuro zamiany mieszkań staramy się je zagospodarować.
Źródło: Gazeta Wyborcza Poznań
|