Kraj Polityka Zagraniczna Ogrom cierpień na pięknej ziemi
Ogrom cierpień na pięknej ziemi PDF Drukuj Email
Ocena użytkowników: / 2
SłabyŚwietny 
Kraj - Polityka zagraniczna
Wpisany przez PMB   
sobota, 10 kwietnia 2010 19:41

Z Jolantą Szczypińską, posłanką Prawa i Sprawiedliwości, rozmawia Ryszarda Wojciechowska.

Czy kłopoty, jakie mieliście kilka dni temu na lotnisku w Tel Awiwie, warte są takiego medialnego zamieszania?

Nigdzie tak nie potraktowano parlamentarzystów, jak tam. To było upokarzające. Te wielokrotne przeszukiwania bagaży, wypytywania. Poddawaliśmy się tym długo trwającym procedurom, przy bardzo szyderczych komentarzach osób, które dokonywały tej tak zwanej odprawy. Zakończono ją dopiero wtedy, kiedy byli pewni, że już tego dnia nie mamy możliwości powrotu do kraju. Traktowano nas tak, jakbyśmy wracali ze spotkania z terrorystami, a nie z władzami Autonomii Palestyńskiej.

Nie pomagały nawet paszporty dyplomatyczne?

Nie. Celnicy izraelscy i pracownicy służby bezpieczeństwa na lotnisku w Tel Awiwie próbowali nas bardzo szczegółowo wypytywać na temat naszego pobytu w Autonomii Palestyńskiej. W jakim celu tam byliśmy? Z kim rozmawialiśmy? I tak w kółko.

I nic nie powiedzieliście?

Powiedzieliśmy tylko to, co było znane oficjalnie. Że byliśmy z delegacją parlamentarną w Ramallah na zaproszenie ambasadora Palestyny, że spotykaliśmy się z przedstawicielami rządu Autonomii Palestyńskiej. A reszta to już nasza sprawa, co tam widzieliśmy i o czym rozmawialiśmy.

Czy warto było wybierać się do Autonomii Palestyńskiej? Przeciętny Polak może pomyśleć, że to kolejny wypad parlamentarzystów w egzotyczne miejsce. Tyle, że zakończone niezbyt przyjemną przygodą na lotnisku.
Opinia publiczna w Polsce niewiele wie o sytuacji na Bliskim Wschodzie. Ma raczej jednostronną informację, powielaną przez media. Wiele osób, pielgrzymując do Betlejem czy do Jerozolimy nie ma pojęcia o tym, co tam się tak naprawdę dzieje. Jak wygląda codzienne życie Palestyńczyków po tamtej stronie. Nie wiedzą, ponieważ poruszają się zupełnie innymi trasami, przeznaczonymi tylko i wyłącznie dla turystów i dla obywateli Izraela. A zamkniętymi, zabronionymi wręcz dla Palestyńczyków. To przypomina trochę system tras w dawnym Związku Radzieckim przygotowanych tylko dla turystów, z których nie mogli oni zbaczać. Tak samo jest teraz na terytorium okupowanej Palestyny.

A jak wygląda tam życie?

Przygotowywaliśmy się do tego wyjazdu. I wydawało się, że wiemy na ten temat wiele. Ale to co zobaczyliśmy, było wstrząsające. Obrazki jak z filmów wojennych. Chwilami aż wydawały się nierzeczywiste. Widzieliśmy osiedla getta, w których żyją Palestyńczycy. Odgrodzone ogromnymi murami, zasiekami z drutu kolczastego. Zobaczyliśmy, że oni nie mogą się swobodnie przemieszczać z jednego osiedla do drugiego. Tylko muszą przechodzić przez specjalne przejścia, na których są poddawani  upokarzającym metodom przeszukiwania. Decyzja o tym, czy mogą przejść, należy do władz izraelskich. Szokujące było dla mnie to, że Palestyńczycy nie mają prawa wjazdu do Jerozolimy. Bardzo wielu z nich zostało w 1967 roku wypędzonych z tego miasta. W ich domach mieszkają teraz obywatele Izraela. A Palestyńczycy mogą oglądać Jerozolimę tylko zza wzgórz.

I to ich boli?

Bardzo. Mówili nam - zobaczcie, cały świat może oglądać to święte miejsce. A my nie. To nie jest tak, że Palestyńczycy to tylko muzułmanie. Chrześcijanie tam też mieszkają. Przykro było obserwować  chwilami wręcz - nie waham się użyć tego słowa - rasistowskie metody traktowania ludzi. Bo jeżeli są tylko drogi dla obywatela Izraela, a Palestyńczyk nie może nią przejść, to jak to nazwać? Nasi gospodarze, a byli to wysokiej rangi urzędnicy czyli ministrowie czy przedstawiciele prezydenta Abbasa, nie mogli z nami podróżować. Musieli nadrabiać drogi z innej strony, żebyśmy mogli się spotkać w
jakimś mieście.

O czym wam opowiadali?

O tym, że obywatele izraelscy budują osiedla na ich terytorium, wypędzając ich domów. Byliśmy na przykład w Hebronie. To chyba najstarsze miasto świata. Oficjalnie liczy sobie ponad 10 tysięcy lat. Kiedyś tętniące życiem, jak Jerozolima. Teraz wygląda jak getto. Palestyńczyków wypędzono ze starego miasta. Zamknięto je przed nimi. Zrobiono przejścia z bramkami, na których się ich sprawdza i kontroluje. Te bramki są jak dla zwierząt. Upokarzające.

Ale tam jest ciągle stan gotowości wojennej i to z obu stron.

Rozmawialiśmy z mieszkańcami Autonomii Palestyńskiej. Oni chcieliby żyć w pokoju we własnym państwie. ,były przecież deklaracje ONZu oraz porozumienia dotyczące ustanowienie państwa palestyńskiego, które do tej pory nie są realizowane Są już zmęczeni konfliktem, który trwa tyle lat. Chcą tylko, żeby świat zobaczył, jak ich Izrael traktuje.

Co z tej wizyty zostanie? Incydent na lotnisku?
On nie jest w tym wszystkim najważniejszy. Jest tylko dodatkiem do historii o tym, jak się źle traktuje
inny naród. Polityka jaką się stosuje wobec Palestyńczyków ma znamiona apartheidu. To jedyny chyba naród, który żyje ciągle pod okupacją.

Pani się widzę bardzo mocno zaangażowała, ale w tym konflikcie druga strona też ma jakieś racje.

Nie jestem o tym przekonana ,ale ja patrzę na aspekt humanitarny tej sprawy. Wiem, że to Palestyńczycy są wyrzucani z własnej ziemi, że to Palestyńczykom odmawia się należnych praw. To oni nie mają swojego państwa.
A my jako grupa polsko-palestyńska w parlamencie chcemy tylko na to zwrócić uwagę. I powiedzieć, że to, co się tam dzieje, jest zagrożeniem dla pokoju na Bliskim Wschodzie. Palestyńczycy prosili tylko, żebyśmy przekazali to, co zobaczyliśmy. A widzieliśmy na własne oczy mury, getta, zasieki, obozy uchodzców i wiele innych ludzkich problemów. Ten przykry obraz został w nas. Chociaż ziemia jest tam naprawdę piękna.

Dziennik Bałtycki, 29 marzec 2010.

Zobacz także:
Paweł Michał Bartolik, Mleko się rozlało

 

Zmieniony: sobota, 10 kwietnia 2010 19:46
 

Nikt nie może walczyć o jakąś sprawę, żeby sobie nie zyskać wrogów.

Fryderyk Engels
Reklama