|
Uważajcie! Łapcie się poręczy, albo się jej puśćcie, weźcie głęboki oddech, albo go wstrzymajcie, bo przelecimy się prez chwilę wehikułem czasu. Fajnie? No, rety, jak fajnie, więc ziuuuuuuu:
Prezes Rady Ministrów Donald Tusk spotkał się ze składającym oficjalną wizytę w Polsce prezydentem Arabskiej Republiki Egiptu Hosni Mubarakiem. (...) Tematem spotkania były również kwestie bliskowschodnie. Szef polskiego rządu podkreślił wkład, jaki Egipt wnosi w stabilizację stosunków w tym regionie.
Oraz:
Lech Kaczyński rozmowę ze swoim gościem określił jako "jedno z najciekawszych spotkań w ciągu ostatnich dwóch lat"
Jak również:
za wybitne zasługi w rozwijaniu współpracy i przyjaźni polsko-egipskiej, odznaczony zostaje obywatel Arabskiej Republiki Egiptu KRZYŻEM WIELKIM ORDERU ZASŁUGI RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ Hosni Mubarak.
No i przecież nie może też zabraknąć:
Uzasadnienie przyznania Nagrody Lecha Wałęsy Strażnikowi Dwóch Świętych Meczetów Królowi Abdullahowi Bin Abdulazizowi Al Saudowi: „W uznaniu osobistych zasług na rzecz dialogu między-religijnego, promocji tolerancji i wzajemnego zrozumienia kultur i cywilizacji, a także pokoju i współpracy międzynarodowej oraz szeroko zakrojonej działalności dobroczynnej"
No. A teraz słyszę przy okazji wizyty Obamy, że nasi dzielni mężowie, idealiści, specjaliści od transformacji i promowania wolności na caaalutkim świecie mają doradzać Arabom, jak budować demokrację. I tylko ciekaw jestem, czy Wałęsa wybierze się w tym celu do Bahrajnu, gdzie walczący z reżimem demonstranci są właśnie rozjeżdżani przez saudyjskie czołgi. Dodajmy też dla porządku, że kolega Łukaszenka przy Mubaraku to jest naprawdę fajny, dobrotliwy koleś z wąsem, Ahmadineżad zaś przy Jego Ekscelencji Abdullahu to humanizm po prostu wcielony.
I nawet nie chodzi mi o to, że hipokryzja i że o matko boska - to wiadomo, to nic nadzwyczajnego, to się nadaje jedynie do obszernego ziewnięcia. Zresztą przy brytyjczykach, którzy szkolili saudyjskie siły specjalne strzelające ochoczo do manifestantów, to my jesteśmy naprawdę milutcy.
Zastanawia mnie co innego. Co trzeba mieć w głowie, jakie wzięte nie wiadomo skąd neokolonialne nawyki, by myśleć, że naprawdę możemy Arabom coś powiedzieć o demokracji. Albo żeby sądzić, że oni w ogóle chcą słuchać co mamy do powiedzenia.
Że niby jak? Wpadniemy na kawkę do Kairu i rzucimy mimochodem: - Tia, obściskiwaliśmy się z waszymi oprawcami, bo rozumiecie, trzymali was dzikusy pod butem, żebyście za bardzo nie wierzgali i nie destabilizowali sytuacji. Sorry, trochę głupio wyszło. A teraz słuchajcie, zróbcie tak i tak, bo demokracja jest tym i tamtym?
Hej, panowie premierowie, ministrowie, prezydenci byli, obecni i przyszli: Arabowie naprawdę mają mózgi, oni tylko tak śmiesznie wyglądają. Więc dajcie im święty spokój ze swoimi radami. Poradzą sobie sami, serio.
Och, proszę. Oszczędźcie nam rad polskich dziwaków z religijnej prawicy
- napisał na swoim blogu Angry Arab. Nic dodać, nic ująć.
Tekst ukazał się na blogu Czerwone i Czarne, 29 maja 2011. |