Kraj Prawo do Edukacji Piotr Z., PhD, List do młodego doktora i doktoranta
Piotr Z., PhD, List do młodego doktora i doktoranta PDF Drukuj Email
Ocena użytkowników: / 4
SłabyŚwietny 
Kraj - Prawo do edukacji
Wpisany przez piotrek   
poniedziałek, 16 stycznia 2012 01:37

Drogi doktorze, doktorze in spe, zapewne często zastanawiasz się jakaż to świetlana przyszłość czeka młodego adepta nauki w nadwiślańskim kraju. Mam dla Ciebie dwie wiadomości: złą i dobrą. Standardowo zaczyna się od złej, a ja tym razem nie wyłamię się ze schematu.

Zacznę od wypowiedzi prof. Króla ([1]):  "W zasadzie nie ma żadnych pobudek, które skłaniałyby młodego magistra do robienia doktoratu (...) niewielka część doktorantów dostaje stypendia (nie tak duże, bo nieco ponad 1000 zł), gdyż ministerstwo nie szanuje doktorantów i przydziela uniwersytetom mniej więcej jedną czwartą minimalnej sumy stypendium na doktoranta, a uniwersytety nie mają z czego pozostałej części dopłacać. (...) jest tylko znikoma szansa na to, że po obronieniu doktoratu świeży doktor zostanie zatrudniony w swojej dziedzinie nauki, gdyż nie ma pieniędzy na zatrudnianie nowych ludzi na wyższych uczelniach, a rotacja jest minimalna. (...) tylko niewiele firm uważa, że doktor będzie dla nich cenniejszym pracownikiem niż magister".

Taka diagnoza i perspektywa z pewnością nie zachęca do podjęcia trudów doktoratu, lecz w dobie kryzysu jest to pewien sposób na lichy zarobek. Uważny czytelnik zada jednak pytanie: skoro uniwersytety muszą dopłacać, to po co w takim razie przeprowadza się rekrutacje na studia doktoranckie? Odpowiedź na to pytanie jest w pewnej mierze zawarta w najnowszej ustawie o szkolnictwie wyższym. Otóż art.26 p.1 tej ustawy ([2], str. 88) głosi, że "Tytuł profesora może być nadany osobie, która (...)uczestniczyła co najmniej trzy razy w charakterze promotora lub promotora pomocniczego w przewodzie doktorskim".

Z pewnością rozumiesz, co oznacza ten zapis i jego konsekwencje. Napiszę jednak wprost , aby nie było najmniejszych wątpliwości. Opóźniasz wejście na rynek pracy średnio o cztery lata, nabierając przez ten czas umiejętności, których pracodawcy nie poszukują; przez ten okres nie płacisz także składki emerytalnej i otrzymujesz groszową jałmużnę z przekory nazywaną stypendium (chyba że dostaniesz się na studia środowiskowe). Czeka Cię też użeranie ze wszechwiedzącymi studentami. Chyba nie muszę dodawać, że Twoje szanse na zatrudnienie na uczelni są minimalne. Jakie korzyści odnosi z Ciebie Twój promotor? Pracujesz w pocie czoła na jego tytuł profesorski.  Dzięki Tobie ma dodatkowe źródło dochodu, choć nieduże. I nie licz na to, że wyłoży kawę na ławę i wyjawi Ci to wszystko zanim poprosisz go o opiekę naukową w ramach studiów doktoranckich. Przecież nie będzie działał wbrew własnemu interesowi!

Ponieważ jesteś dociekliwym czytelnikiem, postawisz kolejne pytanie: kto w takim razie zostanie zatrudniany na uczelni? Zapewne domyślasz się jaka będzie odpowiedź:  zatrudnieni zostaną ci kandydaci, których promotorzy (przeważnie profesorowie) mają silną pozycję w Radach Wydziału czy Instytutu, a więc mogą wpływać na przebieg konkursu.  Jeśli udało Ci się jednak znaleźć posadę na uczelni, musisz wciąż być ostrożnym:  zgodnie ze wspomnianą ustawą, nie można być zatrudnionym dłużej niż osiem lat na stanowisku adiunkta. Poza tym, jeśli nie powiedzie Ci się próba habilitacji, to musisz zupełnie od nowa gromadzić materiał i pisać pracę habilitacyjną.  Nie powinieneś także  liczyć na zarobki przekraczające  więcej niż 3 tys. zł., stosunkowo niewielkie w świecie, gdzie jedynym miernikiem wartości człowieka staje się ilość pieniędzy które zarabia.

Jakie są skutki pośrednie tej ustawy? Deprecjacja tytułu doktora, większa ilość osób bezrobotnych posiadających ten tytuł. Cóż, ponoć jesteśmy jednym z najlepiej wyedukowanych społeczeństw w Europie; szkoda tylko, że cała ta para idzie w gwizdek i nie potrafimy tego potencjału wykorzystać.

Na początku mojego listu obiecałem dobrą wiadomość. Oto ona: przy większej liczbie osób bez pracy z tytułem doktora jest spora szansa, że pracodawcy przestaną patrzeć na Was wilkiem i zrozumieją, że doktor nie gryzie i nie należy się go bać. Kto wie -  może nawet zaczną zatrudniać?

A oto przykład z życia wzięty, który jasno  unaoczni sytuację młodych doktorów. Znajomy mojego znajomego poszukuje opiekunki dla dziecka. Wśród wszystkich kandydatur na prowadzenie wysuwa się nigdzie nie pracująca dziewczyna, skądinąd dr inż. ochrony środowiska. Chce jej zapłacić netto 1700 zł, na co ona skwapliwie wyraziła już zgodę.

Co Ci mogę poradzić? Jeśli już zdecydujesz się na karierę naukową, wybierz promotorów o silnej pozycji! Oczywiście, to nie jest gwarancja dalszego zatrudnienia, skądinąd wiadomo, że łaska pańska na pstrym koniu jeździ. Po drugie, staraj się od początku studiów budować alternatywną ścieżkę kariery, wtedy zapewne łatwiej będzie Ci się przebranżowić, gdybyś w nauce nie odniósł sukcesu. Sukcesu, którego bardzo Ci życzę.




[1] Król: "Król: Szanujmy doktorantów"
http://forsal.pl/artykuly/456397,krol_szanujmy_doktorantow.html
[2] http://www.bip.nauka.gov.pl/_gAllery/13/23/13230/20110318_ustawa_szkolnictwo_wyzsze.pdf

 
Obecne pokolenie żyje szybko i szybko zapomina.
Fryderyk Engels
Reklama