Historia lubi się powtarzać. 60 lat temu w Monachium Niemcy wspólnie z Francją, Wielką Brytanią i Włochami dokonali rozbioru Czechosłowacji. Na konferencję nie zaproszono zainteresowanych. Jej rozbiór dokonał się bez jej udziału. Z oderwanych Czechom ziem utworzono Sudetenland.
60 lat później Kosowo, integralna część Jugosławii, ogłasza niepodległość. Powstaje Kosowoland. Na czele państwa staje Hashim Thaci, były dowódca tzw. Wyzwoleńczej Armii Kosowa. Niedawno jeszcze na amerykańskiej liście organizacji terrorystycznych, dziś wielki przyjaciel Stanów Zjednoczonych. Tym razem to Serbii, serca Jugosławii, nikt o zdanie nie pyta. 60 lat temu po monachijskiej konferencji, owacyjnie witany w Londynie Chamberlain, wychodząc z samolotu wymachuje świstkiem papieru i mówi prasie: – Przywiozłem wam pokój! Dziś administracja Busha, główny architekt rozbioru Jugosławii, bezczelnie twierdzi, że to zapewni pokój na Bałkanach. A Europa? Milczy jak przed laty i przygotowuje się do legalizacji tego bezprawia. Przez ostatnie 50 lat „wolność i pokój” Ameryka niosła wielu narodom. Od Korei, przez Wietnam, po Afganistan i Irak. Tę tzw. wolność znaczy nędza, zniszczenie i groby milionów ofiar na całym świecie. Dlaczego tym razem miałoby być inaczej? Jeśli na Bałkanach znów zacznie się kolejna tragedia, to winnych jej już znamy. Tak jak w latach 1938/1939 Europa sprzedała Czechosłowację, milczała gdy powstawał niemiecki protektorat Czech i Moraw, tak dziś milczy, gdy na Bałkanach powstaje taki sam, tyle że faktyczny i na dodatek dobry bo amerykański. Może nawet o to właśnie chodzi, by kolejny raz zmusić Serbów do walki o swoje życie, by następnie znów bombardować coraz mniejszą udręczoną wojnami Jugosławię, aż ostatecznie, i tam, zapanuje amerykański styl życia? Nie zdziwmy się gdy za kilka lat, tak jak w 1945 r. uznano układ monachijski za nieważny, taki sam los spotka secesję Kosowa. Przypomnę jednak Europie, że między rokiem 1938 a 1945 sporo się wydarzyło… Warto się uczyć na błędach. Ale czy Europa to potrafi? Artykuł ukazał się w tygodniku "Trybuna Robotnicza", 28 lutego 2008 r. |