Feminizm/LGBT Seksualność Czy jestem pedofilem?
Czy jestem pedofilem? PDF Drukuj Email
Ocena użytkowników: / 5
SłabyŚwietny 
Feminizm/LGBT - Seksualność jako tabu
Wpisany przez PMB   
poniedziałek, 01 listopada 2010 08:47

Gdy patrzę na córeczkę, czuję to samo co wtedy, gdy patrzę na inne kobiety. Czy to normalne?

Szanowny Panie Doktorze, nie wiem, jak to opowiedzieć. Nawet żonie o tym nie mówiłem. Mimo że jesteśmy ze sobą naprawdę bardzo blisko. W zasadzie wszystko o mnie wie. Nawet to, że chodziłem do prostytutek. Nie powiem Panu, jak się naprawdę nazywam. Obawiam się, że jak to zrobię, a potem okaże się, że moje podejrzenia były słuszne, poinformuje Pan policję, a oni odbiorą mi dziecko. Mam cudowną prawie trzyletnią córkę. Bardzo ją kocham. Nie wyobrażam sobie życia bez niej. Ostatnio położyła się obok i zaczęła mnie głaskać po szyi. Dokładnie tak samo, jak to robi żona. W pierwszym odruchu chciałem się odwrócić, odwzajemnić pieszczotę i wtedy zdałem sobie sprawę, że coś się pomieszało. Przecież moja córka to nie moja żona.

Albo gdy ją kąpię, gdy muszę jej umyć cipkę. Zaczynam się wtedy bać, że nie daj Boże dotknę nie tam, gdzie trzeba. Że coś poruszę, obudzę.

Pamięta Pan, był kiedyś taki tekst w "Wyborczej" o mężczyźnie, to działo się w Stanach, który myjąc pasierbicę, wsunął jej palec w cipkę. Ona się kręciła, to był przypadek, tłumaczył. System zadziałał błyskawicznie, bezwzględnie. Odebrano mu dziecko. Prewencyjnie.

Często o tym myślę, gdy myję córkę.

A jednocześnie, gdy na nią patrzę, jak naga pływa w wannie, to nie mogę się oprzeć myśli, jaka ona zgrabna. I przez głowę przelatują mi przeróżne pupy, które widziałem w życiu. Te już dorosłe. A to pociąga kolejne obrazy.

Nie mam przy tym erekcji, ale czuję się, jakbym robił coś obrzydliwego.

Do tego córka od pewnego czasu chce mnie całować w usta. Jest przy tym taka śliczna, wdzięczna, słodka. Z zasady jej odmawiam, ale przykro mi się robi, bo widzę w jej oczach smutek i niezrozumienie.

Czuję napięcie seksualne między mną a córką. Próbowałem to ignorować, przeczekać, ale to jest coraz bardziej dotkliwe, intensywne.

Tak bardzo nie chciałbym jej skrzywdzić.

Zacząłem podpytywać znajomych, którzy mają córki.

Nie usłyszałem niczego, co by potwierdziło, że mają podobny problem.

Nie wiem, co się ze mną dzieje. Czy jestem pedofilem?

***

Szanowny Panie, przeczytałem Pana mail. Proszę do mnie zadzwonić. Mój numer telefonu...

Wojciech Hańbowski, psychoanalityk, członek Polskiego Towarzystwa Psychoanalitycznego, konsultant Oddziału IV w Mazowieckim Centrum Neuropsychiatrii i Rehabilitacji Dzieci i Młodzieży.

***

Szanowny Panie Doktorze, wczoraj wszystko opowiedziałem żonie. Zapytała, czy myślę, że jestem pedofilem. Byłem przerażony, bo strasznie to zabrzmiało, a jednocześnie byłem jej wdzięczny, że tak wprost o to zapytała.

Powiedziałem, że nie sądzę. Przecież wiem, że to moja córka. Poza tym nie kręcą mnie dzieci. Nie fantazjuję na temat seksu z nimi. Ale z drugiej strony, skoro dzieje się ze mną to wszystko, o czym pisałem wcześniej...

Jak to mówiłem żonie, to prawie się popłakałem. Tak bardzo kocham swoją córkę. Tak bardzo nie chciałbym jej skrzywdzić.

Boże! Co ja takiego zrobiłem, że dotknęło to właśnie mnie?

Mówiłem o tym żonie i wtedy usłyszałem, że córeczka płacze. Spała w drugim pokoju, coś pewnie się jej przyśniło. Zwykle w takim momencie szedłem, tuliłem, okrywałem kołdrą. Teraz się zawahałem. Przez głowę przeszła mi myśl, że może mi już nie wolno. Spojrzałem na żonę. Nic w jej zachowaniu nie świadczyło o tym, że ona tę myśl podziela.

Poszedłem, przytuliłem, odnalazłem ukochanego misia, który jej wypadł z łóżka. Zasnęła. Słodka, malutka, śliczna, nie mogłem oderwać wzroku.

Powiedziałem żonie, że dla pewności nawiązałem kontakt z Panem. Zresztą nie tylko, bo jeszcze z Bogdanem de Barbaro [profesor, kierownik Zakładu Terapii Rodzin Katedry Psychiatrii Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego, przewodniczący Sekcji Naukowej Psychoterapii Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego] i z Anną Dodziuk [psychoterapeutka od 30 lat zajmująca się rodziną, pracuje w Pracowni Psychoterapii i Psychoedukacji "Prometea"].

Zamierzam się z nimi umówić. Do Pana też zadzwonię. Obiecuję!

PS Jeden z kolegów, spotkałem go na imprezie, trochę wypił, powiedział, że problem ma tylko wtedy, gdy ma poranny wzwód, a trzyletnia córka wskakuje mu do łóżka. Czuje się wtedy niezręcznie, odsuwa, zasłania, robi wszystko, żeby broń Boże nie dotknęła. Zapytałem, dlaczego nie wstaje z łóżka. Odpowiedział, że poza tym uwielbia te poranne przewalanki.

***

W końcu zadzwoniłem do Wojciecha Hańbowskiego.

Powiedziałem, że to ja pisałem te dramatyczne maile. Umówiliśmy się na następny dzień.

- A co do córki, to niech pan już lepiej jej nie kąpie - powiedział na koniec rozmowy. - Niech to robi żona, a jak z różnych powodów nie może, to niech córka myje się sama.

Czyli jednak. Zdrętwiałem z przerażenia. Ależ jestem głupi, że się wygadałem. Przecież wiadomo, że o takich sprawach nie mówi się nikomu. Odbiorą mi dziecko!

Bezsenność, łzy, ściskanie w żołądku, gonitwa myśli. I tak przez całą noc.

Rano roztrzęsiony wsiadłem do samochodu. Dzwonek, drzwi, schody, klamka, skórzane fotele, kozetka, piękne drewniane biurko i charakterystyczna lampka.

Kilka zdawkowych pytań i odpowiedzi, a w głowie ciągle to jedno pytanie: "Dlaczego, dlaczego będzie lepiej, gdy już nie będę kąpał córki?".

Wojciech Hańbowski miał już odpowiedź: - Zacznijmy od tego, że ten czas od dwóch i pół do piątego, szóstego roku życia jest takim pierwszym okresem wzmożonych zainteresowań dziecka... Hm... Ja celowo unikam słowa "seksualnych", aczkolwiek one mają wyraźne cechy seksualne...

- A dlaczego pan unika?

- Bo dorosłym trudno jest przyjąć, że dzieci mogą mieć tak dużo dorosłych odruchów, fantazji, myśli, i najchętniej chcieliby je widzieć jako takie całkowicie białe, niewinne, pozbawione jakichkolwiek impulsów seksualnych czy agresywnych...

- Ze mną nie musi pan owijać w bawełnę.

- No to powiem panu, że w tym okresie dziewczynka zaczyna fantazjować na temat różnego rodzaju kontaktów seksualnych z mężczyzną. A pierwszym mężczyzną w jej życiu jest zawsze ojciec lub - jeśli go nie ma - jakaś inna postać męska z bliskiego otoczenia. I są to dokładnie takie same fantazje seksualne, jakie mają dorośli ludzie.

Poza tym dziecko w tym okresie spostrzega, że rodzice - nawet ci bliscy i bardzo kochający - są w znacznym stopniu od niego oddzieleni. To budzi ciekawość, a nawet pokusę, żeby tę granicę przeciąć.

Jednym zdaniem: pana córka chciałaby mieć z panem takie same kontakty, jakie ma mama. I w związku z tym może robić wiele rzeczy, które mogłyby ją w takiej sytuacji wobec pana stawiać. Bardzo ważne jest więc, by zauważyć, że dziecko w tym okresie nie jest już takie małe i bezosobowe. Że na przykład kąpiel może mieć inne znaczenie w jego wewnętrznym przeżywaniu, niż to było jeszcze pół roku wcześniej.

- To znaczy?

- Jest ryzyko, że pewien kontakt fizyczny, który jest związany z kąpielą, chodzi mi o mycie części intymnych, stanie się źródłem nie tylko pewnej ekscytacji, ale też pewnego jej wyładowania. To dlatego właśnie powiedziałem, że byłoby lepiej, gdyby pan już przestał kąpać córkę.

- Rozumiem, że panu chodzi o to, bym przestał myć jej cipkę.

- Tak.

- Ale ja mam taką myśl, że jak się będę jakoś inaczej zachowywał wobec jej cipki niż, dajmy na to, głowy, to jakoś to miejsce naznaczę.

- To nie pan je naznacza. Ono rzeczywiście jest intymne. Bo to jest obszar, który jest zarezerwowany do pewnych spraw: rodzenia dzieci, kontaktów seksualnych, i to nie pan je takimi czyni, tylko one takie są i dziecko w tym okresie odkrywa je właśnie takimi, jakie one są.

Gdy pana córka widzi, że pan się inaczej zachowuje w stosunku do jej części intymnych, to nabiera przekonania - to prawda, w pewnej mierze bolesnego, ale jednak koniecznego - że tata nie jest od tych spraw.

W tym okresie dziecko uczy się tego, że miłość rodzicielska jest inna niż miłość seksualna.

- Ale czy to normalne, że gdy patrzę na córkę, przeżywam to samo co wtedy, gdy patrzę na kobietę, która mi się podoba?

- Oczywiście, bo ludzie jako gatunek mają to do siebie, że fantazjują, i to niezwykle bogato. Ale ja uważam, że myśl nie grzeszy.

- Pytałem wiele osób i wszyscy mówili, że nie mają fantazji seksualnych związanych z dziećmi. Ba, oni się wręcz oburzali, gdy o to ich pytałem.

- Bardzo wiele osób ma różne fantazje, a to, że o nich nie mówią, nie znaczy, że ich nie mają.

- A może ich nie zauważają?

- Większe niebezpieczeństwo jest wtedy, gdy się takich fantazji nie zauważa, niż gdy się je widzi. Dlatego że jeśli się je zauważa i jeśli się nimi niepokoi, to zwykle jest to bodziec do zastanowienia.

- Czyli nie jestem...

- Jeśli ktoś widzi nagie dziecko i ma przebłysk myśli, która go ekscytuje, to nie możemy powiedzieć, że jest pedofilem. Natomiast jeśli będzie poszukiwał sytuacji z dziećmi, które będą go ekscytowały, to nim jest. Problem w tym, że nie zawsze wiadomo, że to się robi. Dlatego w przypadku dzieci najważniejsza jest zasada ostrożności.

- Czyli jeśli codziennie myję cipkę swojej trzyletniej córki...

- ...i dowiedziałem się, że to może mieć zły wpływ, to powinienem przestać. Zadaniem kąpieli jest wykąpanie dziecka. Natomiast jeśli to prowadzi do ekscytacji, to można powiedzieć, że już nie mamy do czynienia z kąpielą, tylko z seksem pod pozorem kąpieli.

- Ale ten moment ekscytacji to jest błysk, bo zaraz potem pojawia się myśl: co ty robisz, przecież to jest dziecko. I ta autoreprymenda powoduje, że fantazja znika.

- Problem w tym, że kiedy potraktuje się sprawę myślą: "Przecież to jest dziecko", to można powiedzieć, że automatycznie klasyfikuje się córkę jako dziecko i w ten sposób odmawia się jej tożsamości seksualnej.

Dziecko półroczne ma inną wrażliwość i inny sposób pojmowania zachowań rodziców niż dziecko trzyletnie. To znaczy, że takie same zachowania ojca czy matki wywołują różne reakcje u dziecka tylko dlatego, że z upływem czasu zmienił się jego świat wewnętrzny.

Jeśli więc w dziecku budzą się fantazje polegające na pragnieniu, żeby ojciec dotykał je tak, jak to robi mamie, a dorosły tego nie zauważy i się nie powściągnie, to pójdzie za impulsem dziecka. A będzie to wyglądać mniej więcej tak, że dla dorosłego jego ręka będzie nadal tą, która dba o sprawy higieniczne, ale już dla dziecka, które jest myte, będzie to ręka, która w mniejszym stopniu dba o higienę, a w większym stymuluje seksualnie.

- Konsekwencje?

- Jeśli dziecko ma wrażenie, że jego fantazje nie są okiełznywane przez rodziców, mało tego, oni z nimi współgrają, to może powstać taka sytuacja, że ono będzie musiało wziąć na siebie ciężar powściągnięcia siebie i rodziców. I jak pan będzie patrzył z zewnątrz, to można powiedzieć: "Sprawa minęła", ale gdzieś tam wewnątrz będzie się toczył proces, w którym może dojść do zahamowania zdolności dziecka do fantazjowania i budowania związków myślowych.

- Czyli coś między mną a córką definitywnie się skończyło.

- Absolutnie.

- Płakać mi się chce.

- Rozumiem, ale właśnie na tym polega rodzicielstwo. Po raz pierwszy uświadomił pan sobie, że są rzeczy, które muszą pana od córki dzielić, bo w przeciwnym wypadku stanie się pan jej zbyt bliski. Przestanie pan być ojcem, a stanie się partnerem. Ale to jest zaledwie pierwsze, najbardziej niewinne i najmniej bolesne doświadczenie, znacznie trudniejsze przyjdzie w okresie dojrzewania. Wtedy dziecko ma słuszne wrażenie, że wchodzi w świat dorosły i powoli żegna się z rodzicami. Z drugiej strony czuje się ogromnie przywiązane do rodziców i to doświadczanie miłości do nich odczuwa jako coś, co mu w tym procesie wchodzenia w dorosłość przeszkadza. Dlatego też w tym okresie, w sposób bardzo bolesny dla rodziców miłość do nich jest zaprzeczana.

Wracając jednak do małych dzieci - rozumiem, że rodzice nie chcą ich przestać kąpać, karmić piersią, bo przecież ten maluszek ledwo się urodził, ledwo zaczął mówić, całować, przytulać się, a już się okazuje, że pewnych rzeczy robić z nim nie można. A to dlatego, że on po prostu nie jest już maluszkiem.

***

Poszedłem do Anny Dodziuk, terapeutki. Wyłożyłem, w czym rzecz, powiedziałem, że jestem przerażony: - Bo mam wrażenie, że czasem patrzę na córkę jak na obiekt seksualny.

Zaparzyła herbatę, a potem zapytała: - Obiekt czy istotę? To wymaga rozróżnienia. Obiekt to jest coś, co by pan chciał do własnych celów seksualnych wykorzystać. Czy to pan miał na myśli?

- Broń Boże, choć z drugiej strony... Jak ją kąpię, to mi się zdarza... Na moment zapominam, że to dziecko, córka, i wtedy do głowy przychodzą mi takie myśli, że aż strach.

- Dopóki się pan do niej nie dobiera, to znaczy nie próbuje za pomocą kontaktu z jej ciałem dostarczyć sobie przyjemności seksualnej, nie wydaje mi się to bardzo niepokojące. Odczucia erotyczne, fantazje seksualne wobec rodziców, dzieci, rodzeństwa zdarzają się znacznie częściej, niż nam się wydaje.

- Czyli ten tak zwany zły dotyk...

- Mamy z nim do czynienia wtedy, gdy ktoś specjalnie uruchamia jakieś działanie, żeby sprawić sobie przyjemność seksualną. Wtedy nawet rzecz tak niewinna jak gapienie się jest wykorzystaniem.

- Mam wrażenie, że gdy kąpię swoją córkę i do głowy przychodzą mi te przeróżne myśli, to już nie zachowuję się w czysty sposób.

- Wydaje mi się, że kiedy pan mówi "zachowuję się", to nie chodzi rzeczywiście o zachowanie, tylko o myślenie. Pan podobnie jak wielu ludzi boi się własnych myśli.

- No, bo one są straszne.

- Spokojnie, spokojnie. Kąpie pan córeczkę, widzi jej cipkę, czasem pewnie się zdarza, że pan ją w czasie mycia dotknie, i czuje się pan podekscytowany. I to jest takie straszne?

- No tak, bo wtedy pojawia się fantazja...

- Właśnie to miałam na myśli, mówiąc, że cała sprawa rozgrywa się w pana głowie. W rzeczywistości jeszcze nic się nie stało. Od myśli do działania są lata świetlne.

- Ale czy to normalne, że widząc cipkę, pupę swojej córki, czuję się podekscytowany?

- Jeśli mnie pan pyta w ten zawoalowany sposób, czy jest pan pedofilem, to powiem, że pedofil to jest ktoś, kto nie jest w stanie uzyskać satysfakcji seksualnej inaczej niż z dzieckiem. Czy tak jest w pana przypadku?

- No nie, ale dlaczego widząc cipkę, pupę swojej córki, czuję się podekscytowany?

- Dlatego że cipka, pupa po prostu są ekscytujące. I nie ma w tym nic strasznego, że na ich widok przeżywa się ekscytacje. Z drugiej strony to, że na sam widok cipki małej dziewczynki zaczyna pan odczuwać niepokój, a nawet wstręt do siebie, to mechanizm, który chroni i córkę, i pana. Bo jeżeli pojawił się taki sygnał, to znaczy, że trzeba te impulsy kontrolować, ale nie znaczy, że trzeba od kontaktu fizycznego uciekać.

Dla mnie absurdem jest to, że kiedy w kontakcie z dzieckiem odzywa się w nas jakaś reakcja cielesna, to przestajemy się z tym dzieckiem kontaktować na poziomie ciała. Przestajemy w ogóle dotykać. Bo potem z takich dzieci wyrastają dorośli, którzy decydują się na głaskanie, przytulanie, inne pieszczoty tylko wtedy, kiedy sytuacja jest określona jako seksualna, czyli w łóżku. Mnóstwo ludzi na to choruje.

Dlaczego? Ponieważ bliskość fizyczna w naszej kulturze jest objęta bardzo silnym tabu. Dotykać można tylko dzieci, swojego partnera czy partnerkę, a jeśli chodzi o innych, to jest to dopuszczalne, a nawet dobrze widziane w czasie okazji rytualnych typu imieniny, Wigilia itd.

Tak, proszę pana, to jest zupełnie normalne, że miewamy odczucia seksualne w kontakcie z dzieckiem. Choćby dlatego, że nasze ciało jest tak skonstruowane, że na różne bodźce reaguje seksualnie. Reakcja kobiecego ciała na karmienie jest tak erotyczna, że trudno sobie wyobrazić coś, z wyjątkiem wysoce porywającego seksu, co byłoby cieleśnie bardziej przyjemne. Jeśli więc mielibyśmy zakazać wszelkich seksualnych emocji wobec dzieci, to w pierwszej kolejności należałoby zakazać karmienia piersią, bo - proszę wybaczyć ironię - budzi podejrzenie nie tylko o pedofilię, ale nawet o pedofilię homoseksualną.

- Znam kobietę, która karmi piersią swojego czteroletniego syna.

- Różne "przegięcia" zdarzają się ludziom, ale ja bym postawiła tu akcent na czynnik psychologiczny, a nie seksualny.

Jak się pan rozejrzy po różnych rodzinach, to zauważy pan przede wszystkim nie to, że rodzice są zbyt blisko dzieci, ale to, że ich małżeństwa źle się układają. Ludzie nie komunikują się, nie mają dla siebie czułości, nie są ze sobą w bliskich i miłych kontaktach fizycznych. Efektem tego są próby zaspokajania bardzo poważnych potrzeb poprzez wykorzystywanie dzieci.

- Psychoanalityk mi powiedział, że byłoby lepiej, gdybym już nie kąpał córki.

- Patrząc od strony córki, z bezwzględnym wskazaniem do wycofania się ojca ze wspólnych kąpieli mamy do czynienia wtedy, gdy ona zaczyna się wstydzić lub chce się kąpać sama.

Patrząc od strony ojca, wszystko zależy od tego, jak silne są jego reakcje seksualne. Czy są to przelotne fantazje, pełne zachwytu myśli, czy wyraźny, utrzymujacy się stan podniecenia.

- A dlaczego moja trzyletnia córka w ogóle tak na mnie działa?

- Bo dzieci, proszę pana, to nie są anielęta. I podobnie jak dorośli reagują seksualnie. Nie tylko w sensie fizjologicznym - wzwód, orgazm - ale przede wszystkim dlatego, że od urodzenia mają doznania przyjemności płynące z ciała. Dzieci to istoty seksualne i myślę, że jeśli rodzice są tego świadomi, to szansa, że zrobią coś, co jest sprzeczne z normami społecznymi, jest mniejsza, niż kiedy nie przyjmują tego do wiadomości.

- To znaczy?

- Pewna kobieta opowiadała mi kiedyś, jak było u niej w domu. Otóż dzieci przychodziły do łóżka ojca i razem z nim zasypiały. Kiedy miała już jakieś 12 lat, pewnego razu poczuła, że ojciec wkłada jej rękę między nogi. Zrobił to odruchowo, w półśnie, bez żadnej intencji, po chwili zorientował się i od tamtej pory przestał pozwalać jej spać w tym samym łóżku. Ale gdyby miał trochę więcej świadomości, gdyby dopuszczał myśl, że jego córka jest kobietą i może na nią zareagować jak na kobietę, to przestałby jej pozwalać wcześniej.

Jeżeli nie jesteśmy świadomi naszych niewłaściwych impulsów, apetytu na rzeczy moralnie niedopuszczalne, to je wypieramy, wyrzucamy poza świadomość i przestajemy kontrolować. A wtedy może się zdarzyć, że kogoś poniesie.

- Dlaczego ja w sumie nic na temat seksualności dzieci oraz tego, że my, dorośli, seksualnie na nie reagujemy, nie wiedziałem?

- Dlatego że został pan wychowany w kulturze, w której seks jest tabu, doznania seksualne są tabu, organy seksualne są tabu i to tabu jest szersze, niż zdrowy rozsądek nakazuje. A jeśli chodzi o dzieci, to już w ogóle.

Konkludując: nasze wyobrażenia na temat seksualności dzieci są całkowicie księżycowe, pozbawione realizmu, wypełnione lękiem, ciemnością, odpychaniem. A takie są, bo nas nikt niczego w tym obszarze nie uczy. Programowo! A dlaczego? Ano dlatego, żeby nas zbyt wcześnie nie rozbudzić.

Profesor Bogdan de Barbaro zaczął od konkretnych pytań: - Przywołajmy sytuację, gdy pan widzi córeczkę nago. Jakie uczucia wyzwala w panu to, co się dzieje? Czy odczuwa pan jakiś rodzaj niepokoju? Czy to, co pan odczuwa, rozpoznaje pan jako coś seksualnego?

- No... Hm...

- Proszę pamiętać, że napięcie seksualne nie jest zero-jedynkowe. Że wokół takich słów jak "cipka" może pojawiać się napięcie nie tylko na poziomie wzwodu czy jakiegoś zamiaru seksualnego. To może być coś znacznie bardziej subtelnego, ledwie rozpoznawalnego, a w związku z tym, że seksualność jest w znacznym stopniu stabuizowana przez religię i kulturę, o wgląd we własne emocje i odczucia może tu być trudno.

Zróbmy więc rozróżnienia: co jest impulsem, co jest skojarzeniem, co jest podnieceniem seksualnym, a co podnieceniem związanym z tym, że się widzi coś, co jest na co dzień schowane, niewidoczne.

Wyobraźmy sobie, że stoi pan przed czymś, co jest zawsze zasłonięte. Niech to będzie święty obraz za kotarą. Taki, który można tylko raz na miesiąc odsłonić i zobaczyć. Gdy pan na niego spojrzy, to też powstanie rodzaj podniecenia, ale to nie będzie podniecenie seksualne, lecz takie, które wynika z detabuizacji.

- Czyli to normalne, że na widok nagiego dziecka uruchamia mi się ciąg fantazji erotycznych?

- W tym momencie przechodzi pan od prostych słownych skojarzeń do - jak pan to określa - ciągu fantazji seksualnych. Sytuacja tutaj jest złożona. Z jednej strony są osoby, w których na widok nagiego dziecka nie powstają żadne niezwykłe reakcje, z drugiej są osoby, u których odezwie się tak silny impuls seksualny, że nie będą go w stanie skontrolować. Każdy z nas jest gdzieś pomiędzy tymi biegunami.

- A gdzie zaczyna się zło?

- Gdy to już jest pobudzenie seksualne w ścisłym tego słowa rozumieniu. Problem w tym, że nie ma możliwości ścisłego zdefiniowania granicy, bo z perspektywy rozwoju dziecka pobudzenie seksualne ojca, nawet jeśli jest hamowane, może stanowić zagrożenie. I wszystkie wyjaśnienia typu: "Przecież jej nie dotykałem", nie powinny stanowić usprawiedliwienia.

Jeśli ojciec patrzy na nagie ciało dziewczynki, myśląc o jej cipce jako obiekcie seksualnym, to dziewczynka ten nastrój czuje, widzi to we wzroku ojca i staje się to częścią ich relacji. Natomiast myśl: "Ładną cipkę ma moja córka", nie musi być groźna. Pod warunkiem rzecz jasna, że tej myśli nie towarzyszy podniecenie.

Do przestępstwa dochodzi zaś wtedy, gdy pod wpływem wewnętrznego przyzwolenia ma miejsce zachowanie niedozwolone. To znaczy dziecko jest traktowane jako źródło zaspokojenia pragnień erotycznych.

- Czyli żeby być pedofilem, musiałbym dokonać konsumpcji?

- Można powiedzieć, że z punktu widzenia rozwoju dziecka niewykrywalnym przestępstwem jest już sytuacja, w której nie dochodzi co prawda do zewnętrznych zachowań seksualnych, ale sam kontakt dorosłego z dzieckiem nasycony jest ekscytacją seksualną dorosłego.

Zaś pedofilem można być, niekoniecznie dokonując czynu zabronionego. Są osoby o wyraźnej preferencji pedofilnej, które nigdy nie dokonały pedofilnego czynu. A nie zrobiły tego dlatego, że są świadome, że to jest przestępstwo, zło, i potrafią kontrolować swoje zachowanie. Ja takie osoby znam. Przyszły do mojego gabinetu w innej sprawie, z innego powodu, ale gdy rozmawialiśmy o sprawach seksualnych, okazało się, że je męczy to, że na widok małych chłopców reagują podnieceniem. I że to jest ich najbardziej preferowana fantazja seksualna, poza którą nie mają silnych źródeł podniecenia. Można więc powiedzieć, że pedofilia jest ich orientacją seksualną.

- Można z tym żyć i nie robić krzywdy?

- Nie mogę powiedzieć, że znam wiele takich osób, ale o tych, które znam, nie mam powodu mówić, że dokonały czynu pedofilnego. Choć oczywiście może być i tak, że ktoś definiuje się jako pedofil, będzie sobie przysięgać, że nie zamierza nikogo skrzywdzić, a potem przyjdzie impuls seksualny tak silny, że sobie z nim nie poradzi.

- Musiał pan poinformować policję o tym, że wyszło to, co wyszło?

- Z prawnego punktu widzenia mam obowiązek informować organy ścigania o przestępstwie, jeśli wiem o nim od świadka lub ofiary.

Wobec swojego pacjenta obowiązuje mnie zasada poufności relacji terapeutycznej.

- A czy to było dla pana coś niezwykłego, gdy zadzwoniłem, powiedziałem, że chyba jestem pedofilem, i umówiłem się na spotkanie?

- To było coś niezwykłego w tym sensie, że nieczęsto dochodzi do takich spotkań. Choć z drugiej strony pomyślałem, że to pewnie efekt dyskursu społecznego.

- Jak to?

- Są dwa etapy przyznawania się.

Jeden - przed samym sobą, a drugi - przed światem.

Myślę, że ten pierwszy krok jest dziś łatwiejszy, bo problem pedofilii pojawia się w mediach, prawie każdy z nas się z tym tematem pośrednio spotyka, więc samo używanie tego słowa i żywość społecznego dyskursu zachęcają do osobistej refleksji i rozumienia siebie.

- A jeśli chodzi o przyznanie się przed światem?

- Dziś coraz łatwiej można powiedzieć: "Jestem homoseksualny", i to już jest tak wielkie społeczne osiągniecie.

- Jak myślałem, że jestem pedofilem, to był koszmar. Bestia, zabiorą mi dzieci, wsadzą, wykastrują. Nie przyznam się.

- Na tym właśnie polega moc przekazu medialnego, że on organizuje człowiekowi wyobraźnię, lęki i nadzieje. I jest w tej potędze mediów wielkie niebezpieczeństwo. Przecież to nie jest takie dziwaczne, że dorosły człowiek hamuje realizację niektórych impulsów. Idę ulicą, ktoś mnie trąci, jestem zirytowany, to jest ktoś słabszy, nie boję się, mam ochotę go uderzyć, ale jednak tego nie robię. Autentyczność nie oznacza, że jestem tak spontaniczny, że cokolwiek emocje albo popędy mi podpowiedzą, to ja to robię.

Z jednej więc strony ktoś, kto zobaczy pupę swojego dziecka i odczuje bliżej nieokreślony niepokój, nie ma powodu, aby zgłaszać się do poradni leczenia zaburzeń seksualnych, ale z drugiej strony ktoś, kto stwierdzi u siebie, że ten obraz wywołuje u niego silne podniecenie, powinien coś ze sobą zrobić, bo może sobie w ten sposób pomóc, a innym nie zaszkodzi.

- Wie pan, co było dla mnie straszne? To, że z nikim ze swojego otoczenia nie mogłem o tym zwyczajnie porozmawiać.

- Poważna i głęboka rozmowa na temat seksualności w cztery oczy i w prasie jest trudna, bo mamy bardzo ubogi język na coś, co jest niezwykle złożone, subtelne, a zarazem tak ważne. Czy gdy matka całuje 17-latka albo 13-latka, to jest to pocałunek erotyczny, czy nie? Czy jeśli mama śpi w łóżku z pięcioletnim synem, to jest to erotyczne, czy nie? Za każdym razem chcemy wiedzieć tylko: tak lub nie, a wiele niuansów nam umyka. Zresztą to nie jest tylko kwestia braku słów. Ta trudność jest również w nas, gdy erotyzm splata się z czułością. I teraz: jak być czułym, żeby erotyczność czułości nie pociągała za sobą niebezpiecznych konsekwencji?

- No właśnie, jak?

- Weźmy taki przykład, który często dotyczy matek. Oto chłopiec do 12. roku życia śpi z mamą w łóżku. Znam wiele takich sytuacji. Czy to jest sytuacja erotyczna? Można na pewno powiedzieć, że nie jest dla dziecka dobre, kiedy nie ma ono swojego osobnego łóżka. Że bliskość w nocy może być nasycona erotyzmem i dlatego jest sytuacją, która jest dla rozwoju psychoseksualnego dziecka niekorzystna.

A w ogóle to najlepiej przyjąć zasadę, że rodzic nie śpi ze swoim dzieckiem w jednym łóżku. I to niezależnie od tego, czy w grę wchodzi impuls seksualny, czy potrzeba poradzenia sobie z własną samotnością emocjonalną.

- Rozumiem, że ta trudność w rozróżnieniu, czy spanie z dzieckiem jest, czy nie jest seksualnym nadużyciem, dotyczy matek, bo gdyby to ojciec spał z 12-letnią córką, sprawa byłaby oczywista.

- Generalnie jest tak, że mężczyźni w kontaktach z dziećmi są bardziej przez kulturę ustawieni na celowniku.

- Znam dziewczynę, która karmi prawie czteroletnie dziecko. No i ona opowiadała mi taką sytuację: śpię z mężem, ale synek, ten czterolatek, przychodzi do nas rano. Kładzie się między nami, a ja mu daję pierś do ssania. Czasem się wtedy zdarza, opowiada, że on ma przy tym wzwód. Nie jestem w stanie na to patrzeć, więc go zakrywam kocem.

- Może nie nazwałbym tego zaburzeniem, to byłaby przesada, ale z pewnością klimat tej sytuacji dociera do dziecka. I właśnie tu jest potrzebne to wyczucie. Ta intuicja, że coś jest nie tak, coś niedobrze robię, jest właśnie tym sygnałem, który mówi: "Stop, to zakłóca rozwój psychoseksualny mojego dziecka".

***

Szanowny Panie Doktorze, córki już nie kąpię. To znaczy nie myję jej już cipki. Jestem przekonany, że nie jestem pedofilem.

Źródło: Gazeta Wyborcza – Duży Format.

 
Właściciel niewolników, który sprytem i przemocą zakuwa niewolnika w kajdany i niewolnik, który przy pomocy sprytu czy przemocy uwalnia się z kajdan - niechaj nam godne pogardy eunuchy nie mówią, że są równi przed sądem moralności!
Lew Trocki
Reklama