|
Sex afera w Polsce być może zwróciła uwagę opinii publicznej na ważny problem społeczny wykorzystywania kobiet. Ale równocześnie w moim odczuciu pokazała kapitalistyczne oblicze mediów oraz liberalne postawy feministek głównego nurtu. Tych słyszalnych w telewizji z kręgów SLD i PO. Media bowiem z zaciekłością tabloidów epatowały coraz pikantniejszymi szczegółami z pożycia Anety K. z posłami z Samoobrony. Aneta K. stała się wyrocznią nawet wówczas, gdy jej zeznania były niespójne i sensacyjne bardziej niż na zdrowy rozsądek można przyjąć. Można było odnieść miejscami wrażenie, że bardziej chodzi tu o sensację właśnie niż o faktyczną obronę kobiety wykorzystywanej przez prominentnych posłów.
Ale takie czasy, chodzi o zwiększenie sprzedaży, a nie o rzetelną analizę sytuacji. Bo kapitalizm nie rozlicza z poszukiwania prawdy, czy stawiania problemów społecznych. Ten system rozlicza z generowania zysków. Swoją drogą nieprawdopodobnie zaniechano – w najbardziej opiniotwórczej gazecie w Polsce, na dodatek z etosem – zasady o domniemaniu niewinności. Czy gdyby podobne informacje dobiegały z kręgów zbliżonych do PO dziennikarze z równym przekonaniem ferowaliby w tej sprawie wyroki? Przecież oczywiste jest dla każdego polskiego inteligenta, że Samoobrona to „pospólstwo”, zatem oskarżenia wydawały się nie budzić żadnych wątpliwości. Również u oburzonych SLD-owskich feministek. Okazało się po raz kolejny, że środowiska liberalne mają prawdziwie pogardliwy stosunek wobec ludzi, których symbolem jest Samoobrona. Dyskwalifikuje się tę opcję na przykład za to, że Lepper wysypywał zboże, zasłaniając się łamaniem przez niego prawa. Nieważne jakie przyświecały mu intencje. Dyskwalifikuje się Samoobronę również wtedy, gdy proponowała, by wprowadzić w Polsce „socjal”. Liberałowie twierdzili bowiem, że „cała ta hołota” bezrobotnych już nigdy nie pójdzie do pracy, a ci którzy pracują, natychmiast się pozwalniają. Trzeba mieć bardzo dużo pogardy do ludzi biednych w Polsce, by wysuwać takie argumenty. Dyskwalifikuje się w końcu Samoobronę za to, że jej członkowie nie umieją wypowiadać się równie kwieciście jak Rokita czy Tusk, bo przecież są niewykształceni. Ostatecznym dopełnieniem tej dezaprobaty wobec Samoobrony jest w końcu przekonanie, że takie „prostackie towarzystwo” musi w sobie skupiać jak w soczewce wszelkie znamiona patriarchatu. Tak jakby to była cecha ludzi prostych. Jednakże nie jest moim zamiarem obrona Leppera jako tego, który wolny jest od szowinizmu. Nie mogę tylko zgodzić się z dziennikarzami, którzy sprawiają wrażenie, że taki stosunek wobec kobiet jest cechą charakterystyczną ludzi ze środowisk związanych z Samoobroną. Molestowanie kobiet i obyczajowe stygmaty nadawane kobietom niezależnym mają miejsce we wszystkich środowiskach władzy i pieniądza, również tych nobliwych, biznesowych, uczelnianych. To co różni Leppera od zamożnych i eleganckich „prawdziwych bohaterów transformacji” – czyli biznesu i liberałów, to brak przestrzegania werbalnej poprawności politycznej. Dał temu wyraz Lepper w swych nad wyraz odrażających wypowiedziach pod adresem kobiet po ujawnieniu sex afery. Ale przecież problem nie leży w słowach jedynie. SLD-owskie feministki, stając murem za Anetą K., wrzuciły do jednego worka jej przypadek jak i podobne sytuacje, których doświadczają na przykład pracownice supermarketów w małych miastach, gdzie jest duże bezrobocie. Przysłuchując się rozmowie tych ostatnich, co prawda z dużego miasta, usłyszałam ich oburzenie. Że Aneta K. to karierowiczka, a jest tyle kobiet, które są w sytuacji bez wyjścia. Być może to oburzenie kołtuńskie nieco, ale czy można się dziwić, że kobiety ze środowisk biedniejszych nie czują związku z feminizmem jako takim? Bo przecież feministki głównego nurtu rzadko zwracają uwagę na problemy kobiet niezajmujących się karierą. Nie tylko wtedy, gdy w grę wchodzi molestowanie seksualne, ale przede wszystkim nie wtedy, gdy chodzi o ich problemy życiowe. O to, że nie ma darmowych przedszkoli, że nie ma szans na dobrze płatną pracę. Bo feministki głównego nurtu są liberalne i bliższa swą postawą jest im kobieta sukcesu, nie zaś problemy socjalne zwykłych kobiet. Debata wokół sex afery zaowocowała tezą, że patriarchat polegający na władzy mężczyzn nad kobietami, że sytuacje wykorzystywania kobiet przez mężczyzn są relacjami między płciami. Ujmując je bez kontekstu społecznego sprawia się wrażenie, że mają one charakter autonomiczny. Od tego tylko krok do stwierdzenia, że konflikt ma miejsce na płaszczyźnie biologicznej, a przecież to argument wysuwany przez seksistów, czyli zwolenników patriarchatu. Twierdzą oni, że mężczyzna musi być uprzywilejowany, bo jest silniejszy, a natura stworzyła kobietę do rodzenia dzieci, ewentualnie do bycia odpoczynkiem wojownika. Jeśli feministki chcą naprawdę zwalczyć patriarchat, powinny dostrzegać przede wszystkim jego związek z systemem społecznym. Władza mężczyzn nad kobietami jest stara jak świat, ale proponuję przyjrzeć się jak wkomponowuje się ona w ustrój kapitalistyczny. W pierwszej jego fazie, gdy rodzina służyła reprodukcji rąk do pracy dla pracodawców, kobiety były podporządkowane głównie funkcji rodzenia dzieci. Robotnicy zmuszeni do uległości wobec bezpośredniej władzy fabrykanta przenosili tę relację do rodziny. Gdy kobiety zaczęły się kształcić i równocześnie przyspieszył postęp rewolucji informatycznej, wyzwoliły się one jedynie z funkcji reprodukcyjnej i poszły do pracy. Jednakże właśnie wówczas kapitalizm triumfalnie zaczął przenikać umysły ludzi. Wmawiając im, że najważniejsza jest kariera, konsumpcja i pieniądz. W takim świecie nie ma miejsca na prawdziwe relacje między ludźmi, na przyjaźnie czy miłość. Każdy musi się koncentrować na sobie, a innych traktuje instrumentalnie. Kapitalizm święci triumfy wówczas, gdy wszystko uczyni przedmiotem na sprzedaż. Nawet ciało kobiety czy seksualność. Przecież o wiele lepiej sprzedają się produkty, którym w reklamie towarzyszą roznegliżowane dziewczyny czy seksualne skojarzenia. Oczywiście kobiety jak świat światem były wykorzystywane bezpośrednio, ponieważ były w gorszej sytuacji socjalnej niż mężczyźni. Obecnie są również traktowane przedmiotowo przez reklamę czy pop kulturę. Łatwo można jednak spostrzec, że to głównie kobiety nie zaś mężczyźni padają ofiarą przedmiotowego traktowania przez reklamę czy show-biznes. Ale to się nieco zmienia, i również feminizujące panie z klasy średniej na Zachodzie lubią uczestniczyć w pokazach Chip’n’dailsów. W imprezach tych panowie rozbierają się i nęcą przemęczone pracą kobiety sukcesu swymi ciałami. Staliśmy się zatem – kobiety i mężczyźni – prawie równi w przedmiotowym traktowaniu się nawzajem. Bo do tego prowadzi feminizm liberalny, bowiem nie kwestionuje on świata, w którym wszystko jest na sprzedaż. Aby zapobiec sytuacjom molestowania seksualnego w miejscu pracy feminizm liberalny stworzył „swoistą idyllę”. Polega ona na tym, ze zakazuje się wszelkich kontaktów damsko-męskich ludziom razem pracującym, że wszelkie konsultacje w gabinecie dyrektora czy (w przypadku uczelni) profesora muszą odbywać się przy otwartych drzwiach. Wszystko po to, by uniknąć sytuacji molestowania, które jest karalne. Ta swoista obsesja nie zmienia jednak istoty relacji między ludźmi, między płciami. Może ją zmienić zakwestionowanie systemu, w którym bogiem jest pieniądz, i ludzie coraz mniej potrafią nawiązywać ze sobą relacje oparte na uczuciach. Systemu, w którymś coraz mniej szanuje się kogoś za to ze jest człowiekiem po prostu, tylko ze względu na to czy zrobił „karierę”. Systemu, w którym nie ma równości i z natury rzeczy bogactwu przypisana jest władza. Systemu, w którym ludzie traktują się przedmiotowo, bo zostały zerwane więzi społeczne. W istocie zatem patriarchat może upaść, gdy zaproponuje się światu humanistyczne wartości – równości i wolności – za którymi ludzkość tęskni od wieków. W imię tych wartości trzeba zmieniać świat, nie tylko dlatego, by zlikwidować biedę na świecie, ale również po to, by ludzie przestali się nawzajem traktować instrumentalnie. |