Feminizm/LGBT Światowy feminizm Katarzyna Surmiak-Domańska, Feministki to my
Katarzyna Surmiak-Domańska, Feministki to my PDF Drukuj Email
Ocena użytkowników: / 4
SłabyŚwietny 
Feminizm/LGBT - Światowy Feminizm
Wpisany przez PMB   
środa, 17 grudnia 2008 13:11

W naszym sklepie 80 procent pracowników to kobiety, bo mężczyzna za takie grosze nie przyjdzie.

Zarabiają na pełnych etatach 820-860 złotych miesięcznie. Przed strajkiem grożono im, że stracą pracę. Zamiast zwolnień dostały nagany, a wkrótce potem zapowiedź podwyżek - 100-200 złotych od listopada. - To za mało - mówią. Przestały się bać, walczą o swoje. Coraz częściej także w życiu prywatnym.


O polskim ruchu feministycznym właściwie nic nie wiedzą. Słabo kojarzą nazwiska czołowych feministek. Kazimiera Szczuka to być może pielęgniarka z białego miasteczka, a Kinga Dunin - postać z serialu 'Samo Życie'. Są zaskoczone informacją, że w Polsce działają organizacje kobiece. Nic im nie mówią hasła 'pro choice' czy 'aborcyjny coming out', ponieważ nie znają angielskiego. Żadna z nich nie potrafi wymienić ani jednej osoby publicznej, która by coś robiła w Polsce dla kobiet. Dwa światy spotkały się po raz pierwszy na manifie w Warszawie 8 marca.

Elżbieta Fornalczyk, lat 47

Przewodnicząca ZZ Sierpień '80 Tesco Tychy

- To nasz związek wymyślił, żebyśmy pojechały na ósmomarcową manifę z transparentem Tesco. Żeby o nas nie zapomniano. Potem zadzwoniła pani Krystyna Bratkowska, żeby zrobić ze mną wywiad do 'Wyborczej', i spytała, czy wybieramy się w sobotę do Warszawy. Powiedziałam, że będziemy. Zapytała: 'A nie boicie się feministek?'. A czego tu się bać? Feministki to przecież my. Strajk z końca lutego to przecież już nasz drugi protest. W zeszłym roku w czerwcu był u nas strajk włoski. Usłyszałyśmy w telewizji, że hipermarkety w Polsce będą obsługiwać klientów jak najwolniej. Zebrałyśmy się na przerwie i stwierdziłyśmy, że jak inni robią, to my też. Zamiast skanować kody z towarów, wbijałyśmy je ręcznie.

Straszono nas, że jak nie należymy do związku zawodowego, to nie mamy prawa strajkować. No to założyliśmy. W naszym sklepie 80 procent pracowników to kobiety, bo mężczyzna za takie grosze nie przyjdzie. Tych kilku panów na warzywach czy w mięsie to emeryci, którzy przyszli sobie dorobić. No i oczywiście kierownictwo. Teraz nasze życie w Tesco bardzo się zmieniło. Kiedyś na przerwach gadało się tylko o tym, co na obiad ugotować, a teraz: kiedy strajk? Kiedy protest? Kiedy zebranie? Jeździmy po Polsce, zakładamy związki w innych oddziałach. - Kto w Polsce, pani zdaniem, najwięcej robi dla kobiet? - pytam. - Nie mam wrażenia, że jest ktoś taki. Nikt z polityków ani z feministek z Warszawy się do nas nie odezwał, nie wsparł, mimo że przecież od dawna media trąbią, jak u nas jest.

- Które z tych nazwisk coś pani mówią? - podsuwam listę, na której umieściłam nazwiska znanych kobiet o lewicowych i prawicowych poglądach. - Magdalena Środa... Kiedy rozmawiałam z panią Bratkowską podczas manify, podeszły do nas dwie inne panie, chyba rzeczniczki do spraw równego statusu kobiet i mężczyzn. To mogła być jedna z nich. - Które kobiety znane z mediów kojarzą się pani pozytywnie, a które negatywnie? - Najbardziej lubię Ewę Błaszczyk i Annę Dymną, bo sama mam niepełnosprawnego wnuczka. Natomiast zdecydowanie negatywnie kojarzy mi się ta pani polityk od teletubisiów. Słyszałam też, że w Polsce powstała Partia Kobiet. Na jej czele stoi taka blondynka, ale nazwiska nie pamiętam. Teraz, jak już weszłam trochę w ten świat, to może spróbuję dowiedzieć się o tej partii czegoś więcej.

Marta, 50 lat (prawdziwe imię i nazwisko do wiadomości redakcji)

Strajk to był drugi raz, kiedy się zbuntowałam. Pierwszy raz to było trzy lata temu, podczas narady rodzinnej. Walnęłam pięścią w stół i powiedziałam: 'Dość!'. Wygarnęłam im, jak się czułam w dzieciństwie, o niesprawiedliwości, o pomiataniu, wszystko, co dusiłam w sobie tyle lat. Tatuś był w szoku: Marta przecież zawsze taka potulna, taka cicha. Oj, jaka byłam szczęśliwa potem. Jak usłyszałam, że szykuje się strajk, mówię: 'Nie ma sprawy. Idę'.

Liczyłyśmy się z tym, że niewielu pracowników odważy się wziąć udział. Jak przyszłam na strajk, to było tylko kilka osób. Ale zaraz patrzę, a tu z każdej strony ciągną ludzie, coraz ich więcej i więcej. Taka lekka się zrobiłam. Z wykształcenia jestem przedszkolanką. Co prawda marzyłam o technikum ekonomicznym, ale mamusia znalazła szkołę, która się 'idealnie dla mnie nadawała', i nie było gadania. Musiałam przenieść papiery. Rodzice zainwestowali we mnie, kupili akordeon, bo w studium wychowania przedszkolnego była gra na instrumencie. Dopiero niedawno odważyłam się go wyrzucić na śmietnik. Mamusia z grobu by chyba wstała, gdyby się dowiedziała. Po czterech latach pracy z dziećmi w przedszkolu odeszłam. Dla dobra tych dzieci. Darłam się na nie.

Trzy razy poroniłam. Jedno dziecko zmarło mi zaraz po urodzeniu. Kiedy najmłodszy syn miał dziesięć miesięcy, mąż się od nas wyprowadził. Przyznano mi godziwe alimenty - nawet w rodzinie się dziwili i niepokoili się, czy czasem nie za dużo. Tylko że mąż tych alimentów przez trzy lata nie płacił. Nie pozywałam go. Chciałam pokazać, że sama dam sobie radę. I dałam. Szyłam po nocach zasłony i sukieneczki z koronek i sprzedawałam znajomym.

Rodzice nawet nie wiedzieli, jak mi było ciężko samej z dwójką dzieci. W końcu poszłam na sprzątaczkę do zakładów mleczarskich. Awansowałam na magazynierkę, szybko jednak wysiadł mi kręgosłup i skoczyło ciśnienie. W wieku 38 lat przeszłam na rentę. Po sześciu latach mi ją zabrali, tak jak wszystkim. Gdyby nie to, że w międzyczasie poznałam drugiego męża, zostałabym bez środków do życia.

Kiedyś nie zauważałam, że kobiety są dyskryminowane. Teraz strasznie mnie to denerwuje

Znajoma załatwiła mi pracę w Tesco. Na początek pół etatu za 500 złotych. Mąż zarabiał trochę lepiej, ale był czas, że nie było czym zapłacić za mieszkanie. Niektórzy w Tesco wciąż się boją, co będzie dalej. Ja też się boję. Ale strach już mnie nie paraliżuje. Godność mam już inną. Kiedyś nie dochodziłam swoich praw, teraz dochodzę. Jak byłyśmy teraz w Warszawie, patrzę, tam też Tesco. Weszłam i od razu zrobiłam rozróbę. 'Dlaczego - mówię - tu tylko dwie kasy otwarte?'. Zaczęli się tłumaczyć, że brakuje kasjerek. 'Co?! - mówię - w Polsce brakuje kasjerek? Za mało im płacicie i tyle'.

Kiedyś nie zauważałam, że kobiety są dyskryminowane. Teraz strasznie mnie to denerwuje. W zeszłym roku zrobiłam prawo jazdy. Mąż pokpiwał: 'Teorię to ty może zdasz, ale praktykę?'. Powiedziałam mu: 'Ja ci udowodnię'. Teraz widzę, jak ciężko mu przyznać, że dobrze jeżdżę. Jak Ela Fornalczyk powiedziała: 'Jedziemy 8 marca do Warszawy', od razu poszłam do asystentek poprosić tego dnia o urlop na żądanie. Dwa tygodnie wcześniej, żeby nikt potem nie mówił, że za późno.

Nie wiedziałam, co to za impreza ta manifa. Ale bardzo mi się spodobało. Założyłyśmy nasze kamizelki, wszyscy nam robili zdjęcia. Jechałyśmy na platformie, z której był bardzo dobry widok. Patrzę za siebie, a tu kawał drogi za zakrętem i jeszcze te kobiety widać i widać. Coś wspaniałego. Nagrywałam na kamerę, wszystko mam na płytce. Dopiero po powrocie do domu zaczęłam kojarzyć: o, ta osoba i ta stały koło mnie. Na przykład pani Krawczyk od seksafery. Różnie o niej mówiono: że chce się wybić, w mediach pokazać. A ja doszłam do wniosku, że ta kobieta została rzeczywiście skrzywdzona. Tak jak ja zostałam skrzywdzona przez mojego pierwszego męża.

Marta nie zna nikogo z mojej listy. Zatrzymuje się tylko przy nazwisku Kazimiery Szczuki: - To chyba jedna z pielęgniarek, które protestowały w zeszłym roku przed premierem. Nie śledziła dotąd działalności feministek. - Ale niedawno kupiłam komputer, więc może spróbuję - obiecuje.

Anna Krzyżowska, 51 lat

Dla mnie strajk to pierwszy bunt. Kiedy pracowałam w ZEG-u (Zakład Elektroniki Górniczej), też wiadomo było, że mężczyźni zarabiają więcej od kobiet. Jak były podwyżki, to ten dostał tyle, a ta dostała tyle. Albo stworzyli dla mężczyzn dodatkowe funkcje, żeby mogli dostawać więcej. My do tych funkcji nie miałyśmy dostępu. Pewnie, że byłyśmy złe. Wyzywałyśmy, ale tylko między sobą. Kto by kiedyś z takiego powodu strajk robił.

Z wykształcenia jestem kelnerką, ale w zawodzie pracowałam krótko. Cały czas na nogach, kręgosłup boli, praca w weekendy i w święta. Nigdy bym do tego nie wróciła. Szczerze mówiąc, bardzo lubiłam pracę w ZEG-u. Codziennie na magazynie przygotowywałam zamówiony towar: oporniki, śrubki, układy scalone, diody. Przychodzili ludzie, a ja wydawałam. Wszystkich się znało, była wspaniała atmosfera. Zresztą w Tesco też jest świetna atmosfera. Wśród pracowników oczywiście. Kiedy w 2000 roku zwolnili nas z ZEG-u, od razu poszłam do Tesco. Tam był nabór, a nie szło dostać pracy gdzie indziej. Wiadomo, wiek też.

 

W życiu osobistym też zdarzała mi się dyskryminacja. W domu zawsze wszystko ja. Chłop wrócił z pracy i nie robił nic. Jeszcze: 'Podaj mi to, przynieś mi tamto', bo on zmęczony. A ja wracam z pracy tak jak on i jeszcze muszę ugotować obiadek, uprać, uprasować. Buntowałam się w taki sposób, że sama przed sobą wyzywałam pod nosem. Ale nic nie robiłam. Byłam bardzo uległa.

Kiedyś nie miałam odwagi w pracy powiedzieć, że coś mi się nie podoba. A teraz idę i mówię.

Kiedyś nie miałam odwagi w pracy powiedzieć, że coś mi się nie podoba. A teraz idę i mówię: 'Powiedz mi, dlaczego tak mam robić'. A kiedy nawet odpowiedzą, to ja jeszcze żądam, żeby mi pokazali, gdzie jest zapisane, że mam to robić tak i tak, skoro jeszcze wczoraj obowiązywało co innego. Teraz wszystko mi się odmieniło. Nie dam już sobą pomiatać. Dlaczego się zmieniłam? Może dlatego, że już mi wszystko jedno. I wiem, że w Realu mają dużo wyższe stawki, nawet w Biedronce. W każdym supermarkecie by mnie przyjęli, nawet w moim wieku. Od kiedy mamy związki zawodowe, niczego się nie boję. Moje marzenie? Zarabiać 1200 złotych na rękę. To by mi wystarczyło do szczęścia. A 1500 to już całkiem.

Kiedyś nawet do siostry nie chciało mi się zajść wieczorem, mówiłam: 'Przyjdź do mnie'. A teraz wychodzę do koleżanek albo koleżanki przychodzą do mnie. Interesuje mnie, co się dzieje w Polsce, oglądam programy informacyjne w telewizji, a jak mówią o kobietach, to podgłaśniam. Bardzo lubię TVN Style, program 'Miasto kobiet'. Kiedyś mnie to nie obchodziło. Teraz chłopa w domu nie ma. Jesteśmy same z córką, mam więcej wolnego czasu, no i wreszcie ja rządzę pilotem.

Owszem, wcześniej słyszałam coś o manifach w Warszawie. Ale nigdy nawet nie rozważałam, czy jechać, czy nie. Pierwsze, co mi się kojarzy z wzięciem udziału w manifie, to wydatek. A teraz związek podstawił nam autokar. Wrażenia wspaniałe. Ciekawe, że byli i mężczyźni, np. Tomasz Lis. Nawet ludzie, którzy tylko stali z boku, machali do nas i uśmiechali się. - Kto najwięcej w Polsce robi dobrego dla kobiet?- Ela. - A z kim pani się identyfikuje spoza Tesco? - Z tym tłumem babek, które szły w manifie, ale konkretnie to nie wiem. - A z osób, które zna pani z mediów, kto jeszcze walczy o prawa kobiet? - Taka młoda blondynka, którą widziałam w programie Tomasza Lisa po manifie. Ona walczy bardzo. Może gdybym miała jakiś poważny problem, to do niej chciałabym się zwrócić. Ale gdzie jej szukać? - Izabela Jaruga-Nowacka?

- Nazwisko znane, ale nie wiem, czy ona jest za kobietami, czy przeciwnie.- Elżbieta Radziszewska? - Była na manifie albo ktoś mówił, że jest albo że jej nie ma. Chyba coś z nią jest nie tak.- Kazimiera Szczuka? - To feministka. Widuję ją w telewizji i nawet mi się podoba. Ale to bardzo odległa osoba.

Agata Gdaniec, 41 lat

O dyskryminacji kobiet wie z opowieści innych ludzi oraz z telewizji. - Bulwersuje mnie, jak kobiety są bite przez mężów. Przeraża mnie przede wszystkim to, że one na to pozwalają. Słyszałam też o kobietach, które są wywożone do pracy za granicą i tam wykorzystywane. Ale osobiście nikogo takiego nie znam. Ja nigdy bym nie pozwoliła, żeby ktoś mnie źle traktował. Ale też nigdy nikt nie próbował. Ani w szkole, ani w domu. Rodziców miałam wspaniałych. Mąż jest kierowcą, rzadko bywa w domu, ale jak przyjedzie, to i odkurza, i naczynia pozmywa. Kwiaty ostatnio kupił mi na Dzień Kobiet. A telewizory mamy dwa.

Właściwie wszystko mi się w życiu układa. Może tylko brakuje mi wymarzonej córeczki, mam dwóch synów. No i jeszcze żałuję, że nie zostałam pielęgniarką. To wspaniały zawód. Niestety, nie dla mnie, bo mdleję na widok krwi. Skończyłam technikum górnicze. 14 lat pracowałam na kopalni, w magazynie i w biurze księgowości. Kiedy zlikwidowano kopalnię, dwa lata byłam zarejestrowana na bezrobotnym i potem zaczęłam w Tesco. W moim domu mama była od podejmowania decyzji, a tata od zarabiania. Czasy się zmieniają. Jak ja wychodziłam za mąż, było jasne, że muszę pracować. Dzisiaj mąż mówi: 'Zwolnij się, chłopców przypilnujesz'. Ale ja nie chcę. Jak mam miesiąc urlopu, to już się wiercę. W pracy pobędzie się między ludzi. A w domu to wiadomo - kura domowa.

Chociaż o mojej mamie nigdy nie myślałam 'kura domowa'. Przystąpiłam do strajku, bo nie podobały mi się płace. Mówiłam o tym kierownikowi i dyrekcji, ale oni tylko w kółko: 'Widełki, widełki. Nic nie możemy zrobić'. Zakładałam w Tesco związek zawodowy Sierpień '80, bo znam go od dawna, jeszcze gdy był Solidarnością '80. Mój mąż do nich należał. Jadąc na manifę do Warszawy, nie miałam pojęcia, że to organizują feministki. Kiedy zobaczyłam te wszystkie transparenty - tu lesbijki, tam aborcja - to muszę przyznać, był moment przerażenia.

Ale potem pomyślałam, że każdy ma przecież prawo walczyć o swoje. Aborcja to sprawa sumienia każdego człowieka. Potem zobaczyłam, że są też pielęgniarki, i bardzo się ucieszyłam. Z osób publicznych Agata Gdaniec uwielbia Ewę Drzyzgę i Jolantę Kwaśniewską: 'Mają wielką klasę'. Oraz Dorotę Wellman: 'Jest taka normalna, nie przeszkadza jej tusza. Budzi zaufanie. Z nią bym się chętnie przywitała na manifie. Ale jej nie widziałam'.- Z czym się pani kojarzy feminizm? - Zbuntowane kobiety walczące o swoje prawa. W pewnym stopniu ja jestem feministką. - Czy poznała pani na manifie którąś z działaczek ruchu feministycznego? - Nikogo nie poznałam. Nikt do nas nie podchodził.- Kto to jest Kazimiera Szczuka? - Prezenterka telewizyjna. Ale z feministki też coś chyba w sobie ma.

Elżbieta Dębecka, 52 lata

- Ela powiedziała: 'Jedziemy do Warszawy, jedziesz z nami?'. 'Jasne, że jadę'. Nie pytałam nawet, po co i na co. Dowiedziałam się przypadkiem w piątek wieczorem, w przeddzień wyjazdu. Od córki. Mówi: 'Mamo, to ty na tę feministyczną manifę jedziesz? A wiesz, że tam lesbijki będą?". A ja na to: "Nie szkodzi. To wszystko ludzie. Tacy sami jak my'. Elżbieta Dębecka wychowała się na wsi z mamą i babcią. - Mama musiała ciężko harować, żeby mnie utrzymać. Ojciec miał się z nią żenić, a tymczasem wyszedł raz z domu i nie wrócił. Widziałam go tylko raz w życiu w sądzie. Miałam pięć lat. Nie zwrócił na mnie uwagi. Alimenty zasądzono w wysokości 36 złotych. To na dzisiejsze pieniądze jakieś 300 złotych. Bo nie było ślubu. Nigdy w życiu ojciec nie dał ani złotówki więcej.

Mężczyźnie takie rzeczy uchodzą płazem. Kiedy zakładałam własną rodzinę, mąż miał pracować, a ja zajmować się dziećmi. Szybko jednak okazało się, że się nie da. Najpierw poszłam na sprzątaczkę. Potem prowadziłam kramik z odzieżą na targu. To był najlepszy czas. Stałam się niezależna. Ale kiedy wokół zaczęły powstawać hipermarkety, zarobki dramatycznie spadły. Hipermarkety nas zjadały. Przeszłam na ich stronę. Pierwsza wypłata w Tesco w 2001 roku na pół etatu to było 360 złotych. Wtedy to mi się opłacało dużo bardziej niż kramik. Najbardziej upokarzające w mojej pracy jest to, jak nas jest pięć na kasach, a kolejki stoją po dziesięć osób. Jak chcesz wyjść do toalety, to zdarza się, że słyszysz: 'Jak nie masz kolejki, to idź'.

W ostatnich latach jeszcze przykręcili śrubę. A życie coraz droższe i emerytura się zbliża. Przejrzałam na oczy. Nie pozwolę się już upokarzać. Zdobyłam się nawet ostatnio na odwagę, żeby napisać list do ojca. Niestety, on nie zdobył się na to, żeby mi odpisać. Elżbieta Dębecka rozpoznaje na liście nazwisko Kingi Dunin: - To postać z serialu 'Samo Życie'. Osoby z mediów, które budzą jej zaufanie, to: Katarzyna Dowbor - 'ma w sobie ciepło'; Justyna Pochanke - 'jest spokojna i konkretna'; Jolanta Kwaśniewska - 'bardzo inteligentna'. - Kto w Polsce czuwa nad kobietami? Na czyje wsparcie liczycie w swojej walce? - pytam. - No, teraz to chyba będziemy liczyć na panią.

Lista nazwisk, które miały rozpoznać moje rozmówczynie to:

Kinga Dunin,

Agnieszka Graff,

Izabela Jaruga-Nowacka,

Elżbieta Kruk,

Urszula Krupa,

Wanda Nowicka,

Elżbieta Radziszewska,

Kazimiera Szczuka,

Anna Sobecka,

Magdalena Środa

Żadna z pań nie rozszyfrowała skrótów OŚKa i eFKa, hasło "Kobiety na falach" (organizacja dokonująca aborcji na morzu) kojarzyło im się z kobietami słynnymi, a "Milczenie owieczek" (bestseller K.Szczuki o aborcji) z bliżej nieokreśloną akcją przeciw molestowaniu nieletnich.

Z kobiet, które znają z mediów, ich zaufanie budzą: Ewa Błaszczyk, Anna Dymna, Jolanta Kwaśniewska, Justyna Pochanke, Ewa Drzyzga, Elżbieta Jaworowicz, Katarzyna Dowbor, Dorota Wellman.

Źródło: Wysokie Obcasy (dodatek do Gazety Wyborczej)
Zmieniony: niedziela, 29 listopada 2009 20:44
 
Jeżeli trzecia część społeczeństwa żyje w nędzy, całe społeczeństwo jest zdemoralizowane.
Ryszard Kapuściński
Reklama